Media, a od kilku lat również blogosfera jako ich najprężniej rozwijająca się część, raczą nas taką ilością inspiracji do tyrad, filipik, polemik i dyskusji, że zupełnie się w tym wszystkim (jako bloger) pogubiłem. Zacząłem coś tam pisać o agencie Tomku, o feminizmie, o orzeczeniu TK w sprawie „uboju rytualnego”, o edukacji idt. itp. W końcu zupełnie skołowało mi się w głowie.
REKLAMA
Co więcej, efekt blogerskich wysiłków był na tyle niezadowalający, że postanowiłem poprzestać na tak zwanym lekkim temacie, jaki musi pojawić się w każdej szanującej się audycji (i blogu też!).
Obserwując liczne wpisy związane ze świąteczno-prezentowymi problemami, chciałem się z Państwem podzielić (zupełnie za darmo) banalnym, prostym i na wskroś pragmatycznym pomysłem na zakup prezentów, z których wszyscy powinni być zadowoleni.
Przede wszystkim musimy powołać do życia „grupę prezentową”, w ramach której będziemy sobie wręczać upominki. W opcji minimum wystarczą dwie osoby i w takim układzie pomysł sprawdza się najlepiej*. Założenie jest takie, że musimy sobie nawzajem kupić co najmniej dwa prezenty (Jako kiepski matematyk nie wchodzę w zagadnienie, ile prezentów trzeba sobie nawzajem kupować w większej grupie, ale z pewnością można to policzyć). O jednym z nich informujemy kupującego wcześniej, że chcemy dostać coś dokładnie takiego a takiego. Można przesłać zainteresowanemu link do serwisu aukcyjnego lub sklepu internetowego. Drugi prezent ma być niespodzianką. W ten sposób przynajmniej jeden z upominków które otrzymamy, będzie tym wymarzonym i oczekiwanym. Drugi i kolejne mogą sobie być jakie chcą. Nawet jeżeli wszystkie nie spełnią naszych oczekiwań, to nie będziemy do końca zawiedzeni. Ale przecież nie musi tak być, bo prezenty niespodzianki też mogą być fajne! Same korzyści. Realizację planu warto rozpocząć odpowiednio wcześnie. Pozwoli to na zachowanie efektu częściowego zaskoczenia. Do Wigilii zapomnimy, o co prosiliśmy!
Być może ktoś z Państwa z powodzeniem wcielał już podobne rozwiązanie w życie. Nie roszczę sobie do niego praw autorskich. Jeżeli natomiast nigdy go nie stosował, to na pewno się przyda. To mogę zagwarantować!
Na marginesie dodam, iż prezentowe antynomie w niezwykle inspirujący sposób przełamuje moja żona, która twierdzi, iż cieszą ją nawet prezenty nieudane. Proszę mi wierzyć, nie rzuca słów na wiatr.
Niech ta, niemalże nietzscheańska myśl, przyświeca Wam w mikołajki, a przede wszystkim w dzień Wigilii! (Nie, to jeszcze nie życzenia świąteczne).
Do zagadnień jakości polskich służb specjalnych, feminizmu, konieczności spełniania religijnych wymogów rytualnego mordowania naszych mniejszych braci i innych ważkich spraw z pewnością powrócimy w kolejnych programach.
__________________________________
*Od biedy wystarczy choćby jedna osoba.
*Od biedy wystarczy choćby jedna osoba.
