Protekcjonalne traktowanie - powołanej do życia przez polską publicystyczną prawicę - teorii lemingów, jest nieuczciwe w podobnym stopniu, jak wrzucanie każdego, kto nie głosuje na PiS, do worka z mitycznymi gryzoniami. Przyświeca mu gruntowne i najprawdopodobniej błędne przekonanie, że nasi kulturowi i ideowi przeciwnicy pozostają zawsze i koniecznie w fundamentalnym błędzie co do opisu i oceny otaczającego świata.

REKLAMA
A przecież teoria lemingów (pozwolę sobie na używanie takiej umownej nazwy) zdaje się nie być niczym nowym. Od wieków piętnowano bezrefleksyjne postawy życiowe nakierowane na cielesne przyjemności i zdobywanie dóbr materialnych. Wystarczy wspomnieć ascetyczną moralność Platona, czy względnie wyrozumiałego dla przyjemności Arystotelesa. Zdaje się, że nie bez słuszności – pisał filozof w Etyce Nikomachejskiej - określa się dobro samo przez się i szczęście w związku z różnymi sposobami życia. Niewykształcony ogół i prostacy widzą je w rozkoszy; dlatego zadowalają się życiem polegającym na używaniu. […] Niewykształcony* więc ogół objawia naturę zgoła niewolniczą, wybierają tryb życia odpowiedni dla bydła… (lemingów? – przyp. mój). Nutka pogardy wobec tego rodzaju niewolnictwa, to nie jedyny element wspólny krytyki dawnej i nowej.
Wyczerpujące opisanie genezy teorii lemingów, musiałoby być czymś w rodzaju powtórki z kultury, która od zarania dziejów kształtuje się w stałej opozycji do „ogółu” (lemingów?), co za tym idzie opis taki przekracza nie tylko ramy bloga, ale przede wszystkim możliwości autora. Mówiąc o lemingach warto jednak przywołać kilka względnie młodych lub zupełnie współczesnych koncepcji, które posiadają pewne podobieństwa do teorii lemingów (mimo popkulturalnego charakteru tej ostatniej).
Jedną z nich jest „zadufany paniczyk” José Ortegi y Gasseta, do którego na łamach niniejszego bloga już się odwoływałem i do którego będę jeszcze z pewnością powracał.
„Zadufany paniczyk” to wypisz wymaluj nasz rodzimy leming. Według y Gasseta ma go cechować:
1) wrodzone i głęboko zakorzenione przekonanie o tym, że życie jest łatwe, dostatnie i pozbawione jakichkolwiek tragicznych ograniczeń; a co za tym idzie każdego przeciętnego osobnika wypełnia poczucie panowania i triumfu które
2) skłania go do afirmacji siebie samego takim, jakim jest, i uznawania własnych treści moralnych i intelektualnych za w pełni doskonałe. To samozadowolenie powoduje, iż zamyka się w sobie, odcinając się od wszelkich instancji zewnętrznych, że nie słucha, że swoich opinii nie poddaje ocenie innych i że z nikim się nie liczy. Jego wewnętrzne poczucie panowania każe mu ciągle wykazywać przewagę. Postępuje tak, jak gdyby na tym świecie istniał tylko on i ludzie jemu podobni.
3) wtrąca się do wszystkiego, narzucając wszystkim swoje pospolite przekonania, a czyni to bezceremonialnie, bez żadnych wahań czy względów na innych, słowem stosuje metodę „akcji bezpośredniej”.
Aby otrzymać pełny obraz leminga trzeba doń dołożyć jeszcze jedną cechę tak trafnie uchwyconą przez hiszpańskiego filozofa. To „barbarzyństwo specjalizacji”, sprowadzające się do rozciągania przez „zadufanego paniczyka” swojej relatywnie wysokiej wiedzy w danej dziedzinie na całokształt jego możliwości poznawczych i etycznych. Praktycznym skutkiem tego poznawczego błędu jest bezceremonialne wygłaszanie twierdzeń na każdy możliwy temat, którym to twierdzeniom „paniczyk” nadaje walor obiektywnej słuszności, odmawiając jednocześnie racji wszystkim innym (prócz zapewne jemu podobnych)**.
Kiedy czyta się wymierzone w lemingi tyrady prawicowych publicystów, aż dziw bierze, że do tej pory nie uczynili Ortegi y Gasseta swym duchowym ojcem. Może wynika to z niesłusznego zapomnienia hiszpańskiego mistrza, może z jakiś innych przyczyn, których nie ma potrzeby w tym miejscu poszukiwać. A przecież, gdyby tylko chcieli, mogliby wziąć w sukurs Marksa z jego fałszywą świadomością, czy choćby Zygmunta Baumana oraz wielu innych krytyków konsumpcjonizmu i globalizacji, którzy w ostateczności opisują marny los leminga wydanego na pastwę sił wolnego rynku, korporacji, poszukującego w swym zagubieniu coraz to nowych uciech i atrakcji.
Wróćmy teraz do sedna sprawy. Skoro, jak próbowałem wykazać, nie tylko prawicowi harcownicy polskich mediów zwracają uwagę na negatywne cechy życia nastawionego na doraźny dobrostan, to być może coś jest na rzeczy. Innymi słowy, może teoria lemingów nie jest tak absurdalna, jak życzyliby sobie jej krytycy. Może życie leminga nie jest tak wspaniałe i wartościowe, jak postrzegają je same lemingi i może wreszcie mogłyby one posłuchać swoich krytyków z pożytkiem dla samych siebie. Lemingi jednak nie chcą słuchać i – jak się okazuje – mają swoje problemy.
