W sobotę wyszedłem z synem na mały spacer. W naszej miejscowości są dwa kluby piłkarskie i dwa stadiony, na których rozgrywa się spotkania nieliczących się lig. Na jednym z takich boisk odbywał się najprawdopodobniej pomeczowy trening młodych piłkarzy i mój synek chciał go zobaczyć. Patrząc na grupki agresywnych młodych ludzi obserwujących swoich rówieśników na boisku, nie miałem na to zbytniej ochoty, ale pomyślałem, że chłopak powinien się z tym zapoznać.
REKLAMA
Próbuję znaleźć adekwatne słowa, aby opisać obelgi, które miotali młodzi kibice pod adresem równie młodych piłkarzy. Próbuję, bo nie mogę przytoczyć ich w dosłownym brzmieniu (choć nakazywałaby to dziennikarska rzetelność). Chłopaki na boisku udawali, że nie słyszą, ale tak naprawdę bali się swoich własnych kibiców, dokładnie tak jak boją się ich piłkarze liczących się klubów Ekstraklasy. Mój syn, choć ma dopiero sześć lat, należycie ocenił sytuację. – Chodźmy stąd, tato, oni są chyba szaleni – powiedział. – Właśnie dlatego nie chciałem tu przychodzić, synku – odpowiedziałem i wróciliśmy do domu.
To drobne i poniekąd nieistotne wydarzenie jest, przynajmniej dla mnie, swoistym symbolem polskiego futbolu. Żaden inny sport nie wyzwala w naszym kraju tak powszechnych, potężnych i tak złych emocji. To tak jakby powyżej pewnej liczby kibiców szaleństwo musiało pojawić się z logiczną niemalże koniecznością, a wiadomo, że futbol kibiców ma najwięcej.
Na futbolowym gruncie nawet słowa i nazwy nie zachowują swoich pierwotnych znaczeń. Kibice nie są tu kibicami, a sportowcy sportowcami. Ci pierwsi to wyznawcy masowej i płytkiej religii, drudzy - celebryci zarabiający niewspółmiernie dużo do własnych osiągnięć. Kibicowanie rzadko przynosi odprężenie i rzadko wiąże się z szacunkiem dla przeciwnika. Częściej rodzi frustrację, nienawiść, pogardę. Wszystko razem stanowi całkowite zaprzeczenie nawet najbardziej okrojonej i odbrązowionej idei sportowej rywalizacji.
Sposób opisywania świata futbolu również jest zupełnie unikatowy i nie rządzi się prawami właściwymi innym dyscyplinom. Czy ktoś z nas wyobraża sobie Adama Małysza po kilku browarkach w objęciach prostytutki, pijaną Justynę Kowalczyk? Nie! Ale za to bez żenady polski dziennikarz i komentator sportowy będzie ubolewał nad srogim trenerem zabraniającym zawodnikom napić się tak zbawiennego dla kondycji fizycznej piwka. Przecież te fajne chłopaki muszą się wyszumieć, a klika imprez miesięcznie w towarzystwie panienek nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Jedynie na marginesie można dodać, iż jakość gry zdaje się odzwierciedlać epikurejskie skłonności zawodników.
Ugruntowane już rozróżnienie „kibic – kibol” jest znamiennym przykładem pojęciowego chaosu wyrosłego na gruncie futbolowego szaleństwa, zbiorowej psychoanalizy społeczeństwa, które po odzyskaniu wolności politycznej nie potrafiło odnaleźć jakichkolwiek wspólnych wartości prócz fasadowego przywiązania do nauczania Jana Pawła II i… miłości do piłki nożnej.
Czym bowiem miałby się różnić „kibol” od „kibica”? Który z nich ponosi większą winę za to, co dzieje się w polskim futbolu? Czy ci wykorzenieni z kultury chłopcy porzuceni na pastwę losu przez własnych zapracowanych rodziców, fasadowo-opiekuńcze państwo i merkantylny Kościół, czy może ci przyzwoicie zarabiający faceci z większych miast, którzy mają z tego wszystkiego bezrefleksyjny fun i którzy nie tylko że nie potępiają stadionowej agresji, ale dolewają jeszcze oliwy do ognia, spiesząc na każdy mecz w klubowym szaliczku. Jaka wreszcie jest w tej zbiorowej infantylnej zabawie rola polskiego inteligenta, od zawsze chętnie egzaltującego się świętą futbolową wojną?
Współczesna piłka nożna to esencja woli i mocy społeczeństwa masowego – podatnego na manipulację, skłonnego do gwałtownego wyrażania emocji, podenerwowanego i sfrustrowanego, a jednocześnie głodnego przyjemności, zabawy i rozrywki. Siłą rzeczy w krajach, które nie zawsze cieszyły się wolnością i które z różnych przyczyn nabawiły się nieuleczalnych kompleksów, owe złe strony futbolu manifestują się ze szczególną siłą. Choć sam opis zjawiska jako ostatecznego triumfu mas może okazać się adekwatny dla każdego miejsca na świecie.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
PS Chciałem zrazu napisać lekki tekst, który byłby małym katharsis, po świątecznych przeżyciach, ale "sportowe" wieści o piłkarzach przyłapanych po drinku poruszyły mnie, mimo iż jestem wielce okazjonalnym kibicem. Mam świadomość, iż wielu z Państwa zarzuci mi nieznajomość i brak empatii wobec sportu, co nie jest prawdą. Piszący te słowa spędził kilka lat na jego uprawianiu, a niegdyś bardzo przeżywał futbolowe sukcesy Polaków. Wiem, że można wspaniale bawić się futbolem i wspaniale go przeżywać, ale uważam, iż co do zasady pewna masa krytyczna została przekroczona. Świat bez piłki nożnej nie byłby lepszym miejscem i właśnie dlatego jestem zdania, że warto przyjrzeć się jej problemom również z innej perspektywy.
PS Chciałem zrazu napisać lekki tekst, który byłby małym katharsis, po świątecznych przeżyciach, ale "sportowe" wieści o piłkarzach przyłapanych po drinku poruszyły mnie, mimo iż jestem wielce okazjonalnym kibicem. Mam świadomość, iż wielu z Państwa zarzuci mi nieznajomość i brak empatii wobec sportu, co nie jest prawdą. Piszący te słowa spędził kilka lat na jego uprawianiu, a niegdyś bardzo przeżywał futbolowe sukcesy Polaków. Wiem, że można wspaniale bawić się futbolem i wspaniale go przeżywać, ale uważam, iż co do zasady pewna masa krytyczna została przekroczona. Świat bez piłki nożnej nie byłby lepszym miejscem i właśnie dlatego jestem zdania, że warto przyjrzeć się jej problemom również z innej perspektywy.
