To przyszło z Anglii. Na 100 dni przed igrzyskami w Londynie nie wypada chwalić olimpiady. Intelektualiści, humaniści programowo od sportu odsunięci pomstują na wszystko: korki będą, bałagan będzie, pieniądze wyrzucane w błoto na taka głupotę jak igrzyska. Wyjeżdżam z Londynu bo tu będzie piekło!

REKLAMA
Dzisiaj nad Tamizą wypada mieć takie właśnie poglądy. Sport jest rozrywką plebejską i nie po to mamy doktoraty, znamy wszystkich wybitnych filozofów i socjologów, żeby podniecać się kopaniem piłki. Brzydzę się sportem – tak należy interpretować nadchodzące zawody w stolicy największego niegdyś mocarstwa. Dzisiaj podupadłego i w związku z tym mamy milion innych kłopotów – twardo określają swoje stanowiska liderzy przestrzeni medialnej.
Nie pomagają odwołania do Barcelony. Igrzyska rozegrane tam 20 dokładnie lat temu kompletnie odmieniły wizerunek Hiszpanii w Europie i świecie. Właśnie ta fascynująca impreza otworzyła oczy tym, którzy wciąż odbierali Hiszpanię jako ponury kraj Franco i jego ludzi… Te głosy są niestety ciche i delikatne, bo nie wprawione w populizmie, należą do byłych sportowców, albo do niewielu tylko dziennikarzy, którzy tam wtedy w Barcelonie byli…
Niestety dzisiaj na 50 dni przed EURO ta sama histeria dotarła nad Wisłę. Otwieram poważne nawet gazety i widzę – nic mnie nie obchodzi EURO, mam w nosie rozbudzanie niskich instynktów tłuszczy poprzez piłkę. Wydaliśmy miliardy zamiast… itp.
Kilkugodzinna debata w spokojnym zazwyczaj Senacie na temat nocnych lotów samolotów, które przez te kilkanaście dni będą lądowały na tych kilku lotniskach nadprogramowo, wywołała niebywałe emocje. A idzie o drobne zmiany prawa raptem na miesiąc.
Moi drodzy optymiści! Nie dajmy się zwariować. Jestem przekonany, że taka sama Barcelona przydarzy się nam za sprawą tych mistrzostw Europy, nadzwyczajnej szansy na pokazanie nowej Polski. Innej niż sobie wciąż wyobrażają nad Sekwaną i Tybrem. To właśnie sport i piłka dała nam taką szansę. Cokolwiek wmawiają nam wszystkowiedzący nie wstydźmy się EURO 2012!