Obserwowanie karkołomnych prób pogodzenia katolickiego fundamentalizmu z otwartością, miłosierdziem i gotowością przebaczenia, które prezentuje papież Franciszek od pierwszych dni swojego pontyfikatu, może dostarczyć postronnemu obserwatorowi wiele niezdrowej przyjemności. Jak można się było spodziewać, dysonans poznawczy wywołany przez papieża, najsilniej uderzył w redaktorów niebiańskiego komuniku zrzeszonych pod sztandarami „Frondy”.
REKLAMA
Najpierw, piórem Tomasza Rowińskiego, twierdzą, że lepiej (prewencyjnie?) nie czytać wywiadów Franciszka: Lepiej czytajmy katechizm,"Fronda.pl".
W chwilę potem (zapewne ratując niezręczną sytuację) ubierają Go w szaty jurodiwego – staroruskiego Chrystusowego świętego szaleńca. Jak można zatem domniemywać, zdaniem redaktorów „Frondy”, kochać i przebaczać, może jedynie szaleniec, choćby święty.
Tego zajęcia ima się sam Tomasz Terlikowski pisząc, iż przychodzi mu do głowy tylko jedno właściwe określenie Franciszka: On jest jurodiwym Bożego Miłosierdzia - pisze. Kimś, kto głosi i żyje „szaloną miłością Boga” do człowieka. Taka miłość jest ryzykiem, ale przecież Bóg poniósł już takie ryzyka obdarzając nas wolnością, a także oddając w nasze ręce Swojego Syna.* Aby nie pójść w swym wywodzie zbyt daleko, Terlikowski zaznacza, iż Franciszek nie jest jurodiwym w całości (to byłoby raczej nieakceptowalne, historyczni jurodiwi byli jednak zbyt kontrowersyjni), a jedynie w aspekcie miłosierdzia i miłości, które- jak się niespodziewanie okazuje – są dla chrześcijanina bardzo ryzykowne. W tym miejscu opuścimy grząskie pole rozważań teologicznych, które mogą wiązać się z tymi daleko idącymi twierdzeniami, aby skonstatować, iż...
Zaprawdę, trzeba było tej nieoczekiwanej zmiany miejsc w Stolicy Piotrowej, aby wielu naszych braci i sióstr dostrzegło, że chrześcijaństwo jest wprzódy religią miłosierdzia i przebaczenia, a dopiero na samym końcu (o ile w ogóle, bracia i siostry!) biczem Bożym na niewiernych, lewaków, homoseksualistów i – najgorszych z najgorszych – zwolenników cywilizacji śmierci dopuszczających aborcję w enumeratywnie wymienionych przypadkach.
Boję się jednak o brata mego Tomasza, że to nie koniec. Że Franciszek nie pokazał jeszcze wszystkiego i że stać go na więcej. Co wtedy? Czy koncepcja Chrystusowego szaleństwa okaże się wystarczająco pojemna dla redaktorów „Frondy”? Jak udźwigną ciężar miłości i przebaczenia? Czy sami, wzorem Franciszka, przemienią się w jurodiwych? Czy wolno nam, grzesznikom, życzyć im tego?
_______________________
* T. Terlikowski, Szaleństwo Bożego miłosierdzia, "Fronda.pl".
* T. Terlikowski, Szaleństwo Bożego miłosierdzia, "Fronda.pl".
