W 1981 roku film nagrodzono Oskarem, a muzyka Vangelisa przeszła do historii nie tylko kina. Do dzisiaj wywołuje ciarki na plecach. Świetny film oparty na autentycznej historii dwóch brytyjskich biegaczy z igrzysk olimpijskich w 1924 roku właśnie za sprawą tej patetycznej muzyki ciągle wraca. I wróci w lipcu na ekrany kin angielskich!
REKLAMA
Jak co 4 lata w Londynie będą oficjalne piosenki, hymny, przyśpiewki, ale jak zawsze praktyczni Anglicy apelują, żeby nie wyważać otwartych drzwi i zamiast kombinować z nową melodią, wrócić do muzyki Vangelisa - jako hymnu igrzysk.
Sport na ogół nie miał szczęścia do kina. To oczywiste, wbrew banalnym porównaniom typu – „stadion to teatr, mecz jest sztuką" itp. Nieprawda! Sport opiera się na wielkiej niewiadomej. Idziemy na mecz bo nie znamy wyniku. W teatrze doskonale wiemy, przynajmniej znaczna część z nas, co się stanie z Hamletem, a co z Ofelią. Mecz, którego wynik znamy wcześniej, jest interesujący wyłącznie dla fachowców, koneserów, nadzwyczajnych kibiców, którzy raz jeszcze chcą upajać się pięknym golem, albo skokiem.
Dlatego kino, to dobre, ambitne kino niezbyt często opisuje sport. Owszem znamy wiele filmów około-sportowych. Mecz, albo walka staje sie wtedy pretekstem do opowieści o ludziach i świecie. Tak zresztą się dzieje w „Milion Dolar Baby”, „Po prostu Walcz”, czy genialnej „Samotności długodystansowca” oraz właśnie w „Rydwanach Ognia". Niezwykła rywalizacja dwóch biegaczy w imię zupełnie różnych idei ściągała 30 lat temu tłumy do kin. I tak pewnie stanie się teraz za sprawą tego remake’a. A przede wszystkim za sprawą tej monumentalnej muzyki, która zapewne kojarzyć się będzie z tymi igrzyskami…
