Pamiątkowy napis na bramie Stoczni Gdańskiej – realne zwycięstwo bolszewików, otrzęsiny – przejaw dominacji, niezbyt mądry radiowy skecz - akt seksizmu i ksenofobii, niezręczna wypowiedź ministra – pogarda wobec prawa. Czy aby na pewno wszystko z nami w porządku?
REKLAMA
Na łamach bloga wyrywałem już sobie włosy z głowy nad masową nieumiejętnością odróżniania intencji od skutków działań. Kiedyś, kiedy dzieci musiały czytać książki, co poniektórym na przykładzie postaci literackich udawało się samemu dojść do tego (niezwykle odkrywczego!) rozróżnienia. Przy okazji książki uczyły, że wszystko co dzieje się wokół nas, może mieć trochę więcej znaczeń niż tylko to jedno, widoczne na pierwszy rzut oka. A rozpoznawanie znaczeń jest jeszcze trudniejsze niż banalne etyczne rozróżnienia.
Dzisiaj, kiedy proces edukacyjny koncentruje się na czytaniu ze zrozumieniem, nikt nie rozumie już niczego. Koniec końców, po co jakiemuś tam Kowalskiemu takie subtelności. Do głosowania i tak mu się to nie przyda. Rozważanie dylematów etycznych*, nauka myślenia krytycznego są już poniekąd zakazane.
A jak to wygląda u „wykształconych”: publicystów, polityków, dziennikarzy, akademików? Tu owszem zdarza się, że niezrozumienie to zwykła erystyka. Zestaw chwytów starych jak świat. Nadawanie temu co mówi nasz przeciwnik znaczeń odmiennych od tych, które sam nadaje swoim słowom, wrzucanie do wora „nienawistnych kategorii pojęć”, uogólnianie i wiele innych "nieuczciwych" zabiegów. Czasami jednak ta erystyczna gorliwość rodzi podejrzenie, że musi kryć się za nią coś więcej, lub – co gorsza – coś mniej. Może oni naprawdę nie rozumieją!
Jako społeczeństwo skupiamy się na logice. Wystarczy spojrzeć do podręczników dla najmłodszych. Wystarczy wczytać się w miliony internetowych wpisów podporządkowanych zasadzie – myślmy logicznie! A gdzie pracowite, subtelne i tajemnicze dostrzeganie znaczeń?!
W wymiarze indywidualnym hiperlogiczność, nieumiejętność postrzegania symbolicznego to zaburzenia powiązane nierzadko z fizycznymi defektami mózgu. A w wymiarze społecznym? Masowe szaleństwo? Czy do tego doprowadziła nas kultura obrazu? Może ciągłe obcowanie z symbolami przyniosło paradoksalny efekt odwrotny. Czy było tak od zawsze, czy może zadziałało jakieś prawo o niezbadanej naturze, że milion może jeszcze dostrzegać znaczenia przenośnie, miliard już tylko literalne. Czy człowiek jako jednostka i jako członek społeczeństwa może w ogóle funkcjonować w ten sposób? Czy bez przenośni jesteśmy w stanie rozumieć cokolwiek?
_____________________________________
* Jak mawiał jeden z moich wykładowców, dylematy etyczne są nierozwiązywalne, idzie jednak o to, żeby w ogóle je mieć.
* Jak mawiał jeden z moich wykładowców, dylematy etyczne są nierozwiązywalne, idzie jednak o to, żeby w ogóle je mieć.
