Brak dystansu i wyczucia przenośni skutkuje grafomanią słów i czynów. W jej dominium mieszczą się i chamstwo, i poprawność polityczna. Aktywizm i moralne ADHD. Ba, sama polityka! Jak słusznie ktoś zauważył w jednym z komentarzy, grafomania chwilowo jest zabawna, potem już tylko męcząca. Nie jest od niej wolna ani prawica, ani lewica. Dobra metafora powinna iść gdzieś środkiem. Tak samo jak dobre życie.

REKLAMA
Roztrząsa się przypadek wtargnięcia na wykład profesor Magdaleny Środy grupki… no właśnie kogo – młodzieży? nacjonalistów? prawicowców? dzieci? szaleńców? W tej pokracznej sprawie niewiele da się ustalić, na czele z tym, co jest większą grafomanią – czyn, czy jego ocena? Czyn budzi niepokój, ale ocena jest zbyt prosta. Za faszyzującą młodzieżą stoją partie prawicowe. Ale cóż daje im ten ogromy wpływ na polską młodzież? Czy nie jest to przypadkiem grafomania polskiej wolności, którą utożsamiono z możnością zbierania psich kup na chwałę czystości i porządku?
Jeden prezydent podjął nieśmiałą i spóźnioną próbę budowania pozytywnej wersji polskiego patriotyzmu, nie stroniącego od tradycji heroicznej. A inni? Śmieją się z ułanów! Kiedy pisałem (w przenośni), że się śmieją, to już za tydzień widziałem, że ktoś na tzw. opiniotwórczym portalu śmiał się rzeczywiście. Ale jeśli wyrzucimy ułana na śmietnik, to z pewnością ktoś go sobie weźmie. Dzisiaj są to młodzi polscy faszyści, z których próbujemy się śmiać lub płakać, a których - w zastępstwie tych czynności - prędzej czy później wtrącimy do więzienia (czym najprawdopodobniej zwielokrotnimy ich siły).
Ja nie mogę stać się patriotą XXI wieku. Cały czas jestem koślawym patriotą bitew pod Grunwaldem, Kircholmem, Cedynią. Patriotą powstań i zrywów, które staram się mieszać z mniej krwawymi osiągnięciami Narodu. Trafnie podsumował to mój przyjaciel, stwierdzając, iż jestem nomadą XXI wieku. Miał oczywiście na względzie moje krótkie, acz intensywne podróżowanie na małe odległości. Moja karykatura nomadyzmu znakomicie koresponduje z rządami karykatury patriotyzmu. Patriotyzm (w dawnym sensie) znajduje się aktualnie we władaniu faszystów, którzy już go tam (również po grafomańsku) przerobią.
Przy okazji grafomańskich wystąpień polityków swą grafomańską twarz objawił polski feminizm. Okazało się, iż nie może on znieść istnienia producentów futer i producentów alkoholu (to drugie było akurat mało przekonujące). Z pierwszymi nie sympatyzuję, a z drugimi łączy mnie pewnego rodzaju więź.
To złożony przykład grafomanii budowanej w opozycji do względnej grafomanii procesów produkcyjnych - literalność bywa czasami grafomańska. Przez to wszak, iż nie pozują na coś wielkiego (wytwórcy), unikają śmieszności. Wielkie idee (a taką jest feminizm), uciekające się do ataku na współczesnych Szewców, skazują się bądź to na grafomanię, bądź na posądzenia o różne podświadome pragnienia. Przede wszystkim jednak skazują się na śmieszność.
Sprawa matki małej Madzi to ten przypadek, kiedy nic nie jest takie, jak się innym wydaje – ani zbrodnia, ani aktorzy na jej scenie. A mała Madzia? Jakim była dzieckiem? Wesołym, radosnym, a może nerwowym i płaczliwym? Czy była podobna do ojca czy do matki? Mała Madzia w całym tym ambarasie, wydaje mi się jedynym niegrafomańskim elementem, o którym nikt już nie pamięta.
Mamy też literalną grafomanię. Na antenie jednej ze stacji radiowych czyta się dwie książki. Jedna jest dobra, prawie wybitna, druga – ciężki przypadek grafomanii. Wprost czuje się męki lektora czytającego grafomańskie frazy. Poprawność polityczna, będąca sama w sobie formą grafomanii, nakazuje również drugą książkę określać mianem co najmniej niezłej. Niech i tak będzie. Jest to książka niezła, przed którą jednak Was przestrzegam. Nietrafiona metafora może się odezwać nawet na łożu śmieci.
Grafomania mas przejawia się z kolei w różnego rodzaju egzaltacjach, z których względnie najłagodniejszą jest zamieszczanie zdjęć z piramidą na Fejsie (któż jest wolny od tej słabości!). Za jedną z jej ciekawszych form uznaję „wyciąganie nóżek”. Wyciąganie nóżek, polega na tym, że podczas podróży pociągiem, zdejmujemy buty i wyciągami nóżki na siedzenie naprzeciwko. Z tym odarciem się z intymności własnych obutych stóp, powodującym u współpasażerów najróżniejszego rodzaju dociekania, mamy najczęściej do czynienia w pociągach dalekobieżnych. Pół biedy, kiedy dotyczy ono dzieci i wyrośniętych panien. Zdarza się wszak, iż w pociągu podmiejskim jakiś grafomański gentleman po dwóch trzech grafomańskich głębszych, również wyciągnie nóżki.
Na wszelki wypadek zatem oznajmiam wszystkim, którzy kiedykolwiek będą podróżować ze mną pociągiem, iż jeśli wyciągną nóżki, to ja również je wyciągnę, tyle że w ubłoconych buciorach. Nie lubię przebywać w skarpetkach w przestrzeni bądź co bądź publicznej, a przede wszystkim, nie chcę być grennhornem. Jeżeli już musicie wyciągać nóżki, Drodzy Współobywatele, nie zdejmujcie butów!