Pogląd o tym, że powinniśmy (na różne sposoby) łagodzić literę prawa nie jest – jak chcieliby krytycy ministra Gowina – poglądem odosobnionym i ze swej istoty niebezpiecznym. Zagadnienie jest wysoce skomplikowane i bez najmniejszej przesady można powiedzieć, że stanowi oś wokół której obraca się całe nasze myślenie, tworzenie i egzekwowanie prawa. Skrajne reakcje na skądinąd niezręczne słowa ministra są nieuzasadnione.

REKLAMA
Wzburzenie i niezrozumienie wyrażane przez internetowych legalistów jest zrozumiałe. Zdziwienie budzi jednak stanowisko zaprezentowane przez znanych publicystów i nielicznych wypowiadających się oficjalnie na ten temat przedstawicieli nauki. Na tym gruncie jako najbardziej wyraziste należałoby wskazać stanowisko prof. Magdaleny Środy, zdaniem której minister uznaje priorytet ideologii nad praworządnością i że ostatnimi, którzy tak otwarcie mówili, że prawo dzieli się na ducha i literę, oraz że ważny jest duch – byli komuniści.
Link: Środa do Tuska
Pogląd ten jest, niestety, daleko idącym uproszczeniem. W europejskiej (zachodniej) tradycji prawa od czasów rzymskich litera i duch prawa ścierają się na najróżniejszych płaszczyznach: prawa i moralności, prawa stanowionego i prawa naturalnego, wzajemnych stosunków prawa i władzy politycznej. Za symboliczne „ujawnienie” owej walki można uznać słowa św. Pawła (choć nie odnoszą się w pełni do prawa we współczesnym sensie). Apostoł pisze On też sprawił, żeśmy mogli stać się sługami Nowego Przymierza, przymierza nie litery, lecz Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia (2 Kor 3, 6, za Biblią tysiąclecia).
Opis tego, co z duchem i literą prawa dzieje się później, to po prostu historia zachodniej myśli politycznej, prawnej i filozoficznoprawnej. W ramach bloga jedynie w telegraficznym skrócie, jako przejawy odwoływania się do ducha prawa, można przywołać rzymskie ius gentium, anglosaskie equity law, szkołę prawa natury w XVII i XVIII w., czy historyczną szkołę prawoznawstwa. Paradoksalnie zresztą, wszystko to co moglibyśmy określić duchem prawa (mimo przytłaczającej wieloznaczności pojęcia), znalazło w końcu swoje odbicie w jego literze poprzez XIX-wieczne kodyfikacje odwołujące się do koncepcji prawa naturalnego*. Ta swoista przemiana ducha w literę, którą za Weberem określa się mianem „racjonalizmu jurydycznego”, a za Engelsem „światopoglądem prawniczym” wywołała niemal natychmiast reakcje sprzeciwu wśród bardzo różnych nurtów intelektualnych, nie tylko komunistów.
Wracając do słów Gowina, warto przypomnieć relatywnie "świeże" poglądy Gustawa Radbrucha (1987-1949) opisujące grozę skrajnego pozytywizmu prawnego, utożsamiającego prawo z ustawą, czyli – mówiąc w uproszczeniu – z jego literą. W ujęciu Radbrucha to właśnie bezrefleksyjne uwielbienie dla litery prawa miało doprowadzić Niemcy do tragedii drugiej wojny światowej. Radbruch, którego nie sposób posądzać o poglądy komunistyczne, mówił wprost, że normy w rażący sposób sprzeczne z moralnością, nie są w swojej istocie prawem, a obywatele nie są zobowiązani do ich przestrzegania.
Również to co, jak się wydaje, prof. Środa myśli o prymacie ducha prawa nad jego literą w komunistycznych systemach prawa, nie w pełni oddaje rzeczywistość.
