Nie zasiadłem jeszcze do czytania nowej ustawy prawa o zgromadzeniach. Podświadomość pracuje nad tym, żeby odsunąć tę chwilę jak najdłużej w czasie, bo przecież nie będzie to przyjemna lektura. Pierwsze myśl, która już teraz przychodzi mi do głowy, jest dość oczywista. Po przemianach lat dziewięćdziesiątych minionego wieku, wydawało się, że będziemy wolni – nic z tych rzeczy!

REKLAMA
Niby to wszystko łatwe i oczywiste, ale przecież zdumiewające. Jak i kiedy politycy wpadli na pomysł, że nie trzeba więzień, pałek, przemocy, żeby cieszyć się niemalże nieograniczoną władzą? Za co i za ile kupili naszą wolność? Czy nie zachowaliśmy się jak tubylcy na jakiejś niewielkiej wysepce na Pacyfiku, którzy za garść koralików i kolorowych tkanin, oddają wszystko co mieli i poddają się władzy zamorskiego króla, który jest od nich oddalony dokładnie tak samo, jak nasi przywódcy są oddaleni od nas…
Tym razem dostawaliśmy bardziej użyteczne rzeczy: domy, samochody, laptopy. Ale dobra materialne to jednak za mało. Jak zawsze potrzeba była wielka spajająca idea powszechnej szczęśliwości – jakaś nowa i w miarę tania Utopia. W sukurs przyszedł Internet, w którym dzięki portalom „społecznościowym” staliśmy się szybko obywatelami ziemskiego raju. Tutaj byliśmy piękni, zdrowi, bogaci i szczęśliwi. Wystarczyło kilka zdjęć na tle piramidy, nowego domu, samochodu, piękny portret w objęciach nowej żony lub męża. Nasza wirtualna wolność rosła i powiększała swoje granice.
Politycy zacierali ręce i pracowicie, w „realu” ograniczali wolność prawdziwą. Czasami odbywało się to na gruncie wielkich międzynarodowych porozumień, czasami na gruncie konstytucji lub ustawy, a najczęściej w niewielkiej nowelizacji, na którą i tak nikt nie zwracał uwagi.
W Internecie utonęliśmy w jałowych sporach politycznych, etycznych, estetycznych. To Internet sprawił, się staliśmy się jakimś hiperaksjologicznym społeczeństwem, które błyskawicznie może ocenić każdy czyn, zdarzenie, człowieka. Pomagały nam w tym liczne ankiety – prezydent zrobił źle, dobrze, nie mam zdania, czyn Kowalskiego był plugawy, piękny, nie interesuje mnie to.
To w Internecie dawaliśmy wyraz naszemu moralnemu oburzeniu, czego znamiennym przykładem są wydarzenia sprzed kilku dni, kiedy to niefortunna radiowa wpadka postawiła na nogi całą Polskę (włącznie z piszącym te słowa). Oczywiście i tym razem, w przypadku nowej ustawy mającej na celu poprawę naszego bezpieczeństwa, możemy sobie pozwolić na krytykę. Do dzieła zatem!