Żródło: Platon, Fajdros, z ilustracjami Władysława Witwickiego, Lwów MCMXXVIII, Książnica Polska Tow. Nauczycieli Szkół Wyższych, Warszawa: Gebethner i Wolff. Poznań: M. Niemierkiewicz
Żródło: Platon, Fajdros, z ilustracjami Władysława Witwickiego, Lwów MCMXXVIII, Książnica Polska Tow. Nauczycieli Szkół Wyższych, Warszawa: Gebethner i Wolff. Poznań: M. Niemierkiewicz Fot. AG

Zgodnie z obietnicą zamieszczam mały suplement do poprzedniego wpisu, w którym pytałem Dariusza Chętkowskiego to, co czytać. Zamieszczam go dlatego, że zagalopowałem się w krytyce. Niezbyt daleko, ale jednak. O tym, że Chętkowski miał bardzo dużo racji (jakieś 75% racji) świadczą już tylko tegoroczne tematy maturalne. Od kliku lat nie obserwowałem tej maturalnej sprawy, myślałem, że jest lepiej, ale jest coraz gorzej.

REKLAMA
A tematami były (podaję za NaTemat.pl): Rola autorytetu w społeczeństwie na przykładzie "Przedwiośnia" oraz Patriotyczne treści w noweli "Gloria Victis" Elizy Orzeszkowej i wierszu Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Chętkowski pisze o tym tutaj - Matura z polskiego. Nie do końca zgadzam się z uzasadnieniem, ale ogólnie się zgadzam. Wcześniej z Chętkowskim polemizowałem tutaj.
No i tak to jest, chciałby się powiedzieć. Polski system edukacji ciągle wkłada wiele wysiłku w to, żebyśmy czuli się całkowicie wyautowani z jakichś powszechnych treści kulturowych. Ba, nawet sama polskość ma w nim tylko jedno oblicze. Mówiąc w skrócie to oblicze autorytetu moralnego i jakiejś zdeformowanej formy patriotyzmu. To nawet nie martyrologia, to permanentna hekatomba!
O ile mnie pamięć nie myli, autorytet moralny to jedno z ulubionych pojęć nauczycieli. Podobnie, jak w przypadku wielu innych pojęć i to jest w tym ujęciu zawężone i hermetyczne niczym puszka sardynek, o której ktoś zapomniał i przeleżała w piwnicy pięćdziesiąt lat. Patriotyzm za moich czasów był czymś zabetonowanym. Myślałem, że ten beton się kruszy, ale on – w wymiarze szkolnym – przybiera twardość diamentu. Tyle tylko że jest to diament ze skazą! Diament nieadekwatny do rzeczywistości i rzucający fałszywe światło na martyrologię. Nie jestem zwolennikiem patriotyzmu psiej kupy i orła na różowym tle, ale dostrzegam, że przywiązanie do ojczyzny można wyrażać w inny sposób, niż (jedynie) poprzez oddawanie za nią życia!
Na litość boską, chciałoby się krzyknąć, nawet jeżeli musimy już po raz tysięczny rozważać „Przedwiośnie” to istnieje w nim wiele wątków o wiele ciekawszych, niż „rola autorytetu w społeczeństwie”. Jak w wielu innych książkach, wierszach i tak dalej i tym podobne. Jeżeli w polskiej edukacji panuje takie podejście – a zapewne Dariusz Chętkowski wie to lepiej ode mnie – to wypada zwrócić mu honor, co niniejszym czynię. Zresztą to podejście do literatury w szkole widać najlepiej po słowach maturzystów – W tym roku dali „Przedwiośnie” – piona murowana! A jakby co innego dali?!
Zrazu mój tekst miał dotyczyć jedynie szkolnej listy lektur, bo wyszliśmy do „Krzyżaków”, ale tematy tegorocznych matur wywołały demony. Najstraszliwsze, jakie mogą opętać człowieka – edukacyjne i wychowawcze upiory szkoły średniej, kiedy to frazy z Mickiewicza i Miłosza recytowało się z patosem, przy którym nawet muchy nie ruszały się ze swoich miejsc.
