Czy jesteś za ograniczeniem liczby posłów o połowę (przynajmniej o połowę), tak aby środki zaoszczędzone w wyniku ograniczenia przeznaczyć na przyszłe emerytury? Czy jesteś za likwidacją części ministerstw (na przykład „Ministerstwa Cyfryzacji”), które niewiele wnoszą do sprawy, tak aby środki zaoszczędzone w wyniku likwidacji przeznaczyć na przyszłe emerytury? Czy jesteś za likwidacją senatu, tak aby środki zaoszczędzone w wyniku likwidacji przeznaczyć na przyszłe emerytury?

REKLAMA
Czy jesteś za likwidacją powiatów, tak aby środki zaoszczędzone w wyniku likwidacji przeznaczyć na przyszłe emerytury?
Czy jesteś za ograniczeniem liczby radnych gminnych, miejskich i powiatowych, tak aby środki zaoszczędzone w wyniku ograniczenia przeznaczyć na przyszłe emerytury?
Czy jesteś za tym, aby banki i inne instytucje finansowe płaciły większe podatki niż zwykłe firmy, bo przecież działalność banków i innych instytucji finansowych jest dramatycznie bardziej rentowna niż zwykłych firm, tak aby środki pozyskane w ten sposób przeznaczyć na przyszłe emerytury?
Czy jesteś za tym, aby ograniczyć wydatki instytucji państwowych na same siebie (te instytucje), tak aby środki zaoszczędzone w wyniku tej przykrej operacji przeznaczyć na przyszłe emerytury?
Etc.
Do napisania owych referendalnych pytań skłonił mnie wpis Krystyny Kofty, która również stworzyła pytanie uwikłane, dotyczące naszych przyszłych emerytur. Dla porządku zacytuję: Ciekawe jak je sformułują. Może tak „Czy chcesz pójść na wcześniejszą, głodową emeryturę?”. Tylko taka formuła będzie odpowiadała rzeczywistości. W tej akurat sprawie możliwość manewru jest żadna.
Nie chciałbym w tym wpisie wdawać się w pisanie rozprawki na temat prawnych aspektów przeprowadzania referendów w Polsce, choć może przyjdzie i na to czas. Tymczasem pragnę zwrócić uwagę, że każdorazowo, kiedy ktoś występuje z propozycją przeprowadzenia referendum w jakiejkolwiek sprawie, przeciwnicy referendów podnoszą rwetes. Pierwszy sztandarowy argument jest zawsze ten sam – niemożność sformułowania pytania referendalnego.
W związku z tym pojawia się pytanie (jakieś pytanie jednak musi się pojawić) – czy w ogóle możemy formułować jakiekolwiek pytania, na które ktokolwiek może udzielić odpowiedzi? Po głębokiej analizie stwierdzam, że chyba tak, możemy formułować wiele pytań, na które otrzymujemy jakieś (lepsze lub gorsze odpowiedzi), pod warunkiem że nie są to pytania referendalne.
Oczywiście żartuję. Żartuję, ale tylko trochę. Poszukuję odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak dobrze krytykuje się referendum, które jest, jak to się ładnie mówi demokratycznym mechanizmem podejmowania decyzji. Tyle przecież mówimy i piszemy o demokracji i miłość do niej nakazała nam, Narodowi Polskiemu – wszystkim obywatelom Rzeczypospolitej – wpisać do naszej Konstytucji tę instytucję. Instytucję wewnętrznie sprzeczną, bo polegającą przecież na zadawaniu pytań, których zadać nie można.
Pierwsza przyczyna, jak mi się zdaje, jest natury estetycznej. Oto – krytykując – chcę głosić piękne poglądy, a pogląd o tym, że referendum jest błędem zbiorowego ludzkiego rozumu jest piękny.
Przyczyna druga ma charakter prozaiczny, choć nie mniej złożony. Nie po to wybraliśmy reprezentację narodu, żeby nie dać jej decydować. Jednak pisząc te słowa, łapię się za głowę, gdyż widać tu jakiś pozornie oczywisty błąd logiczny, w którym najstraszniejsza jest owa pozorność. Jakże to! Wybieram tych, z których poglądami się zgadzam, i których poglądy są moimi poglądami, a jednak decyzje podejmowane na bazie tychże poglądów nie są decyzjami, które sam bym podjął! Błąd ten miesza się z dziwnym poczuciem, że jest coś niemoralnego w tym, że dokonano na nas – wszystkich obywatelach Rzeczypospolitej – dość prostego fortelu – oto nasi reprezentanci głosują inaczej, niż my byśmy zagłosowali. A z drugiej strony, to głęboko moralne, bo ktoś musi podjąć trudne decyzje, których skłębiona masa podjąć nie może. W przyczynie tej nakładają się na siebie elementy aksjologiczne z czysto pragmatycznymi, zbyt trudne jednak do wyłuskania w ograniczonym objętościowo wpisie.
Wypadałoby jednak nie błaznować, a ustosunkować się do kwestii podstawowej, to jest – czy jest się za „przechodzeniem na emeryturę w wieku sześćdziesięciu siedmiu lat”? Otóż, jak wiemy, możliwość manewru jest żadna.
SUPLEMENT
1. Jeżeli chodzi o „pytania referendalne”, to zapewne odpowiedź nie we wszystkich wypadkach jest twierdząca.
2. Lubię ministra Boniego.
3. Zgadzam się, z Krystyną Koftą, że prawo własności powinno mieć pewne ograniczenia.
4. Nie wymieniłem wszystkich przyczyn, dla których krytykuje się referendum jako demokratyczny mechanizm podejmowania decyzji.
5. Nie za bardzo wierzę, w jakiekolwiek emerytury. W Anglii kończy się woda, a na całym świecie giną pszczoły, co może ostatecznie rozwiązać problem jakiegokolwiek wieku emerytalnego.