Ołowiany świt
Ołowiany świt Fabryka Słów

Od czasu do czasu zdarza mi się na blogu zaprezentować osiągnięcia moich krajanów. „Ołowiany świt”, Michała Gołkowskiego, którego premiera odbędzie się 26 kwietnia, prezentuję ze szczególną przyjemnością, ponieważ książka w sposób całkowicie fundamentalny koresponduje z motywem przewodnim bloga - zbliżającą się apokalipsą. Co prawda uniwersum S.T.A.L.K.E.R.-a, w którym osadzona jest fabuła "Ołowianego świtu", dotyczy apokalipsy częściowo już zrealizowanej, ale nie będziemy się oglądać na takie szczegóły.

REKLAMA
Książka jest wypadkową trzech inspiracji. Dwie pierwsze są całkowicie oczywiste – to kultowy Piknik na skraju drogi braci Arkadija i Borysa Strugackich oraz równie kultowa seria gier S.T.A.L.K.E.R. Trzecia to pasja airsoftowa Gołkowskiego, który wraz z sochaczewskim środowiskiem stalkerów osadza konsekwentnie airsoftowe spotkania i „strzelanki” w świecie tak czy inaczej pojmowanej Zony. Dla niezorientowanych czytelników warto dodać iż Airsoft to coś podobnego do Paitballa, choć jest to zabawa daleko bardziej zabawna, przynajmniej w ocenie autora bloga apokaliptycznego.
Konieczność pilnego działania – spotkanie autorskie odbędzie się w EMPIK-u Junior w Warszawie już 27 kwietnia o godz. 16. – nie pozwala mi na bardziej szczegółową prezentację uniwersum czy też mitologii S.T.A.L.K.E.R.-a. „Ołowiany świt” i tak zrobi to lepiej. Jako taki jest na polskim rynku dziełem pionierskim. Nikt do tej pory (wedle dostępnej mi wiedzy) nie pokusił się o stalkerowskie dzieło fanowskie stanowiące skończoną całość.
Jest milion powodów, dla których nie będę w tym miejscu podejmował się recenzji książki, a najważniejszym z nich jest ten, iż nie otrzymałem egzemplarza przedpremierowego i jej nie czytałem. Drugi z nich jest taki, że nie oceniam pionierów w danej dziedzinie. Będziecie to Państwo mogli zrobić sami.
logo
Ołowiany świt, okładka. Fabryka Słów
Garść linków promocyjnych:



I jeszcze dwa słowa o autorze , które otrzymałem od „Fabryki Słów”, wydawcy książki:
Zodiakalnie, patologiczny wodnik z roku stanu wojennego. Wbrew pozorom samotnik, mizantrop i introwertyk. Z wykształcenia lingwista, z zamiłowania historyk wojskowości, z zawodu na co dzień tłumacz kabinowy ang-pol-ros. Obecnie stalker. Czarnobylem zafascynowany, odkąd tylko dowiedział się, po co brał wiosną ’86 ten niedobry proszek w kapsułkach z opłatka. Swoje związki ze Wschodem i stosunek do słowiańskości określa jako typowy love-hate relationship. Od zawsze rozerwany pomiędzy Skansenem w Łowiczu a Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, osiadł w końcu pod lasem niedaleko Sochaczewa.


____________________________
M. Gołkowski, Ołowiany świt, Farbyka Słów, Warszawa 2013 r.