I had a dream. Przystojny „żelek” w biało-czerwonym stroju na wielkim stadionie strzela gola. To Polak? Nie to Ronaldo… Po chwili ten najpiękniejszy śpiew dla naszych uszu: Polacy nic się nie stało...! Raptem pojawia się Messi, żeby nam strzelić? Nie, maleńki chłopak z Rosario odbiera Oscara od Meryl Streep... Jednocześnie strzela 3 bramki! Rano okazało się, że gole w „realu” strzelił Szwajcarii, a nie nam. Odetchnąłem…
REKLAMA
Mecz jaki był wszyscy widzieli. Krawczyk śpiewa jak umie. Jedni nie bardzo chcieli, drudzy nie umieli. No wyszło na 0:0. U nas najlepszy był Damien Perquis – „francuski śmieć”, jak wytwornie nazywał go kiedyś poseł Tomaszewski. Co do rywali, to dość powiedzieć, że na ogół, delikatnie odsuwali nogi.
I nawet ten, nienajlepszy przecież, spektakl oglądało się z wielkim przejęciem. Wszystko przez otoczkę Narodowego, jednego z najpiękniejszych stadionów świata. A w strefie VIP? Byli wszyscy. Jeżeli kogoś nie było, znaczy, że już nie żyje. Był m.in. poseł Hofman, pytany jak się czuje w tym bublu. Za to najwięcej gratulacji zbierał budowniczy obiektu Rafał Kapler. Była też bardzo dodatnia energia dumnego tłumu, który po meczu z tego pięknego obiektu maszerował zgodnie i bezpiecznie aż do centrum miasta.
