Jan Hartman nie od dziś twierdzi, że szkoła jaką znamy umarła i że trzeba będzie ją zastąpić zupełnie innym kształceniem, bo pełni już tylko funkcje społeczne. Ale jeśli tak jest, jeżeli rzeczywistość po rewolucji informacyjnej jest tak odmienna, to proces agonii objął już wiele innych elementów społecznej układanki na czele z państwem, prawem, demokracją i tzw. trójpodziałem władzy. Idąc tokiem myślenia Hartmana, tego się nie da zreformować w obecnym kształcie. Należy to zamknąć.
REKLAMA
Nie lubię tego pojęcia, ale z braku innego muszę się nim posłużyć. W epoce Internetu państwo, prawo, demokracja i trójpodział władz w dziewiętnastowiecznym kształcie są przeżytkami. Jeżeli działają dziś, to mocą biurokratycznej inercji i obezwładniającej hipokryzji. Machina państwowa produkuje nie tylko zastępy urzędników, ale narkotyzującą propagandę własnych sukcesów i „chwałę resortową”. Oczywiście to stuprocentowa parafraza Hartmana - Umarła klasa, Gazeta.pl.
Hartman ma rację, szkoła pełni dziś niemal wyłącznie funkcję społeczną. Rozumiem, że profesor zakłada, iż dawniej (przez chwilę) była to realna pragmatyczna funkcja, która wywoływała zmianę w otaczającym świecie. Ale jeśli te kryteria zastosujemy do państwa, prawa, demokracji i tzw. trójpodziału władz (będącego od samego początku konieczną iluzją), to okaże się, że one również (w obecnym kształcie) pełnią podobne role i zreformować się ich nie da. Należy je zamknąć. Nie tylko w Polsce - na całym świecie.
Parafrazując raz jeszcze, należałoby skonstatować, że państwo, prawo, demokrację i trójpodział władz (i wiele innych fantasmagorii) należałoby jakoś ładnie dokończyć i czymś zamienić.
Parafrazując raz jeszcze, należałoby skonstatować, że państwo, prawo, demokrację i trójpodział władz (i wiele innych fantasmagorii) należałoby jakoś ładnie dokończyć i czymś zamienić.
Zanim to jednak nastąpi, zapewne będziemy mieli jeszcze do czynienia z chwilowym powrotem do zdrowia dziewiętnastowiecznego starca. Powrotem, który tak często zdarza się ludziom w ciężkiej i śmiertelnej chorobie. Państwo, prawo i demokracja w obecnym nieadekwatnym sensie będą się jeszcze jakiś czas rozrastać. Proces ten jest aż nadto wyraźny. Potem wszystko umrze. Za Hartmanem powinniśmy zapytać, jak powinna wyglądać starość naszych iluzji i co po ich śmierci?
Z drugiej strony, nie ma się co martwić. Przy obecnym tempie niszczenia wszelkiego życia na naszej planecie przez (bądź co bądź) cywilizację życia, my tej symbolicznej śmierci nie doczekamy. Zastąpi ja całkowicie realna banalna kostucha, która jednym cięciem unicestwi nieszczęsny ludzki ród.
_________________
PS Myślę, że Hartman idzie zbyt daleko z tą "likwidacją" szkoły. Odstąpienie od kształcenia ludzi, którzy nie mają na to najmniejszej ochoty, mogłoby mieć podobne skutki społeczne, jak odstąpienie od karania drobnych notorycznych przestępców. I jedni i drudzy nie są niczemu winni, ale "coś z nimi trzeba zrobić". Innymi słowy, na ile możemy rezygnować z "funkcji społecznych"?
PPS Maciej Borowicz (z pełną sympatią) zarzucał mi ostatnio, że "mało apokaliptycznie". Obiecałem poprawę i słowa dotrzymuję.
