Niskie pensje polityków i urzędników są zagrożeniem dla demokracji - niestety, coś takiego mógł powiedzieć właśnie prezydent Kwaśniewski. Odzierając tezę prezydenta z rozbudowanej argumentacji, sprowadza się ona do prostej myśli – żeby to wszystko funkcjonowało, urzędnicy i menedżerowie muszą zarabiać dużo, zarobki całej reszty mają znaczenie marginalne. Ta chora optyka, będąca swoistą nadbudową współczesnego społeczeństwa masowego, prowadzi do napięć i konfliktów, które będą narastać.
REKLAMA
W czasach, kiedy trzeba przebudowywać wszystko, począwszy od mechanizmów funkcjonowania władzy politycznej, rynków, sposobów wykonywania pracy, komunikacji, skończywszy na najgłębszych mechanizmach funkcjonowania społeczeństw jako takich, doktryna DAJCIE WIĘCEJ, BO BĘDZIE ŹLE jest już tylko niebezpiecznym anachronizmem. W istocie rzeczy nie chodzi tu przecież o demokrację. Współczesne państwa, które stały się przedsiębiorstwami komercyjnymi (nie tak sprawnymi jaki ich pierwowzory), robią dokładnie to samo co komercyjne firmy. Uzasadniają swoim członkom – pracownikom, że bez dobrze opłacanego zarządu wszystko się zawali. Co do skutków – pełna zgoda, przyczyny katastrofy będą odmienne.
