Media z uznaniem komentują decyzję władz Paryża o wprowadzeniu darmowej komunikacji miejskiej, co jest związane z gargantuicznym smogiem unoszącym się nad miastem (również lubię słowo „gargantuiczny"). W Pekinie jakiś czas temu ludziom ustawiono wielkie ekrany, żeby mogli oglądać wschód słońca – również z powodu smogu. Anglia tonie, co niekorzystnie wpływa na notowania rządu. Stonowany komentarz mediów do umierania naszej planety kojarzy się z latami socjalizmu – ludzie zanurzeni w codzienności, nie rozumieli gagów z filmów Barei.

REKLAMA
W zasadzie medialne ubolewanie nad losem naszej planety zawsze było hipokryzją. A jednak to, co jeszcze dwadzieścia lat temu budziło grozę, dziś jest zwykłym newsem umieszczanym obok żenady produkowanej przez celebrytów i codziennej porcji bełkotu określanego mianem polityki. Tymczasem Ziemia umiera, a my umrzemy wraz z nią. Decyzja o tym, że wzrost gospodarczy jest ważniejszy od oceanów, lasów, wielorybów, nosorożców i milionów ton mięsa powoływanego codziennie do życia, żeby w chwilę potem je odebrać, podjęła się sama.
Gdyby ktoś poważnie myślał o naszym wspólnym domu (jedynym jaki posiadamy, drugiego nie kupimy w markecie), podjąłby działania zmierzające do zahamowania przyrostu naturalnego i rozsądnego ograniczania wzrostu gospodarczego. Ograniczania konsumpcji materialnej i przekierowywania jej na działania w wąskim sensie kulturalne i kulturotwórcze.
Utopia? Zapewne. Podobnie jak pogląd, że przy takim tempie „rozwoju” czeka nas coś lepszego niż globalna hekatomba i to w perspektywie jednego, dwóch pokoleń. W każdym razie, póki co, korzystajmy z darmowej komunikacji miejskiej. Przynajmniej w Paryżu.