Nad ambasadą brytyjską powiewała wczoraj walijska flaga - krzyż świętego Dawida. Święto Walii jest dobrym momentem, żeby na chwilę pozostawić w spokoju premię zarządu spółki PL.2012 i przypomnieć, że za niecałe 5 miesięcy właśnie w… Walii rozpoczną się igrzyska 30 Olimpiady Ery Nowożytnej.

REKLAMA
26 lipca na słynnym stadionie Millenium w Cardiff wystartuje turniej piłkarek nożnych (jakkolwiek to brzmi, jest ostatnio poprawne) i tak wszystko się zacznie. Dopiero dzień później w Londynie zapalony zostanie na oczach kilku miliardów ludzi znicz olimpijski.
Wszystko wskazuje na to, że znów będą to rekordowe igrzyska pod każdym względem. Przede wszystkim liczby startujących w Londynie państw. Tych bowiem na świecie przybywa i przybywa. Na szczęście mamy już też dawno za sobą nikomu niepotrzebne bojkoty igrzysk z lat 70-tych i 80-tych. Ambitne plany ukarania władz tego czy innego reżimu kończą się zawsze tak samo – dramatem sportowców przygotowujących się 4 lata do życiowej szansy, by w ostatniej chwili dowiedzieć się od polityków, że na igrzyska nie pojadą bo ktoś tam jest be. Traci zawsze tylko sport i sportowcy. Nikt więcej.
Wiele znakomitych gwiazd, niedoszłych niestety polskich gwiazd z Los Angeles, do dzisiaj dochodzi swoich praw. Jak wiemy, medaliści olimpijscy mają u nas prawo do dożywotniej renty. Ci wycofani z LA takich praw nie mają, no bo medali nie zdobyli.
Sport sam się nie obronił przed bojkotami. To politycy zrozumieli, że krzywdzą w ten sposób jedną z najpiękniejszych dziedzin ludzkiej aktywności. Dlatego bez zrozumienia patrzę na propozycję odebrania Białorusi mistrzostw świata w hokeju. To już przerabialiśmy i wiemy, ze nie Łukaszenka w gruncie rzeczy straci ale sportowcy i ci biedni ludzie na Białorusi, którzy takich rozrywek mają wyjątkowo mało.

Autor jest attache olimpijskim polskiej ekipy London 2012.