W niedzielę na ulicach Warszawy kolorowa Manifa, a we wtorek szef Solidarności zaprotestował przeciwko EURO w Polsce. Solidarność zamierza na stołecznym bruku, w trakcie Euro nakłaniać kibiców do dyskusji politycznej na temat praw związkowych. Mój kolega Senator i znakomity bloger Filip Libicki obawia się nawet wojny domowej w centrum stolicy. Myślę, że chociaż Senator świetnie orientuje się w sprawach sportowych, to jednak nie docenia siły futbolu. Jestem pewny, że tysiące kibiców z całej Europy uznają palenie opon jako happening, celowo przygotowany przez organizatorów EURO, żeby dodać mistrzostwom kolorytu i zapachu...

REKLAMA
Zastanawiając się głębiej nad tym „porozumieniem ponad podziałami” można powiedzieć, że stworzono oto koalicję antyfutbolową. Najdziwniejszą koalicję świata. Kolorowe damy rozumiem, a nawet lubię. Dość powiedzieć, że w rodzinnym domu nie mam lekko, bo żona i córka na futbol patrzą pogardliwie. Z zięciem staramy się godnie ten despekt wytrzymać. Nawet znosimy cierpliwie edukację feministyczną, gdy w ramach oczyszczenia mnie z histerii sportowej kierują one rozmowę w stronę pani Danuty Wałęsowej i jej drogi życia, wyłączając telewizor w trakcie meczu (na szczęście w pierwszej połowie).
Książkę pani Danuty Wałęsowej przeczytałem, dzielną kobietę skomplementowałem, ale chciałbym także w spokoju obejrzeć EURO. Ironią losu jest, że miałaby w tym przeszkodzić Solidarność. Ta sama pod szyldem której i jako jej członek maszerowałem i 30 lat temu wznosiłem okrzyki "stare związki na Powązki!" Historia lubi się powtarzać...