We wczorajszej elektronicznej „Rzeczpospolitej” w tekście „Pussy Riot – czy polubiliśmy je w Polsce?” Piotr Skwieciński pochyla się nad sprawą rosyjskich punkowych feministek (którym warto kibicować już tylko za samą nazwę, bez wnikania, co się za nią kryje). W Rosji właśnie rozpoczął się proces dziewczyn. Uczucia publicysty są ambiwalentne – jak w dowcipie o teściowej spadającej w przepaść w naszym nowym samochodzie.

REKLAMA
Autor jest poruszony fasadowym procesem odważnych kobiet, które zostały oskarżone o „chuligaństwo motywowane nienawiścią religijną" (skąd znamy podobne unormowania), ale jeszcze bardziej zdaje się poruszać go „brak szacunku dla religii”, jaki dziewczyny miały zaprezentować. „W ramach walki z reżimem dokonały profanacji – w moskiewskiej katedrze parodiowały prawosławne obrzędy” – pisze pozostający w straszliwym dysonansie poznawczym i jeszcze straszliwszym konflikcie moralnym Skwieciński. „Oczywiście – czytamy dalej - ważnym kontekstem sprawy jest zachowanie Cerkwi, której hierarchia wspiera Putina. Ale wyobraźmy sobie, że w PRL polski Kościół związał się z reżimem, realizował linię PAX. Czy nawet w takich okolicznościach potrafimy sobie wyobrazić, że w latach 70. czy 80. polska opozycja wdziera się do świątyń i parodiuje katolickie obrzędy?”
Współczuję autorowi tych iście szekspirowskich rozterek, obawiam się jednak, że wszystko pomyliło mu się ze wszystkim. Polska opozycja nie musiała profanować kościołów, z tego prostego względu, iż w Polsce Kościół nie dawał władzy oficjalnego supportu, z czym ewidentnie mamy do czynienia w Rosji. Gdyby było inaczej, hipotezy Skwiecińskiego odnośnie alternatywnych wersji przeszłości mogłyby się jednak nie sprawdzić. Nie wiadomo również, czy występ dziewczyn nie był przypadkiem ostatnią rozpaczliwą formą uświęcenia Cerkwi, zamiast - jak to interpretuje autor - jej profanacją. Zawsze, kiedy czytam Ewangelię, mam głębokie poczucie, iż nic nie profanuje religii bardziej, niż alians z władzą państwową, nad tym problemem Skwieciński jednak się nie pochyla, podobnie jak nad kwestią używania kodeksów na doraźny polityczny użytek, w czym notabene doszli do perfekcji bolszewicy. Można się jedynie domyślać, iż żaden z autorów "Rzepy" nie chciałby być z nimi utożsamiamy. Cóż, emocje nie po raz pierwszy biorą górę nad rozumem.
I jak teraz nienawidzić Putina za wyrządzone Polsce krzywdy, kochając za obronę prawosławia?
Pozwolę sobie wyrazić zadowolenie, że to nie ja muszę odpowiedzieć na tak postawione pytanie.
Z kronikarskiego obowiązku, zamieszam link do tekstu Skwiecińskiego.
Pussy Riot - czy polubiliśmy je w Polsce?, P. Skwieciński, www.rp.pl.
PS Mikołaj Kozak może dysponować lepszymi informacjami, co do konkretnych norm, jakie miały naruszyć Pussy Riot. Odsyłam do tekstu: Polowanie na czarownice, M. Kozak, www.natemat.pl.