Kilka lat temu znany (z tego, że jest znany) trener, mocno zmęczony i spóźniony dotarł na mecz swojej drużyny. Piłkarzom, niestety, szło kiepsko. W przerwie wściekły trener wpadł do szatni i rugał swoich ligowców od góry do dołu. Po kilku minutach ciszy jeden z odważniejszych wstał i mówi: panie trenerze, ale to nie ta szatnia...
REKLAMA
Podobne wrażenie miałem słuchając wczoraj kolorowych dam wrzeszczących na Manifie: „Chcemy chleba, a nie igrzysk!” Miłe panie - nie ten adres. Doskonale rozumiem waszą niechęć do sportu. Tak jak wielu innych głęboko wrażliwych humanistów, brzydzą was brudne koszulki na boisku i nie zawsze parlamentarne okrzyki ludzi spod znaku „samczego, infantylnego kultu igrzysk" - jak wytwornie nazywa takich jak ja - mam ciągle nadzieję, moja serdeczna koleżanka - Kazia Szczuka.
Szanuję Was i takie poglądy bardzo. Też wolałbym więcej miejsc pracy w bliskim mojemu sercu i Kazi, Włocławku. Też chciałbym widzieć starannie wyedukowane młode pokolenie. Liczę, że tak będzie. Ale na pewno nie stanie się to kosztem skórzanego pęcherza. Oburzony profesor medycyny pomstował w niemieckiej telewizji na wysokie zarobki piłkarzy i mizerne młodych naukowców. Znakomity piłkarz i trener Jurgen Klinsmann odpowiedział wówczas skromnie - bo, panie profesorze mamy w Niemczech kilka tysięcy wybitnych chirurgów i ani jednego lewoskrzydłowego.
Tym wszystkim, którzy wieszczą gospodarczą klęskę po EURO chcę powiedzieć, że wbrew sceptykom, to właśnie Igrzyska we współczesnym świecie dają pracę, a więc chleb. Anglicy za swój największy dzisiaj atut gospodarczy uznają turystykę, a motorem napędowym w 2012 roku ma być nie tylko Diamentowy Jubileusz EII, ale przede wszystkim Igrzyska Olimpijskie. 30 milionów turystów zostawi w Anglii 17 miliardów funtów. Koszt Igrzysk to ledwie 10 miliardów. No to będzie z tego chleb i żłobki, czy nie?
W Polsce turystyka na taką skalę dopiero sie zaczyna. Nic nie wskazuje na to, że znów będziemy budować huty, kopalnie i stocznie. A wręcz przeciwnie, cele są inne: chcemy raczej pokazać światu jacy jesteśmy piękni i mili. Milion, który nawiedzi EURO 2012, mam nadzieję, nie będzie forpocztą zgniłej, zachodniej, upadłej klasy, szukającej wódki i seksu na Wschodzie, lecz ciekawymi świata i ludzi Europejczykami.
No i jeszcze jeden wielki atut dla pań - w czasie EURO ulice miast będą puste i nikt nie będzie przeszkadzał wykrzyczeć swoje antyfutbolowe hasła.
