Nie jestem psychologiem, ale jednak się wypowiem. Cóż, Dorota Zawadzka często skłania do polemiki (proszę to traktować jako komplement). Mam również nadzieję, że mój wpis sprowokuje do dyskusji innych psychologów pisujących na „NaTemat”. A moje spostrzeżenia są takie, że im więcej ktoś bawi się w wojnę i gra w gry komputerowe* (choćby z elementami agresji), tym mniej jest agresywny „w realu” i tym mniej w nim chęci do prawdziwej wojny.
REKLAMA
Całe dzieciństwo bawiliśmy się w wojnę. Takie nieustanne odtwarzanie „Gwiezdnych wojen”, „Krzyżaków”, „Czterech pancernych", „Robin Hooda” i tak dalej. Potem łoiło się godzinami na komputerze w inne bitwy i walki. Kiedy patrzę dziś na nas jako dorosłych ludzi, to dosłownie żaden z nas nie wyrósł na kogoś agresywnego, czy – uchowaj Boże –orędownika wojny. Te zabawy połączone z nałogowym czytaniem książek uczyły raczej czegoś odwrotnego. Że wojna jest straszna.
Do dziś lubię bawić się wojnę (paintball, airsoft) i grać w gry komputerowe z dużą dawką agresji. Podobnie jak wielu moich dorosłych już kolegów. Żadna, podkreślam, żadna z dorosłych osób zaangażowana w te (zapewne nieco infantylne) zabawy, nie jest osobą agresywną, nie popada w konflikty z prawem, a wiele z nich zdradza ogólnie pacyfistyczne nastawienie do świata, czy – więcej – cechuje się ponadprzeciętną wrażliwością.
Wydaje mi się, że przy rozsądnym wychowaniu, zabawa w wojnę może człowieka nauczyć kilku dobrych i kilku koniecznych rzeczy – że wojna jest zła i że warto zrobić wszystko, aby jej uniknąć, że czasami trzeba się bronić itd. itp. Nie wypowiadam się jako psycholog, ale wydaje mi się, że wszelkie formy symbolicznej przemocy odciągają naszą uwagę i chęci od przemocy prawdziwiej. Idę o zakład, że gdyby zrobić jakąś statystykę, to okazałoby się, że 30-40 letni miłośnicy gier komputerowych bawiący się jako dzieci (a czasami i obecnie) w wojnę, to dziś porządni obywatele uczciwie pracujący na chleb i robiący ciekawe rzeczy w życiu. I odwrotnie. 30-40 letni agresywni kibice (nie lubię określenia „kibol”), raczej nie biegają po lasach z karabinkiem do paintballa czy airsoftu. Nie grzmocą również w najnowsze "Call of Duty" (Mówię o statystyce, bo zapewne zdarzają się wyjątki). Wydaje mi się, że obserwowalna i zwiększona agresja obecnych dzieci i młodzieży ma inne źródła związane głównie z niemożliwą do przetworzenia ilością bodźców różnego rodzaju.
Może nie mam racji, piszę wyłącznie o własnych (nieprofesjonalnych) spostrzeżeniach i... załączam ukłony dla Pani Doroty. A swoją drogą bardzo jestem ciekaw opinii innych blogerów-psychologów na "NaTemat.pl".
___________________
*Agresja rodząca się na tym tle w mojej ocenie wynika nie tyle z samej tematyki gier, co możliwego uzależnienia. W tym sensie lepiej pobawić się w airsoft, niż grać na kompie. Ale z umiarem i to ostanie nie zaszkodzi, a może również wiele nauczyć (jako choćby owego mitycznego już "logicznego myślenia").
*Agresja rodząca się na tym tle w mojej ocenie wynika nie tyle z samej tematyki gier, co możliwego uzależnienia. W tym sensie lepiej pobawić się w airsoft, niż grać na kompie. Ale z umiarem i to ostanie nie zaszkodzi, a może również wiele nauczyć (jako choćby owego mitycznego już "logicznego myślenia").
