Miarą człowieczeństwa jest umiejętność niedosłownego, symbolicznego i przenośnego postrzegania rzeczywistości. Zdolność dystansu i ironii. Paradoksem jest, iż zdolności te są dostępne tak niewielu. Znając tę prawdę, wiadomo już, jaki los czeka Janusza Palikota po niefortunnych słowach. Tłumy pobudzonych aktywistek i reakcyjnych świętych już szykują się do linczu.
REKLAMA
Polski zaścianek nie wychodzi wtedy, kiedy mówimy o związkach partnerskich, prawach kobiet, aborcji i homoseksualistach. Wychodzi, kiedy mówimy o czymkolwiek, co przekracza język brukowców i telewizyjnych programów śniadaniowych.
Poczynania Janusza Palikota obserwuję bez entuzjazmu. Mają swoje słabości, mimo to stanowią pewną odskocznię od triumfującej ogólności społecznego i politycznego dyskursu. Dzisiaj dwa oblicza tej ogólności: postęp i reakcja zjednoczą się, aby usunąć anomalię.
W takich chwilach widać najlepiej, iż akcja i reakcja stanowią jedność i że nie ma przed nimi ucieczki.Wszystko, co znajduje się poza przenośnią, dystansem i ironią z konieczności musi stać się barbarzyństwem. Barbarzyństwem, które tym razem pożywi się Palikotem.
