Dawno dawno temu, na zajęciach na jednej z krajowych uczelni, pojawiłem się w kupionej w tak zwanej przewalanie koszulce z niemieckim napisem „Tu znajdziesz podłączenie”. Jak się później okazało (po niemiecku potrafię co najwyżej pozdrowić führera, ewentualnie nakazać komuś podniesienie rąk do góry), była to najprawdopodobniej seksistowska reklama firmy telekomunikacyjnej.

REKLAMA
Przez całe zajęcia wpatrywała się we mnie pewna dziewczyna. Co jest!? - zastanawiałem się nie mogąc skupić myśli. Nigdy jeszcze żadna kobieta tak się na mnie nie patrzyła. Mając świadomość ocierania się o seksizm, a co najmniej polityczną niepoprawność, dodam, że schlebiało mi to wpatrywanie się. Niestety po zajęciach czar prysł. Dziewczyna zbliżyła się do mnie, wyrzuciła z siebie – zdejmij to! – po czym niezwłocznie się oddaliła.
Przeprowadziłem dochodzenie w niniejszej sprawie. Po konsultacji z kolegą, filologiem germanistą, ustaliłem treść napisu. W rozwiązaniu pozostałej części zagadki pomógł mi przypadek – na jednej ze stron internetowych, jednej z instytucji głoszących myśl wolną i postępową, znalazłem fotografię dziewczyny, której nadałem indiańskie imię „Wpatrująca się we mnie”. Wpatrująca się we mnie okazała się być aktywistką tejże instytucji, która to instytucja – jak się czytelnik domyśla – zajmowała się między innymi zwalczeniem seksistowskich napisów, a jeszcze bardziej zajmowała się zwalczaniem nośników podobnych przekazów, czyli w tym konkretnym przypadku – mnie! Od tego czasu koszulkę zakładałem już tylko do prac działkowych* ewentualnie pod chiński dres na wieczorny jogging.
Morał z tej historii ma dwie fazy – pierwsza jest oczywista – każdy widzi to, co chce i może zobaczyć! Faza druga mówi, każdy myśli, że wie, co widzi i ma na myśli inny.
W tym miejscu dochodzimy do historii z plastrem antykoncepcyjnym. Znajomość plastrów i tego, gdzie powinno się je naklejać, jest dla mnie szczątkowa, podobnie jak znajomość języka niemieckiego, którą czerpałem z dwóch znanych seriali wojennych. Może rzeczywiście tych plastrów nie można naklejać w miejscach innych jak eksponowane. Ale jeżeli można…
Jeżeli można, to z ich naklejaniem na czole jest trochę tak jak z chwaleniem się dzieckiem przed bezdzietną parą, jak z pokazywaniem zdjęć z podróży znajomym, którzy nigdy w żadną podróż się nie udadzą, jak z chwaleniem się domem o powierzchni dwustu metrów kwadratowych tym, którzy mieszkają w trzy osoby w dwudziestometrowej kawalerce, jak – dochodzimy być może do sedna sprawy – imponowaniem koleżance brzyduli, że oto mam fajnego faceta, z którym to facetem etc.
W mojej ocenie, nie jest to (ten plaster) jedynie kwestia seksizmu, politycznej poprawności, czy czegoś w tym stylu. Jest to kwestia dobrego moralnego smaku, który sam postrzegam dość minimalistycznie jako samoograniczenie się, nieepatowanie, niemęczenie innych swoim wszędobylskim ja – ja był, ja robił, ja była, ja robiła, ja widziała, ja miała etc.
Nie chce mi się, szczerze mówiąc, prowadzić wywodu o tym, jak na wolność innych wpływają nasze drobne gesty, zachowania, codzienne manifestacje. W wymiarze praktycznym albo się o tym wie, albo nie wie. Albo szanujemy wrażliwość i kompleksy innych, albo mamy je w nosie i epatujemy naszym dobrym samopoczuciem, które to najczęściej jest dobrym samopoczuciem człowieka masowego, mieszczucha, nuworysza, czy jak to zwał. Plaster zdaje mi się być czymś takim. Chcesz epatować, epatuj, ale dlaczego twoje rozkręcone ja czyni ze mnie seksistę!?
Zważywszy na przykład, który przywołałem na wstępie, wszyscy możemy się mylić. Warto uświadomić sobie tę prostą i być może jedyną prawdę o plastrach i nie tylko.
PS Wobec wszystkich, którzy cenią sobie przekaz literalny, podkreślam, iż nie uważam, jakoby naklejenie na siebie plastra antykoncepcyjnego było zaproszeniem do odbycia stosunku. Śmiem twierdzić, iż znaczenie plastra może mieć odwrotny charakter. Jest w tym bowiem jakaś dialektyka, której jeszcze nie mogę uchwycić.
_________________________________________________________________
* Jeżeli w miejscu działek pojawi się projekt developerski, to nie będzie już żadnego miejsca, w którym mógłbym nosić podobne koszulki.