Stało się już tradycją mojego bloga, że próbuję brać w obronę tych, których w ciągu kilku dni złapano, osądzono i ukarano. I tym razem, bez widoków powodzenia, chciałem wziąć w obronę Grzegorza Miecugowa, na którego sypią się gromy nie tylko ze strony widzów, ale przede wszystkim kolegów dziennikarzy, publicystów, ludzi mediów.
REKLAMA
Co Miecugow powiedział, to już wie nawet przedszkolak. - Tabloidyzacja odbiorców niszczy media. Największą słabością telewizji jest widz. Doprawdy, nie wiem, cóż nieprawdziwego w tej tezie, tyleż odważnej co trywialnej. Czyż masy piszą petycje do prezesów telewizji treści następującej: – Co to jest, do cholery, nie po to wam płacę, żebyście dawali jakiś marny serial z marnym scenariuszem, marnymi aktorami i scenografią zbudowaną z mebli znanego producenta. Kategorycznie domagam się Bergmana, po filmie ma być pogadanka filozoficzna, a w nocy film dokumentalny o obalaniu komuny. Jeżeli to się nie zmieni, wypowiem umowę i przestanę płacić abonament radiowo-telewizyjny. Podpisano – Rozgoryczony.
No chyba raczej nie piszą. Może piszą na odwrót: – Co wy z tym Bergmanem, z tymi filozoficznymi starcami, z tymi nudnymi dokumentami, dawać mi tu jakąś muzę, jakieś laski, jakiś celebrytów. Co za nuudyyy!
Tak pewnie też nie piszą. Pewnie w ogóle nie piszą. Po co pisać, jak można wyłączyć. I wyłączają. Ten, co puszczał Bergmana, dawno jest żebrakiem. Ten, co gra wyginające się, naoliwione Afroamerykanki, wyrzucające z siebie opracowane przez komputer dźwięki nazywane umownie piosenkami, jeździ Porszakiem.
Zarzuty natury moralnej – Ty to, Grzesiu, budowałeś, a teraz tak… nie mają, niestety, wpływu na prawdziwość tezy Miecugowa. Powiem więcej, jako budowniczy systemu Miecugow jest nawet bardziej autentyczny. Jest niczym kajający się przed wymiarem sprawiedliwości świadek koronny. Ja nie żartuję, nie ma w tym ironii.
A przecież to nie tylko telewizja – w necie jest to samo. Dobrze się pozycjonujesz, żyjesz. Jesteś na drugiej stronie w przeglądarce – nie istniejesz. Możesz pisać dowolne bzdury, pamiętaj tylko o stosowaniu słów kluczowych. Politycy już z tych zasad korzystają i idzie im coraz lepiej.
To jest wielka przypadłość tej publicznej paplaniny, że nie słuchamy, co mówią, tylko kto mówi. Tak jest ze wszystkim. Ot, cała filozofia. Między innymi dlatego, wszystko to się kiedyś skończy. Już się kończy. A gorycz Miecugowa zasługuje na zwykły ludzki szacunek. Taki jest świat schyłku. Niektórzy już się obudzili, inni tańczą jeszcze. Co lepsze, nie wiadomo. Może lepiej ginąć nieświadomie.
PS Przepraszam za drugi już wpis w dniu dzisiejszym, ale ktoś tego Grześka musiał wziąć w obronę. Poza tym, jego apokaliptyczna wizja przypadła mi po prostu do gustu.
Obiecuję zrobić sobie co najmniej dwa tygodnie wakacji. Jesienią smakują najlepiej.
Obiecuję zrobić sobie co najmniej dwa tygodnie wakacji. Jesienią smakują najlepiej.