Wracając do tematu będącego punktem wyjścia i próbując odgadnąć intencje Chętkowskiego, przedstawiam własne propozycje do kanonu lektur z krótkim uzasadnieniem. I niechże moje uzasadnienia będą wyrazem daleko idącej zgody z Chętkowskim. Niektóre z lektur urzędowego kanonu rzeczywiście są do bani. Ale jeszcze bardziej do bani jest to, co każe się dzieciom z tymi lekturami robić – świadczą o tym chociażby tegoroczne tematy maturalne.
Nie dlatego nawet, że to słabe książki o niewielkiej wartości literackiej (owszem, są i takie). Po prostu jeżeli uczeń musi już coś przeczytać i – powiedzmy sobie szczerze – wielu z uczniów nic już poza lekturami szkolnymi nie przeczyta (być może nie przeczyta nawet lektur, ale to inna sprawa), to niech ma z tego jakąś frajdę i pożytek i niechże przystaje to jakoś, choćby pokrętnie i niebezpośrednio do RZECZYWISTOŚCI. Nauka moralna jest wskazana, ale –na litość Boską – niech to nie będzie moralizatorstwo i poprawność polityczna. W takim kontekście część lektur to rzeczywiście strata czasu na gruncie szkolnictwa. Na gruncie życia to zupełnie inna historia.
Książki przedstawiam bez większego ładu i składu i bez podziału na kategorie wiekowe. Koncentruję się raczej na szkole średniej. Niektóre mogą być zbyt trudne dla młodego czytelnika, ale lepiej tracić czas na czymś zbyt trudnym, niż zbyt łatwym. Wiele z nich to dzieła autorów znajdujących się w kanonie. Szekspir i Dostojewski są dla mnie oczywistymi oczywistościami, ale „Zbrodnię i karę” można by podmienić „Braćmi Karamazow”, dlatego nimi zajmiemy się na początek. Czasami zestawiam książki ze względu na cel, któremu ich czytanie miałoby sprzyjać. Jak Państwo zobaczycie, są to momentami zupełnie konkretne cele. To dlatego, że szkoła boi się i abstrakcji i konkretu. Zawsze jest gdzieś w środku i zamiast porządku wychodzi bezkształtna maź przypominająca smołę. Szczegółowe wyjaśnienia niżej.
Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow
Dlaczego zamiast „Zbrodni i kary”? Dlatego, że morał daleko bardziej skomplikowany i wolny od jakichkolwiek uproszczeń. Dialektyczna wersja etyki w miejsce wszelkich absolutyzmów i relatywizmów. Bogactwo charakterów i ludzkich losów. Uwalnia od prostych ocen, uczy pokory, miłości, współczucia. Nieustająca przestroga przed wyprzedawaniem wolności w zamian za bezpieczeństwo.
Oscar Wilde – Portret Doriana Greya
Ze wszech miar wskazane. Z jednej strony poprawne politycznie, bo napisane przez homoseksualistę, z drugiej ostre jak samurajski miecz. Walące niczym podróbdkowy w skostniałe społeczeństwo. A społeczeństwo zawsze jest skostniałe, bez względu na to, jakie zakłada maski. Skarbnica cytatów i aforyzmów z czytelnym przekazem moralnym – za pięknem może czaić się zło. Tylko na pozór oczywiste. Kupujemy ten fałsz na masową skalę codziennie.
Joseph Heller – Paragraf 22
Absurd systemów. Absurd wojny. Absurd prawa. Bawi do łez, choć jest straszne. Uwaga! – skrajnie niebezpieczne. Uważni mogą odnieść absurd książkowy do szkolnych absurdów.
Jorge Louis Borges – Sztuka poetycka
Zbiór wykładów wybitnego argentyńskiego pisarza, które wygłosił w Harvardzie w roku akademickim 1967-1968. Całkowite zaprzeczenie wszystkiego, co o poezji mówi się w szkole. Podstawowe narzędzie rozumienia poezji , która – jak się okazuje – nie jest recytowaniem wierszy na konkursach recytatorskich, ale w ocenie autora ma wiele wspólnego z życiem. Życie – pisze Borges – jestem tego pewien, utworzone jest z poezji. Ja też jestem tego pewien! Zrozumiałe dla każdego!
