Jesteśmy już po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Znamy ich wyniki. Warto w tym momencie zdać sobie sprawę, że niewiele brakowało, aby wyniki te były zupełnie inne. Wystarczyło by aby prezydent nie zawetował ustawy o zmianie ustawy - Kodeks wyborczy w sierpniu 2018 roku, a opozycja nie utworzyła Koalicji Europejskiej.

REKLAMA
Przypomnijmy więc niedawne wydarzenia rozrywające się na scenie politycznej w kwestii obowiązującej ordynacji wyborczej. Dnia 21 czerwca 2018 roku do Sejmu wpłynął poselski pilny projekt zmiany ordynacji, 3 lipca odbyło się I czytanie na posiedzeniu sejmu, potem pracowała nad projektem Komisja Nadzwyczajna rozpatrująca projekty ustaw z zakresu prawa wyborczego. 18 lipca było II czytanie, a 20 lipca III czytanie i przegłosowanie 231 głosami przeciw 198, 2 posłów wstrzymało się od głosu. 27 lipca Senat przegłosował ustawę bez poprawek, a 16 sierpnia prezydent zawetował ustawę. Sejm więcej do ustawy nie powrócił, tzn. nie podjął próby odrzucenia veta. Na stronie internetowej Sejmu nie ma nawet słowa o vecie, po prostu – „Ustawę przekazano do podpisu”.
O co w tym wszystkim chodziło? Skąd pośpieszny tryb uchwalenia ustawy w ostatniej chwili przed wakacjami, a potem wstydliwe milczenie po vecie. Otóż nowelizacja Kodeksu wyborczego była nieudaną próbą zapewnienia stronie rządowej przygniatającego sukcesu w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Na czym sprawa polegała? Żeby to wyjaśnić musimy przeanalizować proponowane zmiany. Pierwszą istotną zmianą było dodanie nowego Art. 340a.
Art. 340a.
§ 1. W okręgu wyborczym wybiera się co najmniej 3 posłów.
§ 2. Ustalenia liczby posłów do Parlamentu Europejskiego wybieranych w poszczególnych okręgach wyborczych dokonuje się według jednolitej normy przedstawicielstwa, obliczonej przez podzielenie liczby mieszkańców kraju przez ogólną liczbę posłów do Parlamentu Europejskiego wybieranych w kraju, a następnie odrębnie dla każdego okręgu liczbę mieszkańców danego okręgu dzieli się przez otrzymany iloraz będący jednolitą normą przedstawicielstwa. Wartość liczby całkowitej (przed przecinkiem) uzyskanego w ten sposób ilorazu oznacza liczbę mandatów przypadających w danym okręgu wyborczym.
§ 3. Jeżeli po przeprowadzeniu postępowania, o którym mowa w § 2, nie zostały rozdzielone wszystkie mandaty, to pozostałe jeszcze do podziału mandaty przydziela się tym okręgom, dla których wyliczone ilorazy wykazują po przecinku kolejno najwyższe wartości....
W obowiązującej ordynacji liczba posłów z danego okręgu zależy od liczby oddanych głosów i w konsekwencji w kolejnych wyborach może ulegać zmianie. W dodanym artykule, liczba posłów zależy od liczby wyborców, a nie od liczby głosów. Obliczenie liczby mandatów poselskich zgodnie z podaną powyżej procedurą daje następujące wyniki:
Okręg 1 pomorski – 3 mandaty
Okręg 2 kujawsko-pomorski – 3 mandaty
Okręg 3 podlasko-warmińsko-mazurski – 4 mandaty
Okręg 4 warszawski – 4 mandaty
Okręg 5 mazowiecki – 3 mandaty
Okręg 6 łódzki – 3 mandaty
Okręg 7 wielkopolski – 5 mandatów
Okręg 8 lubelski – 3 mandaty
Okręg 9 podkarpacki – 3 mandaty
Okręg 10 małopolski – 6 mandatów
Okręg 11 śląski – 6 mandatów
Okręg 12 dolnośląsko-opolski – 5 mandatów
Okręg 13 lubusko–zachodniopomorski – 4 mandaty
I teraz kluczową zmianą w ordynacji jest nowa wersja Art. 356
Art. 356. § 1.
Państwowa Komisja Wyborcza dokonuje podziału mandatów w okręgach wyborczych pomiędzy uprawnione listy kandydatów w sposób następujący:
1) liczbę głosów ważnych oddanych na każdą z tych list w okręgu wyborczym dzieli się kolejno przez: 1; 2; 3; 4 i dalsze kolejne liczby aż do chwili, gdy z otrzymanych w ten sposób ilorazów da się uszeregować tyle kolejno największych liczb, ilu posłów do Parlamentu Europejskiego jest wybieranych w okręgu wyborczym;
2) każdej liście przyznaje się tyle mandatów, ile spośród ustalonego w powyższy sposób szeregu ilorazów przypada jej liczb kolejno największych.”
Jest to po prostu metoda D’Hondta, przy czym zastosowana do każdego okręgu oddzielnie, a nie do całego kraju jak było dotychczas. Konsekwencje tej zmiany, szczególnie przy małych okręgach są kolosalne. Przy kilkuosobowych okręgach wyborczych metoda D’Hondta daje wyniki bardzo nieproporcjonalne.
