Smutna ta Wielkanoc. Miało być tak pięknie. Wierzyliśmy, że jak zawsze po strasznej walce, jak zawsze po nerwach i dramatach, ale na igrzyska ręczni pojadą. A tymczasem niespodziewanie i brutalnie skończyła się 5-letnia radość kibiców piłki ręcznej. Niestety…
REKLAMA
Miałem szczęście oglądać pięć lat temu w Berlinie radość wicemistrzów świata, a później kochani „ręczni” jeszcze wielokrotnie częstowali nas horrorem, ale prawie zawsze z happy endem! W sobotę Polska krzyczała, płakała i pomstowała przed telewizorami, wściekała się, gdy niewyobrażalny dramat rozgrywał się w hali w Alicante.
- „Już byliśmy w samolocie do Londynu” - przyznał jeden z nasz dzielnych szczypiornistów. Tylko, że sportowy Bóg jeszcze wstrzymał nominacje, jeszcze trzeba było czekać. Może byli zbyt pewni siebie? Może mało skoncentrowani? A może też winien trener Wenta, że nie przerwał gry czasem dla Polski? Wiele, jak to w takiej sytuacji, przyczyn i właściwie rozstrzyganie porażki nie ma sensu. Przecież olimpijski awans podali Serbowie na talerzu. Trzy, później dwa, aż wreszcie jeden gol przewagi. W dwie minuty roztrwoniliśmy cztery lata. Ale była jeszcze nadzieja, bo piłka znalazła się w naszych rękach i tylko 20 sekund dzieliło nas od Nieba!
W Wielkanocny wieczór Hiszpania wycofała nas z Londynu. I chyba zakończyła ważny rozdział w historii tego niezbyt wcześniej popularnego sportu. Już nigdy nie będzie tak jak przez te pięć lat. Mimo wszystko dziękujemy za te nerwy i wzruszenia…
PS. Dzisiaj prawie ani słowa o golfie, bo Tiger niestety grał tak jak Polacy w Alicante. Może za rok zdobędzie tę zieloną marynarkę?