Stanisław Lem – Solaris
Dla młodszych owszem – Bajki robotów. Ale dla starszych Solaris. Książka mogłaby posłużyć ukazaniu młodzieży, iż mamy w miarę współczesnych, nieanachronicznych (choć zmarłych) pisarzy, którzy wnoszą coś do kultury i literatury powszechnej. Ot, taka nieśmiała próba. Książka mówi o kontakcie z nieznanym i naszych najgłębszych pragnieniach. Przydatne o tyle, że najczęściej negujemy istnienie jednego i drugiego. Można połączyć z oglądaniem i porównaniem filmów Tarkowskiego i Soderbergha pod tym samym tytułem.
Umberto Eco – Imię róży
Książka o tym, że wiedza może być czymś całościowym, że może przynosić satysfakcję i bronić nas przed demonami. O tym, że krzywdzenie innych oparte jest na niewiedzy i strachu. Strachu przed śmiechem i wiedzą, bo to one są światłem, może nawet – dla wierzących – Duchem Świętym. Poza tym kanon współczesnej literatury światowej. Również można obejrzeć film. Nie zamiast, tylko obok książki.
Joseph Conrad – Jądro ciemności
Zamiast nudnego Lorda Jima. Jim jest książką dla wytrwałych. Jądro ciemności to pasjonujący i zawsze aktualny opis świata. Złego, chaotycznego, niepoznawalnego i okrutnego. Znowuż – dokładna odwrotność tego, co się o nim obecnie mówi. Dlatego przydatne, a nawet konieczne. Połączyć z oglądaniem Czasu apokalipsy Francisa Forda Coppoli. W nauce nie może zabraknąć wątków apokaliptycznych, dlatego również kolejna książka.
Nevil Shute – Ostatni brzeg
Książka nie wybitna, ale ważna. Autor chce nam powiedzieć, że jeśli nie sfolgujemy, to się sami unicestwimy. Zabawne, że jeszcze dwadzieścia, trzydzieści lat temu trochę się o tym mówiło. Ale kiedy zabawa zaczęła się robić coraz lepsza – porzuciliśmy te bajania na rzecz niczym nie ograniczonej konsumpcji, hipereksploatacji i dyktatu PKB – jedynej znanej nam miary szczęścia. Oczywiście, nie wykończy nas atom (nikomu się to nie opłaca), tylko banalny efekt cieplarniany. Główna teza pozostaje aktualna. Adaptację książki również warto obejrzeć. Choćby po to, żeby zobaczyć Gregory’ego Pecka. Że kiedyś byli tacy aktorzy i że w ogóle.
Hugh Lofting – Doktor Dolittle i jego zwierzęta, John Maxwell Cotzee – Żywoty zwierząt
Pierwsza książka dla młodszych, druga dla starszych. Obydwie Książki uczą współczucia, sympatii, miłości i wdzięczności dla zwierząt. Druga uczy, że nasze istnienie opiera się na ich hekatombie. Czyli – z grubsza mówiąc tego – czego nie uczy się ani w szkole, ani w Kościele. W zasadzie to uczy się czegoś odwrotnego – że zwierzęta można eksploatować w nieskończoność i bez oglądania się na cokolwiek. Tej strasznej niewiedzy zawdzięczamy to, że można – jeszcze – przegłosować prawo dopuszczające barbarzyńskie mordowanie zwierząt. Zabić je musimy, ale znęcać się nie musimy. Tylko tyle i aż tyle.
Tove Jansson – W dolinie muminków (i inne)
Wpatrywałem się w ten ministerialny kanon, wpatrywałem i nie znalazłem Muminków. Jeśli nie jestem ślepy, to coś jest nie tak. Niejednoznaczna bajka, niejednoznaczna powiastka filozoficzna. Piękny i dobry świat nad którym zawsze unosi się tajemnicze zło. Dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Ale po co filozofować! Zapytajmy po prostu, jak można nie czytać Muminków?!
logo
Mem własnego autorstwa, ale może ktoś już taki zrobił! memy.pl
Ray Bradbury – Opowiadania, ew. Kroniki marsjańskie
Po pierwsze, żeby uświadomić młodzieży, że istnieje coś takiego jak fantastyka, a po drugie i najważniejsze, żeby przestrzec przed neurotycznym ulepszaniem życia poprzez usuwanie z niego różnych niepożądanych elementów. Uch!
