freeimages.red

Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że globalne ocieplenie przyspiesza. Prawdopodobnie przyspiesza bardziej, niż przewidują to najczarniejsze scenariusze tworzone przez naukowców. W Stanach Zjednoczonych prezydentem został zdeklarowany klimatyczny denialista. Postępowy, ultranowoczesny i takoż genderowy rząd Kanady przeznaczył ponad 3 miliardy dolarów na subsydiowanie wydobycia gazu i ropy do 2018 roku. W Polsce jeśli chodzi o ochronę przyrody i walkę z ociepleniem – całkowity, totalny odlot. James Lovelock nie ma racji. 80% ludzkości zniknie z powierzchni planety dużo wcześniej, niż do końca wieku.

REKLAMA
Listopad był kolejnym najcieplejszym miesiącem w historii pomiarów i w historii listopadów, Na biegunie północnym temperatura jest bliska zeru, a powinna wynosić -20C do -25C. W Polsce w najbliższych dniach ma być 15C w ciągu dnia. Dziś późnym wieczorem w Warszawie było 8C. Polski minister holokaustu środowiska twierdzi, że biblijne „czyńcie sobie ziemię poddaną” to właśnie „zrównoważony rozwój”. I w gruncie rzeczy nie wiem, czy ma rację, czy się myli. Nie wiem bowiem, jak słusznie zauważają moi klimatyczni przyjaciółki i przyjaciele, czy autor tych słów oczyma wyobraźni widział Ziemię rozoraną wydobyciem ropy z piasków bitumicznych, świnie w klatkach, w których nie mogą zmienić położenia, obdzierane żywcem ze skóry psy w krajach dalekiego Wschodu, puszcze mielone na meble i płonące lasy równikowe pod uprawę palmy olejowej. Myślę, że mógł tego jednak nie widzieć. W każdym razie polski minister widzi to jakoś po swojemu i wszystko mu się zgadza.
James Lovelock, twórca koncepcji Gai (która odgrywa dla autora bloga szczególną rolę), twierdzi, że w ciągu 100 lat zginie około 80% ludności. Jakkolwiek nieznośna mizantropia pcha wyobraźnię w tym kierunku, to i ten scenariusz trzeba uznać za optymistyczny. Napięcia polityczne, głównie na tle powiększania się obszarów całkowicie nienadających się do życia i prowadzenia jakiegokolwiek rolnictwa, powiększą się tak, że scenariusz jest tylko jeden. Imię jego wojna i głód. Lub głód i wojna. Kolejność całkowicie dowolna.
Lovelock twierdzi, że jest optymistą o tyle, że jego zdaniem 20% ludzkości, które przetrwa czegoś się jednak nauczy (i że z jakichś względów będzie to ta lepsza część). Nie podzielam tego poglądu. W pełni zgadzam się natomiast, że czas działania był 30-40 lat temu. Ale skoro dziś 99,99% populacji wypiera realność zagłady, to jakże mogło to mieć miejsce w czasach gospodarczego rozkwitu świata, nowych technologii, innowacji, dobrobytu i tym podobnych szaleństw, fantazmatów, fantasmagorii i zwykłych idiotyzmów.
W świetle tego, co napisano wyżej, nie przeceniałbym nieszczęścia, jakim dla świata może okazać się Donald Trump. Skoro „postępowy” rząd Justina Trudeau może wydać 3,3 miliarda dolarów, żeby branża paliw kopalnych w Kanadzie miała się dobrze, to w czym może zaszkodzić światu ksenofobiczny, mizoginiczny, obcesowy Trump? (Choć osobiście myślę, że Trump - mimo iż nie oddałbym na niego głosu - taki nie jest, ale to tym w innym miejscu).
Wszystkie zagadki ludzkości są już w zasadzie rozwiązane. Lovelock twierdzi, z czym się całkowicie zgadzam, że przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu (a dokładniej hekatombie życia na Ziemi), nie ma już sensu i że to placebo na poprawę samopoczucia. Jest to całkowicie oczywiste. Okno życia, które zaczęło się zamykać około czterdziestu lat temu, domknie się w najbliższych trzech, czterech latach.
Jeden z przyjaciół zwrócił mi dziś uwagę, że Mickowi Jaggerowi z The Rolling Stones ma urodzić się ósme dziecko. Doprawdy, nigdy bym nie pomyślał, że Jagger również jest przedstawicielem cywilizacji życia. Przeżywa ona swoje wielkie chwile. A będą jeszcze większe. Zanim Gaja wkurzy się na dobre, ma nas być około dziewięciu miliardów. Naturalnie o ile wcześniej ktoś nie odpali rakiet.