Sportowy wieczór. Mamy w kraju już kilka stacji TV i oczywiście większość pokazuje piłkę nożną. Nie znam już tego pokolenia najmłodszych komentatorów, ale słyszę zwykle to samo: „ z boiska wieje nudą, zagrał do boku, jeden na jeden, wycofał do tyłu…”
REKLAMA
Zastanawiam się, czy oni jeszcze czytają książki, czy wyłącznie fora internetowe? Czy bez mapy trafią do teatru? Czy tam kiedyś byli? Bełkot jakiego nigdy wcześniej nie słyszałem. No bo nie było nigdy tylu stacji, a były wymagania. Karta mikrofonowa, jakakolwiek dykcja. Skrzeczą ci nieudolni naśladowcy swoich nieco starszych (utalentowanych zresztą) idoli, czyli Borka, czy inteligentnych i dowcipnych sprawozdawców z C+. Oczywiście wiedzą doskonale, ile goli lewą nogą z prawego skrzydła strzelił „świeżo upieczony nabytek kołcza x”, ”cudowny artysta z Camp Nou w dniu dzisiejszym”. Na szczęście „mecz dobiega końca”…
Z litości zostawiam w spokoju NBA, bo tam komentatorzy już tylko raz na kwartę, albo nawet rzadziej odezwą się po polsku wtrącając nasz język do niby-mowy koszykarskiej. Na szczęście chociaż koszykarze-eksperci z Hubertem Radke na czele mówią po ludzku…
Inny kanał i inny człowiek. Tenis. Pan Bohdan Tomaszewski. Ponad 90 lat, ciągle w nadzwyczajnej formie. Tak jak ten „smagły Nadal”. Absolutnie najstarszy na świecie komentator sportowy. I ciągle najlepszy! Słucham jak zawsze urzeczony językiem tak odległym od grypsery tych „harcowników pola karnego”. Mam apel do właścicieli, czy choćby wydawców programów sportowych z udziałem „goleadorów”: zanim zaczną ten swój „taniec z piłką” niech obowiązkowo słuchają chociaż przez pół godziny Pana Bohdana. I im i nam wyjdzie to na zdrowie.