Jules Verne – 20 000 mil podmorskiej żeglugi
Na litość boską, dlaczego w oficjalnym kanonie mamy W osiemdziesiąt dni dookoła świata, skoro Verne napisał książki ciekawsze i ważniejsze. A taką jest oceaniczna wędrówka kapitana Nemo, profesora Pierre’a Aronnaxa, jego służący Conseila i harpunnika Neda Landa. Do diabła, przecież Nemo miał być Polakiem! Tym który już dawno zabrał się za budowanie ostatecznego krachu systemu korporacji. Nemo – Drodzy Państwo – jest nam potrzeby dzisiaj jeszcze bardziej niż w wieku XIX. Młodzież powinna o nim wiedzieć.
Mikołaj Bierdiajew – Chrześcijaństwo i antysemityzm
Znakomita szczepionka na absurd antysemityzmu. Zrozumiała dla ucznia szkoły średniej. Z wychowawczego punktu widzenia lepsza może od straszliwych obrazów getta i obozów koncentracyjnych. Antysemityzm można kruszyć nie tylko emocjami, ale również intelektualną analizą zjawiska. Dla nas – chrześcijan – a podobno się za nich w 95% uważamy (to znamienne jak bardzo liczba ta zbliżona jest do maksymalnego możliwego stężenia etanolu) winna to być obok Biblii lektura obowiązkowa. Bo Biblii nie czytamy, a Żydów ciągle jeszcze w swej masie nienawidzimy.
Louis Armostrong – Moje życie w Nowym Orleanie
Wiem, mało kto zna tę książkę. Nie znam jednak drugiej takiej, która tak skutecznie uczyłaby optymizmu zamiast serwowanego nam „pozytywnego myślenia”. Która mówiłaby, że autorytetem moralnym może być facet grający na trąbce, a nie koniecznie filozof, pisarz i ksiądz. Że warto cieszyć się życiem, chociażby było w nim wiele łez. W miejsce sztucznego uśmiechu, który każą nam niektórzy przywdziewać. Poza tym Armstrong to znak pewnej społecznej przemiany świata - chłopiec z slumsów staje się megagwiazdą i zmienia świat.
Mark Vonnegut – Eden Express
Syn znanego Kurta, który napisał książkę ważniejszą, niż wszystkie książki ojca. O młodości, o wierze w ideały i jej utracie, ale przede wszystkim o szaleństwie i wychodzeniu z niego. Zwiewne ilustracje autora. Coś dla młodego poszukującego człowieka. Zawsze aktualne. Chociaż, czy takie rzeczy w ogóle powinno się czytać w szkole?
Pod poprzednim wpisem Czytelnicy sugerowali, że w kanonie powinny się znaleźć różne rzeczy, cytuję: „Ja bym wsadził do szkoły po jednej książce z każdego gatunku: Sf, romantyk, horror, thriller, fantasy, naukowa (np coś o kosmosie), przygodowe, historyczne, poezja, mogą być jakieś proste (grafomańskie (?)) nawet niech będzie Paulo Coelho - głównie chodzi o to żeby każdy miał szanse znaleźć" półkę" lub dwie dla siebie i żeby miał chęć sięgnięcia po kolejną książkę.
Jeśli czytanie nie będzie się dzieciakowi kojarzyć jedynie z nudą to znacznie łatwiej będzie go potem nakłonić na przeczytanie chociażby biblii czy krzyżaków”.
Podpisuję się pod tymi słowami. Dlatego widziałbym w kanonie przedstawiciela polskiego komiksu – Tytus, Romek i A’Tomek Jerzego Chmielewskiego jest oczywistością równą niemalże Szekspirowi i Dostojewskiemu. Książek współczesnych do czytania (a nie od razu do czczenia) jest całe morze. Powinno się jakieś wybrać do kanonu, bo młodzież powinna mieć świadomość, że w literaturze cały czas coś się dzieje i jest - dzięki temu - znakomitym pośrednikiem między nami a życiem.
Z książek współczesnych na liście lektur widziałbym dwie, które note bene coś wydaje się łączyć.
Stephen King, Miasteczko Salem
Dzięki Kingowi wiemy, że pisanie może być po prostu rzemiosłem i dobrą zabawą, a strach może ekscytować niczym jazda na rollercoasterze. Rzemieślnik, którego rzemiosło przerasta nadęte wypociny niejednego z tzw. uznanych i kontrowersyjnych.
