Są takie światy, w których biznes jest zhumanizowany, nie opłaca się pomiatanie podwładnymi, ludzie dobrze traktowani są bardziej wydajni, a inteligentni menedżerowie zadają sobie egzystencjalne pytania – "kim jestem? jaka jest moja prawdziwa tożsamość? co to jest miłość? co będzie po śmierci?" Gdzie możemy je znaleźć? - choćby na łamach najnowszego wydania „Dużego Formatu”.
REKLAMA
Przedmiotem przeprowadzonej przez Grzegorza Sroczyńskiego rozmowy z Wojciechem Eichelbergerem „Upadek dyrektora Buraka”*, są psychologiczne kłopoty menedżerów. Dyrektor Burak jest figurą apodyktycznego, psychopatycznego menedżera pastwiącego się nad podwładnymi. Na marginesie rozmowy pojawia się teza, jakoby w biznesie opłacało się być ludzkim. Pogląd ten jest jednym z wielu zabobonów współczesnej kultury i znajduje poczesne miejsce obok tzw. pozytywnego myślenia, kreatywności, odrzucania „zasady 3 Z” i wielu innych radosnych idei. Spróbujmy jednak, choć przez chwilę, spojrzeć nań bez uprzedzeń.
Co musi zrobić menedżer, aby stać się ludzkim? Musi zadać sobie pytanie – czy można inaczej? Czy można osiągać cele biznesowe nie łamiąc i nie krzywdząc innych (w tym siebie). Musi sobie, krótko mówiąc, wszystko przewartościować. – Troska o ludzi – usłyszymy z ust Eichelbergera – to dla dzisiejszych menedżerów już nie tylko zabawa w sprytny PR ani akt humanitarny, tylko prosty rachunek ekonomiczny. Ludzie dobrze traktowani są bardziej wydajni i lojalni. Można do nich pójść i powiedzieć: „Słuchajcie, jest trudna sytuacja, spójrzcie na słupki z wynikami firmy. Musimy ciąć pensje. […] Człowiek powinien dążyć do aksjologicznej autonomii. Są nawet szkolenia dla menedżerów pod tytułem „Zarządzanie wartościami”. O tak, są!
Z moich osobistych doświadczeń wyłania się inny obraz. Maszyneria Firmy (czy – jeśli ktoś woli – Korporacji) perfekcyjnie wychwytuje menedżerskich Hamletów. Słowo „wątpliwość”, samo już tylko pomyślenie tego słowa, jest na biznesowym gruncie zakazane. Karą za jego używanie jest banicja, czasami nawet śmierć. Nasz menedżerski, zatroskany o ludzi Hamlet zostanie zdradzony przez nie dość intensywnie wyrażany entuzjazm, przez oczy, którym nie sposób nakazać radości. Zniknie szybciej, niż się pojawił. Wyprowadzony – to coraz częstsza praktyka – przez pracowników ochrony, nie zdąży zabrać z biurka zdjęcia pięknej żony i uśmiechniętych dzieci.
Pracownicy nie wywiozą dyrektora Buraka (antytezy Hamleta) na taczkach po dwóch czy pięciu latach, jak chciałby Eichelberger. Nie zdążą tego zrobić, bo korporacje nieustannie wymieniają się swoimi dyrektorami Burakami. Ten, który krzywdził i mobbingował w jednej firmie, pójdzie do drugiej. Nasz Burak zostanie zastąpiony innym Burakiem. Nieustanna wymiana dyrektorów Buraków jest krwioobiegiem systemu. Eichelberger próbując wlać wartości do tego okrutnego świata, zdaje się nie dostrzegać, że współczesny biznes nie polega na ich budowaniu, ale na nieustannej zmianie. Nowa wersja produktu zastępuje starą, zanim zdążyliśmy się do niej przyzwyczaić. W istocie rzeczy świat ten polega na nieustannej zmianie wszystkiego i wszystkich. Nie mogą się w nim zadomowić jakiekolwiek wartości, prócz – naturalnie – wartości szybkiego zysku, nie o taką jednak Eichelbergerowi chodzi.
Menedżerska pokora, o której mówi Eichelberger, żeby przynajmniej otarła się o próbę przezwyciężenia tych nieludzkich, a dokładniej arcyludzkich, stosunków, musiałaby się wznieść na wyższy poziom. Musiałaby zaakceptować fakt, że, powtórzmy za Adornem, „absolutna dominacja gospodarki ośmiesza każdą próbę wyjaśnienia panujących stosunków na gruncie życia psychicznego ich (kultury i gospodarki) ofiar”. Pokora psychoterapeuty powinna odrzucić „przysięgę na wierność tym stosunkom”**. Powierzchowne próby układania odpowiedzi na pytanie po co ja to robię?, powinny być zastąpione pytaniem, co zrobić z naszą traumą? Dlaczego zostaliśmy – my menedżerowie – skrzywdzeni, dlaczego musimy krzywdzić innych, bo to że musimy, to pewne. Jak przejść przez tę bezwzględną konieczność oszukiwania, zwodzenia, małpich trików, uniżoności, upokorzenia i psychicznej przemocy. Dlaczego w naszym świecie nie ma nic trwałego?
Ale to nie przejdzie. Zracjonalizowany przez psychologa menedżer, który już odpowiedział sobie na pytanie po co żyję i który już nauczył się „zarządzać wartościami”, będzie tym samym kapralem, którym był poprzednio, wzmocnionym duchowo przez uproszczoną filozofię zarządzania czymś, czym z istoty rzeczy zarządzać się nie da. Zapewne nabierze pokory, nie będzie to jednak pokora wobec Prawdy, lecz pokora wobec Konieczności. A to stanowczo za mało. Metafora Bankiera zarządzającego gwiazdami narzuca się sama.
Człowieku, jak masz żyć?
Tak masz człowieku żyć, żeby się nie dać.
Więc musisz innych zgnębić, zdusić, w ziemię ich wryć!
Tak masz człowieku żyć, by pamięć sprzedać,
Że także ty człowiekiem mógłbyś być***.
_______________________________________
* Upadek dyrektora Buraka. Z psychoterapeutą Wojciechem Eichelbergerem rozmawia Grzegorz Sroczyński, "Duży Format", Nr 44/2102.
**Cytaty za T. W. Adorno, Minima moralia, przeł. M. Łukasiewicz, Kraków 1999.
*** K. Weil, Człowieku jak masz żyć, wersja z "Kazik" Melodie Kurta Weila, przeł. R. Kołakowski, 2001 SP Records.
Tak masz człowieku żyć, żeby się nie dać.
Więc musisz innych zgnębić, zdusić, w ziemię ich wryć!
Tak masz człowieku żyć, by pamięć sprzedać,
Że także ty człowiekiem mógłbyś być***.
_______________________________________
* Upadek dyrektora Buraka. Z psychoterapeutą Wojciechem Eichelbergerem rozmawia Grzegorz Sroczyński, "Duży Format", Nr 44/2102.
**Cytaty za T. W. Adorno, Minima moralia, przeł. M. Łukasiewicz, Kraków 1999.
*** K. Weil, Człowieku jak masz żyć, wersja z "Kazik" Melodie Kurta Weila, przeł. R. Kołakowski, 2001 SP Records.
