Znowu zaczyna się skomlenie stronników prezydenta Bronisława Komorowskiego, żeby ratować Polskę. Jak czytam "zwolennicy Polski racjonalnej, łączcie się!" i podobne pierdoły, to mi się wymiot w trzewi budzi. Trzeba było zawczasu apelować do tych imbecyli, którzy wymodzili kampanię "bronkobus wśród ludu" i żądać, by swojską przaśność dobrego wujka zastąpili racjonalnością przyzwoitego nudziarza, któremu po raz kolejny warto zaufać. Kukiz ponad progiem pięciu procent to właśnie ich zasługa. Sam nigdy by tyle nie zdobył, bo szczyt jego możliwości - użyjmy bliskiej Kukizowi metafory koncertowej - to jednak sceny prowincjonalnych domów kultury, a nie Stadion Narodowy.
Pytanie "jaka ma być Polska?" ma w sobie wymiar infantylnego refrenu kolonijnej piosenki. Tymczasem kwestia "jakiej Polski nie zbudowaliśmy, choć dano nam na to szansę?" jest już refleksją umysłu dojrzałego, który uświadamia sobie własną nieodległą gówniarzerię. Chyba nadszedł czas, żebyśmy my - dotąd wierni zwolennicy odpowiedzialności za Polskę, głosujący od lat na "mniejsze zło" - powiedzieli: dość! Nie udzielamy więcej kredytów dłużnikom, którzy nie spłacili poprzednich. Ba, nawet ich spłacać nie zaczęli.