Joanna Bator, Ciemno, prawie noc
Książka wybitna i zupełnie nowa. Pokazuje, że pisanie książek (również przez Polaków) nie skończyło się w wieku XIX. Gdyby autorka nie bawiła się niepotrzebnymi neologizmami, czytałbym tę książkę na kolanach. Moralitet i sensacja w jednym. Porywające i straszne. Metafizyczny czołg. Do tego poprawne politycznie. Autorka jest kobietą (niepoprawnie „atrakcyjną kobietą”), żyje i pisze książki odnoszące się do tu i teraz, a zawierające uniwersalną naukę moralną i jeszcze bardziej uniwersalną metafizykę. Czego chcieć więcej!
I na zakończenie wątek filozoficzny. Wniosła rozumność polskich pedagogów od lat nakazuje im serwować młodzieży dwa teksty par excellence filozoficzne. Platona – Obronę Sokratesa i Ucztę. O ile pierwsza jest zrozumiała (choć buntownicza i niebezpieczna), to druga może znudzić niewyrobionego, młodego czytelnika. Powinien on dowiedzieć się, po co do cholery nam ta filozofia. Powinien przeczytać jakieś sensowne wprowadzenie do niej. Bodaj najlepszym jakie znam jest książeczka Thomasa Nagela – Co to wszystko znaczy. Bardzo krótkie wprowadzenie do filozofii. Autor na kilku stronach przedstawia zasadnicze pytania filozofii i pokazuje, jak próbujemy na nie odpowiadać. Skąd wiemy o czymkolwiek, inne umysły, zagadnienie ciała i umysłu, znaczenie słów, wolna wola, dobro i zło, sprawiedliwość, śmierć i wreszcie sens życia. A przecież mamy też znakomite polskie (choć daleko trudniejsze od Nagela) Zagadnienia i kierunki filozofii Kazimierza Ajdukiewicza.
Chyba lepsze to, niż wiedza, że Sokrates był fajnym gościem, który lubił się napić, nie stronił od chłopców i nie pękał, jak falanga poszła w rozsypkę. Jak już czytać Platona, to może Fajdrosa, którego pięknym wydaniem się szczycę, i którego choćby z tego względu wprowadziłbym do kanonu. Zdaje mi się bardziej uniwersalny, a Ucztę zrozumiałem dopiero po wielu latach obcowania z filozofią. Wiem, to dość partykularne powody, ale podejrzewam że podobnymi mogli się kierować twórcy listy oficjalnej.
Na zakończenie warto zauważyć, iż nauka literatury w szkole jest obarczona pewną zasadniczą sprzecznością. Edukacja zakłada przecież jakieś uspołecznienie abiturientów. Jakiś – nazwijmy rzecz po imieniu – konformizm, społeczne status quo. Literatura natomiast to w swojej miażdżącej większości wyraz nonkonformizmu, niezgody, wątpliwości, lęków i obaw. Innymi słowy – daleko idąca negacja celów edukacji. Tutaj następuje jakieś jednoczesne sprzężenie i rozprzężenie jednego z drugim. Dobry nauczyciel będzie uczestniczył w tym tajemniczym procesie. Kiepski stanie z boku i zasłoni się interpretacyjnym kluczem, bez względu na to, co wpiszemy do kanonu.
Wymienione przeze mnie książki orbitują wokół urzędowej listy. Nie chciałbym robić rewolucji. Nie mam również złudzeń, że ktoś „decyzyjny” zainteresuje się tym, co tutaj piszę. Wierzę, że wymienione przeze mnie książki mogłyby dać uczniowi coś więcej, niż tylko poczucie, że warto umrzeć za ojczyznę. Pewnie nie warto, ale może czasami trzeba. To rzecz na inny temat. Mogłyby dać radość czytania i nienachalną, przydatną naukę. Moim zdaniem najważniejszym elementem tej nauki jest pokazanie świata jako niejednoznacznego we wszystkich możliwych sensach – tego co jest, tego co możemy poznać i tego co być powinno.

Dla Państwa mam propozycję, żebyście dorzucili do kanonu coś od siebie. Bo to przyjemne rozmawiać o książkach. Mój kanon może Wam się spodobać lub nie - jest to kanon nieco old fashioned, mam tego świadomość, ale może będzie punktem wyjścia do dyskusji.
PS Być może niektóre moje pozycje pokrywają się z oficjalną listą. Mogłem tego nie dostrzec przez przeoczenie. Jeśli tak, to świetnie.