Wojna o program historii w szkołach wyróżnia nas w tym bardzo przecież „dziwnym świecie” czasu pogranicza tysiącleci. Bo mamy obowiązek ocalić od zapomnienia - grzmią obrońcy nauki na baczność i na pamięć: dat, bitew, faktów znanych i mniej chyba istotnych. Wszystkie konieczne do zapamiętania...

REKLAMA
Przed rokiem podjęliśmy w Senacie uchwałę o uznaniu kwietnia miesiącem pamięci o obozie koncentracyjnym Ravensbruck. Wiele, czasami mam wrażenie, że zbyt dużo, jest uchwał o pamięci ważnych ludzi, zdarzeń i miejsc. Bo się szybko dezawuują. Każde prawie posiedzenie Izby czci wiedzę o wybitnym Polaku, albo organizacji. Oczywiście największa tragedia polskich kobiet w historii naszego narodu bez wątpienia takiej pamięci jest nadzwyczaj godna. Obóz został wyzwolony 30 kwietnia. Dlatego koniec kwietnia jest czasem spotkań i konferencji na ten koszmarny temat.
O bestialstwie, mordach i krwawej historii 132 000 kobiet w tym obozie opowiadała w Liceum Marii Konopnickiej we Włocławku pani Krystyna Majczyńska. Sanitariuszka Powstania Warszawskiego. Młodziutka warszawianka do obozu trafiła, jak wielu bohaterów tamtych dni, we wrześniu 1944 roku. Wczoraj mówiła do młodzieży z wielkim, chociaż momentami ciężko osiąganym spokojem. Młodzi słuchali w skupieniu o maleńkich porcjach chleba i o niewolniczej pracy.
Raptem zobaczyłem na sali ciszę. W powietrzu czuć było niezwykłe napięcie, chociaż opowieść trwała już ponad godzinę. Ale to zdarzenie było niezwykłe nawet jak na tamte czasy. Po badaniach lekarskich została wraz z koleżanką skierowana do dentysty w Berlinie. Pojechały tam pod eskortą strażniczek. Na stacji metra pogubiły się i zostały same na peronie, strażniczki odjechały pociągiem. Nastolatki same, niby można uciec, ale jak to zrobić w pasiakach?! Nie bardzo wiedząc co robić, poszły do zawiadowcy. W pokoju siedziała kobieta z pochyloną głową. Gdy odsunęła długie, czarne włosy zobaczyły zapłakaną twarz. Rano wróciła do domu po nocnej służbie. Budynek był zbombardowany, zginął mąż i dzieci...
W tym momencie do biura zawiadowcy wpadły strażniczki i szykowały się wściekłe, do wykonania kary śmierci na „uciekinierkach”. Zawiadowczyni stacji poderwała się z bronią i stanęła w obronie dziewczynek - to one was uratowały, gdyby uciekły byłybyście rozstrzelane! - wykrzyczała strażniczkom w twarz...
Lekcje historii, gdyby tak wyglądały, gdyby nie były takie nudne, to może bym się tym zainteresowała - słyszę na szkolnym korytarzu.