Znowu zaczyna się skomlenie stronników prezydenta Bronisława Komorowskiego, żeby ratować Polskę. Jak czytam "zwolennicy Polski racjonalnej, łączcie się!" i podobne pierdoły, to mi się wymiot w trzewi budzi. Trzeba było zawczasu apelować do tych imbecyli, którzy wymodzili kampanię "bronkobus wśród ludu" i żądać, by swojską przaśność dobrego wujka zastąpili racjonalnością przyzwoitego nudziarza, któremu po raz kolejny warto zaufać. Kukiz ponad progiem pięciu procent to właśnie ich zasługa. Sam nigdy by tyle nie zdobył, bo szczyt jego możliwości - użyjmy bliskiej Kukizowi metafory koncertowej - to jednak sceny prowincjonalnych domów kultury, a nie Stadion Narodowy.

REKLAMA
Polska przetrwała 123 lata zaborów, przetrwa i kolejne pięć lat złego prezydenta (to jasne, że z tych, który startują obecnie, żaden dobry nie będzie). Ale czas chyba skończyć już z żałosną iluzją inteligenckich elit, że trzeba koniecznie głosować na wszystko, co się wiąże z Platformą, bo kolejne wygrane PO ratują Polskę. Nie, nie ratują. One ratują tylko te pasożytnicze struktury, przyczepione do władzy, które obsiadły żerowiska na styku rzek: Pieniądz Publiczny i Interes Osobisty.
Oczywiście wraz z PiS, SLD, PSL czy Korwinem przyjdzie identyczna patologia, może nawet groźniejsza, bo głodna krwi, kasy i splendoru. Ale klęska PO wydaje się niezbędna do fundamentalnych przewartościowań - zarówno wśród elektoratu centrowego jako i centrowych polityków, i do zmierzenia się z odpowiedzią na bolesne pytanie: jakiej Polski nie zbudowaliśmy?
Wbrew pozorom nie jest to ta sama odpowiedz, co na pytanie: jaka ma być Polska?
Pytanie "jaka ma być Polska?" ma w sobie wymiar infantylnego refrenu kolonijnej piosenki. Tymczasem kwestia "jakiej Polski nie zbudowaliśmy, choć dano nam na to szansę?" jest już refleksją umysłu dojrzałego, który uświadamia sobie własną nieodległą gówniarzerię. Chyba nadszedł czas, żebyśmy my - dotąd wierni zwolennicy odpowiedzialności za Polskę, głosujący od lat na "mniejsze zło" - powiedzieli: dość! Nie udzielamy więcej kredytów dłużnikom, którzy nie spłacili poprzednich. Ba, nawet ich spłacać nie zaczęli.
Mam wrażenie, że w Polsce 2015 potrzebny jest już inny fundament założycielski dla odpowiedzialnego myślenia o państwie niż platformerskia pieśń o konieczności utrzymania jedności Królestwa. Tym bardziej, że już od dawna widać, że "rozbicie dzielnicowe" - które zaplanował dla nas Donald Krzywousty - pogłębia się, a dzielnicy centralnej zarządzanej przez Ewę Kopacz coraz dalej do prowincji Grzegorza Schetyny tudzież arcybiskupstwa Bronisława Komorowskiego.
Owszem, przegrana Platformy Obywatelskiej w 2015 roku będzie miała bolesne konsekwencje dla Polski lat 2015-2019, bo ci, którzy po niej przyjdą, będą równie źli, a prawdopodobnie i gorsi. Ale wygrana PO może okazać się jeszcze straszniejsza - ponieważ pokaże i politykom, i elektoratowi, że cyniczne utrzymywanie władzy dla samego trzymania władzy i po nic innego, ma sens i bywa nagradzane.