Zdarza się, że podczas załatwiania codziennych spraw towarzyszy mi mój sześcioletni syn. Pewnego razu podczas takiej okazji młoda kobieta zapytała mnie, dlaczego tylko jeden i kto będzie na mnie pracował. Prawidłowa odpowiedź musiałaby być nieelegancka. Należało odpowiedzieć pytaniem na pytanie – a co pani do tego? Oczywiście nie postąpiłem w ten sposób, zbywając przypadkową rozmówczynię standardowym "także wie pani…"

REKLAMA
Okazuje się, że bardzo wiele osób interesuje się stanem liczebnym mojej rodziny. W sposób szczególny zagadnieniem tym interesują się politycy – ich działalność bez wysokiego rozrodu traci sens i umocowanie. Ktoś przecież musi na nich i nieprzebrane rzesze urzędników zapracować i oczywiście najlepiej, żeby były to nasze (nie ich) dzieci.
Dla szlachetnego postulatu niczym nieograniczonego rozrodu wynajduje się oczywiście szereg uzasadnień na czele z podkreślaniem jego roli w systemie emerytalnym. Nie jestem zbyt tęgim matematykiem, ale wydaje mi się, że jeżeli na jedną osobę na emeryturze muszą pracować dwie młode osoby, to na dwie młode, które później staną się stare, musiałby pracować cztery i tak dalej i tak dalej. Absurd? Przyznam, ze w tym zamieszaniu sam się już pogubiłem.
Inne uzasadnienie ma kulturowy charakter. Wysoki rozród ma ocalić zachodnią cywilizację przed naporem Chińczyków i Hindusów. Politycy nie potrafią przedstawić jakiejkolwiek innej alternatywy dla zwiększania MOCY. Być może takowa nie istnieje, ale warto byłoby przynajmniej poszukać.
Słowa” rozród” używam celowo, gdyż „przyrost naturalny” nie oddaje istoty zjawiska. Mamy tu bowiem do czynienia z wielkim folwarkiem, w którym to folwarku społeczeństwo traktowane jest jak każdy inny przychówek. Będzie rozród – będzie zysk, a inaczej trzeba zwijać interes. Z gospodarstwa utrzymuje się nie tylko klasa polityczno-urzędnicza, ale szereg innego rodzaju instytucji, którym zależy na klientach czy – jak to się ładnie teraz mówi - interesariuszach. Obowiązuje tu prosta zasada – im więcej tym lepiej. Można powiedzieć, że o ile w przypadku zwierząt ważne są takie parametry jak ich budowa, masa, ogólne zdrowie, to w przypadku ludzi są to kwestie pomijalne. Bez nogi, bez ręki, zdrowy czy upośledzony – ważne żeby pracował, kupował, płacił podatki i łożył na instytucje o charakterze religijnym.
Filozofia nieskrępowanego rozrodu jest zjawiskiem wysoce niemoralnym, ale także niepragmatycznym. Kobieta zostaje w nim sprowadzona do roli inkubatora, a rola mężczyzny (na co na ogół nie zwraca się uwagi) jest równie narzędziowa. Oczywiście ani polityków, ani innych zainteresowanych podmiotów nie interesuje, co się będzie działo z przychówkiem. Nieważne zatem, czy rodzice zdołają wychować swoje dzieci na prawidłowo ukształtowane osoby, czy rodzice znajdą dla nich czas, czy wreszcie będą mieli wystarczające środki na ich utrzymanie. O wyczerpujących się zasobach naturalnych, degradacji środowiska naturalnego i efekcie cieplarnianym spowodowanym przeludnieniem nie ma nawet co pisać, wiemy bowiem, że są to zjawiska urojone powiązane z lewicowym światopoglądem i nadwrażliwością.
A zatem, mnóż się, pracuj i radź sobie sam!