Komunistyczne formy prawne (użyjmy takiej umownej nazwy) nie były bowiem przejawem ducha prawa, ale konsekwencją określonej ideologii czy – w najlepszym razie – filozofii. Ideologia ta odrzucała zrazu prawo jako takie (zarówno ducha jak i literę, cokolwiek przez nie rozumieć). W nowym komunistycznym społeczeństwie prawo miało po prostu zniknąć. „Świadomość prawna”, o której ze słuszną odrazą mówi profesor Środa, niestety bardziej kojarzy się z różnymi koncepcjami wolności pozytywnej i inżynierii społecznej, których – jak mi się zdaje – jest zwolenniczką. Sami komuniści i tak ostatecznie przekuli ową „świadomość” w ustawy, których literę pracowicie i przez lata wcielali potem w życie. Nad przemianami tego rodzaju pani profesor przechodzi jednak porządku dziennego, choć filozoficzna (i naukowa) rzetelność wskazuje, że „duch”, na którego powołał się Gowin, to nie ten sam „anty-duch” bolszewików. Już tylko na marginesie warto dodać, iż utożsamianie praworządności z niewolniczym trzymaniem się litery prawa, doprowadza ostatecznie do groteskowych widowisk pokroju sądu nad "Pussy Riot".
Słowa Jarosława Gowina mogą być niebezpieczne o tyle, że wypowiada je urzędujący minister i przez ten kontekst są rozumiane opacznie. Najprawdopodobniej, gdyby posłużył się nimi publicysta czy naukowiec, „sieciowa reakcja oburzeniowa” nie byłaby tak intensywna, a być może nie byłoby jej w ogóle. W poprzednim wpisie sygnalizowałem dwoistość naszego (polskiego, ludzkiego) myślenia o prawie. Rzeczywiście, wystarczy zapoznać się choćby z wybranymi wpisami blogerów na „NaTemat.pl”, którzy w jednej chwili ubolewają nad bezdusznością i opieszałością urzędników, by w chwilę potem krytykować Gowina za pogląd, będący w istocie rzeczy ich poglądem(!), dającym się sprowadzić do zasady – nie zasłaniajmy bezczynności i bezduszności literą prawa!
Gowin case to w rozważanym kontekście nie tylko przykład tragicznej polaryzacji debaty publicznej, w której nie ma miejsca na życzliwą interpretację poglądów przeciwników, i która niczym krążek na hokejowym boisku odbija się od band faszyzmu, komunizmu, relatywizmu, klerykalizmu, feminizmu itd., ale przede wszystkim dobry obraz stanu świadomości i kultury prawnej współczesnego społeczeństwa polskiego (a być może wielu innych społeczeństw świata Zachodu).
Prawo w tych społeczeństwach z różnych przyczyn odrywa się od swojego ducha (czymkolwiek miałby on być). Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zjawisko, z którym mamy do czynienia obecnie, to jakaś forma pozytywizmu prawnego, za pomocą którego ustawodawca czyni umizgi do swoich wyborców. Twarda (i na wskroś deklaratywna) egzekucja litery prawa brzmi dobrze i wzbudza zaufanie do polityków. Nikt przecież nie będzie rozważał, co kryje się za tym werbalizmem.
Na pewne aspekty problemu zwraca uwagę prof. Tadeusz Koncewicz w rozmowie z Bożeną Aksamit (Prawo i niesprawiedliwość, Rozmowa „Magazynu Świątecznego”, „Gazeta Wyborcza” 8-9 września 2012 r.), wskazując, iż nasze myślenie o prawie na wszystkich poziomach (szkolenie, tworzenie, stosowanie) koncentruje się wokół kodeksu i przepisów, nawet jeżeli gołym okiem widać, że zawierają regulacje nieracjonalną, niesprawiedliwą i krzywdzącą ludzi. Taka nauka warsztatu jest zaprzeczeniem idei sprawiedliwości […]. Przepis nigdy nie wyczerpuje prawa jako idei. Sędzia musi dostrzec zasadniczą różnicę między przepisem prawa „lex”, a ideą prawa „ius” i być gotów do wyjścia z zaklętego świata „lex”.
W istocie rzezy poglądy te są podobne do poglądów Gowina, wyrażonych w niezbyt szczęśliwym skrócie myślowym. Próbując pogodzić zwolenników litery i ducha prawa, należałoby powiedzieć, że dobre prawo nie może funkcjonować, ani bez litery, ani bez ducha. Z poglądem tym zgodzi się zapewne wielu, pod warunkiem, że nie głosi go wyrazisty polityczny przeciwnik.
_________________________
* Choć nie można całkowicie utożsamiać obydwu pojęć.