Zdarzenia podobne do opisanego przez Dorotę Zawadzką we wpisie „Tożsamość dziecka” rozgrywają się w Polsce codziennie. Osobiście byłem świadkiem jeszcze bardziej przykrej sytuacji, w której konduktor domagał się od matki dokumentu potwierdzającego widoczną na pierwszy rzut oka niepełnosprawność nastoletniego dziecka. Podobne upokorzenia musi znosić codziennie wielu z nas, mimo że wykupiliśmy bilet, posiadamy prawo do zniżek itp.
REKLAMA
Przypominają mi się również przygody z Londynu (nie Lądka Zdroju) sprzed jakiś piętnastu lat. Pierwszego dnia pobytu pomyliłem metro z kolejką jeżdżącą po mieście. Kontroler, po moim wyjaśnieniu, iż nie wiedziałem, że to coś innego niż metro, powiedział jedynie, gdzie mam wysiąść, żeby szybko dotrzeć do celu. Innym razem, kiedy przy wyjściu ze stacji metra zostałem zatrzymany przez angielską „kanarzycę” i okazało się, że nie mam biletu (który rzeczywiście zgubiłem, choć zdarzało mi się jeździć na gapę), pracownica w eleganckim mundurze powiedziała tylko, żebym kupił drugi, co było dla mnie całkowitym szokiem i przekonało ostatecznie do postaw legalistycznych. Podobne sytuacje są nie do pomyślenia w Polsce. (Jeżeli macie Państwo inne doświadczenia, to proszę się nimi podzielić.)
Morał z tych całkowicie banalnych przypadków jest taki, że w kraju o wysokiej kulturze prawnej kontroler może sobie pozwolić na samodzielną ocenę sytuacji i przymknięcie oka na niewielkie uchybienia, które pasażer potrafi wyjaśnić. Bez awantury, wstydu, upokorzenia. W Polsce przeciwnie. O ile z konduktorami można przynajmniej rozmawiać, to tzw. firmy zewnętrzne nie mają żadnej litości. Ofiarą konduktorów i „ochroniarzy” (ci ostatni często otrzymują premię od głowy) padają zatem matki z dziećmi, opiekunowie osób niepełnosprawnych, czy wreszcie pasażerowie, którzy źle zrozumieli wielostronicowe regulaminy, w dworcowym hałasie wykupili zły bilet, wsiedli do innego pociągu itp. Prawdziwi gapowicze i tak mają to wszystko w nosie.
Dlaczego zatem tolerujemy chory system kontrolowania biletów, uprawnień do zniżek oraz naliczania różnego rodzaju opłat dodatkowych? Odpowiedź jest złożona. Jej niewielką część stanowi fakt, iż politycy sprawnie przekierowali wyborcze decyzje na grunt prawnej regulacji obszarów kulturowo-światopoglądowych, co pozwala im dowolnie kształtować pozostałą część rzeczywistości prawnej – podatki, prawo karne, cywilne, administracyjne, a także całą sferę drobnych codziennych czynności objętych regulacją prawną (do takich zalicza się sprawa biletów i ich kontrolowania). Mało kto pamięta, że politycy odpowiadają również za funkcjonowanie prawa, nie tylko za jego literę.
Innymi słowy, także w sferze rzeczywistości prawnej, nasi włodarze zakładają, że „ciemny lud kupi wszystko”. Najprawdopodobniej słusznie, bo jakże wielu uważa, że podobna bezduszność ma (jakieś) uzasadnienie albo że berbeć rzeczywiście powinien jeździć z (jakimś)* dokumentem, przy czym nad tym, co jest „dokumentem”, nie chciałbym się w tym miejscu zastanawiać – kierownik pociągu i tak będzie wiedział lepiej.
Ten groteskowy pozytywizm prawny będzie się zapewne pogłębiał. Nie jest on – jak niektórzy sugerują – manifestacją siły i godności prawa, ale raczej jego galopującej degrengolady. Państwo, które nie potrafi rozwiązywać prawdziwych problemów, buduje iluzję porządku tresując obywateli coraz to sztywniejszym kołnierzem coraz to absurdalniejszych przepisów. Na tym gruncie dochodzi do swoistych paradoksów, zasadniej bowiem liczyć na zwycięstwo sprawiedliwości w skomplikowanej sprawie karnej, niż w drobnej sprawie dnia codziennego, kiedy do akcji wkracza „kontroler” i stojące za nim „przepisy”.
Link do tekstu D. Zawadzkiej: Tożsamość dziecka
______________________________________
* Szatański pomysł, żeby okazywać akt urodzenia dziecka można porównać jedynie do konieczności okazania świadectwa wycięcia migdałków przed kupnem lodów (XIII Księga przygód Tytusa, Romka i A'Tomka). Powoli zbliżamy się do tego poziomu.
* Szatański pomysł, żeby okazywać akt urodzenia dziecka można porównać jedynie do konieczności okazania świadectwa wycięcia migdałków przed kupnem lodów (XIII Księga przygód Tytusa, Romka i A'Tomka). Powoli zbliżamy się do tego poziomu.
Tytuł wpisu nawiązuje do znanej książki Andrzeja Kojdera Godność i siła prawa, choć po namyśle stwierdzam, że "Świadectwo wycięcia migdałków" byłoby lepsze.