Na przykład przy wyborach do sejmików w 2018 roku w okręgu nr 1 obejmującego część Warszawy (Ursynów, Wilanów, Śródmieście, Ochota, Mokotów) spośród 5 miejsc Koalicja Obywatelska z wynikiem 47,1 % otrzymała 4 mandaty, a PIS z wynikiem 23% otrzymał 1 mandat. SLD z wynikiem 10,2% ani żadne inne ugrupowanie nie zdobyło mandatu.
W 2018 roku opozycja była jeszcze podzielona i strona rządowa mogła sobie wyobrażać, że odniesie przygniatające zwycięstwo. Oczywiście istniało ryzyko, że zmiana ustawy wymusi szybkie zjednoczenie postronnie opozycji. Ostatecznie przerażeni wizją całkowitej eliminacji przedstawiciele małych partii przekonali prezydenta do veta.
Przeanalizujmy teraz „gorące” rezultaty wyborów zakładając, że veta nie było. Przede wszystkim w nowym układzie znikają 3 mandaty dla Wiosny Roberta Biedronia. Ponadto pojawiają się różnice w ilości mandatów w okręgach. W sześciu okręgach wynik jest identyczny z wynikiem w rzeczywistości osiągniętym – są to okręgi 1, 5, 6, 8, 10 i 13. Obsada personalna mandatów jest też identyczna.
Pozostaje siedem okręgów, w których pojawiają się różnice personalne, a również ilościowe. W kujawsko-pomorskim okręgu numer 2 przyznano dwa mandaty Radosławowi Sikorskiemu (KE) i Kosmie Złotowskiemu (PIS). W nowej wersji okręg ma jeszcze trzeci mandat, który otrzymałby Krzysztof Brejza (KE) z wynikiem 82 225 głosów. Identyczna sytuacja jest w podlasko-warmińsko-mazurskim okręgu numer 4, do trzech mandatów Tomasza Frankowskiego (KE), Karola Karskiego (PIS) i Krzysztofa Jurgiela (PIS) dołączyłaby jeszcze Urszula Pasławska (KE) z wynikiem 63 274 głosów.
Poważne zmiany pojawiają się w warszawskim okręgu numer 4. Ze względu na znaczną liczbę głosujących w okręgu warszawskim przyznano sześć mandatów. Trzy zdobyła Koalicja Europejska (Danuta Hubner, Włodzimierz Cimoszewicz i Andrzej Halicki), dwa PIS (Jacek Saryusz-Wolski i Ryszard Czarnecki) oraz jeden Robert Biedroń. W nowym układzie okręg ma tylko 4 mandaty. Oznacza to eliminację Biedronia i Halickiego.
W wielkopolskim okręgu nr 7 przyznano pięć mandatów. Dwa zdobyła Koalicja Europejska (Ewa Kopacz i Leszek Miller), dwa PIS (Andżelika Możdżanowska i Zdzisław Krasnodębski) i piaty mandat Sylwia Spurek z Wiosny Biedronia. Ponieważ w nowym systemie Wiosna nie zdobyła żadnego mandatu więc piaty mandat otrzymałby Andrzej Grzyb (KE) z wynikiem 51 221 głosów.
W podkarpackim okręgu nr 9 trzy mandaty zdobyli – Elżbieta Łukacijewska (KE) oraz politycy PIS – Tomasz Poręba i Bogdan Rzońca. Ponieważ w tym okręgu PIS osiągnął bardzo dużą przewagę, więc metoda D’Hondta w nowym układzie odbiera mandat KE i przekazuje go Ewie Leniart (PIS) z wynikiem 36 113 głosów (niższym niż konkurentka).
W śląskim okręgu 11 strona rządowa zdobyła trzy mandaty (Jadwiga Wiśniewska, Izabela Kloc, Grzegorz Tobiszowski), strona opozycyjna KE również trzy mandaty (Jerzy Buzek, Marek Balt, Jan Olbrycht), siódmy mandat otrzymał Łukasz Kohut z Wiosny Biedronia. W nowym układzie okręg ma tylko sześć mandatów, co oznacza eliminację Łukasza Kohuta.
Natomiast we dolnośląsko-opolskim okręgu nr 12 przyznano tylko cztery mandaty w związku z gorszą frekwencją. Dwa mandaty otrzymała strona rządowa (Beata Kempa i Anna Zalewska) oraz dwa opozycyjna KE (Janina Ochojska i Jarosław Duda). Okręg w nowym układzie ma pięć mandatów, piaty mandat otrzymałaby Małgorzata Szmajdzińska (KE) z wynikiem 63 029 głosów.
Reasumując, dzięki powstaniu Koalicji Europejskiej, zmieniona ordynacja nie zaszkodziłaby głównej części opozycji - KE zdobyłoby 24 mandaty, podczas gdy PIS zdobyłby 28 mandatów. Natomiast jest bezlitosna dla małych partii. Dopiero podwojenie wyników Wiosny Biedronia umożliwiłoby tej partii zdobycie pojedynczych mandatów w największych okręgach.