Prawdziwym probierzem dla stabilności świata lemingów stał się artykuł Roberta Mazurka zamieszczony na łamach „Uważam Rze” pod znamiennym tytułem „Alfabet leminga”. Po jego ukazaniu się lemingi popadły w pewien ciekawy paradoks. Miast wykazać swą wyższość i zignorować dictum acerbum prawicowej publicystyki (co czynią codziennie i niejako od niechcenia), jęły się tworzenia kontralfabetów, słowników, list przedmiotów i przymiotów, których posiadanie kwalifikuje bądź dyskwalifikuje je jako przedstawicieli gatunku. Jak to?!? Miast palnąć pięścią w stół i krzyknąć prawicowej falandze – liczy się tu i teraz, kasa, mieszkanie, samochód! lemingi zaczęły się… tłumaczyć, usprawiedliwiać i autoironizować. Innymi słowy wyglądało, jakby coś jednak miały na sumieniu.
Tak oto leming nie udźwignął ciężaru leminga. Być może nie miał po temu moralnej siły, być może logicznej możliwości. Bycie wzniosłym i przyziemnym okazało się być mission impossible. Nie dało się dokonać transmutacji „mieć czy być” w „mieć i być”. Lemingi, którym zarzucono „lemingowatość”, podjęły próbę drwienia z szyderców i w tej walce na miny odniosły moralną porażkę, choć codziennie utrwalają swój triumf w politycznym i kulturowym ekosystemie.
Własną próbę usprawiedliwienia życia lemingów podjęła „Polityka”. Niekwestionowani specjaliści od uzasadniania, że prawica jest be, a liberalna lewica ok, Wiesław Władyka i Mariusz Janicki w tekście „Strategia leminga”, przedstawili naszych bohaterów jako inercyjnych nowych konserwatystów, budowniczych dobrobytu, dobrych podatników, którzy swoimi działaniami przyczyniają się do budowania powszechnej „fajności” (pojęcie moje). W „odwróconej optyce” Władyki i Janickiego, leming to strażnik świata uporządkowanego i przewidywalnego. O tym, że jest to świat wolny od jakichkolwiek niuansów, dwuznaczności i niepokojów autorzy dobrotliwie nie wspomnieli, podobnie jak o niefajnej cenie fajnego życia, którą opisują choćby ich koledzy z „Polityki” w osobach Edwina Bendyka i Jacka Żakowskiego. Zygmunt Bauman, który – jak można się domyślić – jest bliski ideowości redaktorów „Polityki”, i który wyrywa sobie wszystkie włosy z głowy nad ceną jaką płacimy za dobrostan jednych kosztem drugich, idzie w odstawkę. Teoria lemingów, jako powołana do życia przez prawicę, musi zostać upokorzona, choć gdyby jeszcze raz „odwrócić optykę”, można traktować ją jako nasz lokalny wyraz niepokoju o to, co dzieje się z Europą i światem.
Teoria lemingów ma jednak swoje wady i nieścisłości. Pierwsza to bezceremonialne odwołanie do aktualnego konfliktu politycznego, na którego użytek została najprawdopodobniej zbudowana. Doraźny radykalizm, osłabia jej siłę oraz wystawia na łatwy łup antagonistów, dla których, jak dla Jarosława Makowskiego, „prawicowiec” to „leming, któremu się nie udało”***.
Po drugie, teoria nie uwzględnia faktu istnienia w obrębie polskich lemingów prawicowego podgatunku sympatycznego gryzonia – zaczytanego w „Uważam Rze”, młodego wykształconego na jednej ze skrajnie zideologizowanych prawicowych uczelni, posiadającego dokładnie te same przymioty co jego wychowany na „Wyborczej” odpowiednik – duży hipoteczny kredyt, przyzwoity samochód i dwójkę dzieci, z którymi spędza czas na wycieczce last mynyt, wreszcie – niedokonującego jakiejkolwiek refleksji nad prawoskrętną wersją prawdy.
Teoria lemingów jest dziś, podobnie jak katastrofa smoleńska, związki partnerskie, czy nieco już oklepane in vitro skutkiem i przyczyną niekończącej się i coraz to nudniejszej społecznej naparzanki. Jednak, mimo sugerowanej przez jej autorów lekkości i umowności, zdaje się opisywać coś więcej, niż tylko doraźny spór polityczno-kulturowy. Ma również swoje wielkie, nieco zapomniane poprzedniczki. Choćby tylko dlatego lemingi (zarówno prawo jak i lewoskrętne) powinny podjąć próbę przejrzenia się w jej zwierciadle. Pomóc zapewne nie pomoże, ale może nie zaszkodzi…
___________________________________________________________________
*Założenie, że ani Platon, ani Arystoteles nie upatrywaliby wykształcenia w posiadaniu dyplomu wyższej uczelni, nie wydaje się być założeniem na wyrost.
** Jak wiemy, z największą gracją czynią to celebryci.
*** Na marginesie warto zauważyć, iż każdy, kto zgłasza jakiekolwiek uwagi wobec panującego porządku, z konieczności musi zostać złożony do szuflady z napisem „Przegrani, nieszczęśliwi frustraci”. Logika lemingów nie uznaje bowiem jakichkolwiek wahań nastroju i intelektu. Wątpliwości, które niegdyś wydawały się oznaką dobrego zdrowia psychicznego, w świecie lemingów są równoznaczne ze stanem chorobowym, nieszczęściem i życiową nieporadnością.
Cytaty z Etyki nikomachejskiej Arystotelesa w tłumaczeniu D. Gromskiej, Warszawa 1982, z Buntu mas José Ortegi y Gasseta w tłumaczeniu P. Niklewicza, Warszawa 2002.