Wbrew relatywizującym zestawieniom religii (że każda niesie w sobie zalążek totalizmu) istnieją istotne różnice między pomysłem na misyjność między współczesnym islamem, a współczesnym chrześcijaństwem. Nie wspominając o buddyzmie.
REKLAMA
Kierunek ekspansji jest dość jasno wytyczony, stąd przecież dzisiejsze zamieszanie w Europie. Nie mamy do czynienia z setkami tysięcy chrześcijan w okolicach Mekki, tylko setkami tysięcy muzułmanów w okolicach Rzymu.
Że uda ich się zamienić w liberalną i światłą prosecco-lewicę albo choćby przekonać do europejskiego modelu życia (wbrew pozorom europejscy wierzący i niewierzący żyją podobnie), to mrzonka. Procesy, które dzieją się aktualnie, bez dwóch zdań wpłyną na zwiększenie konfliktów na Starym Kontynencie. Zwłaszcza, że na wieść o tym, iż Europa pomaga biedniejszym (czyli, że w naszym rozumieniu: jest dobra, a w rozumieniu wielu innych: słaba), fala migrantów dopiero ruszy. I wtedy obecny lewicowy paradygmat o prawie każdej jednostki do wyboru miejsca do życia na Ziemi (dziś obowiązujący w wielu liberalnych środowiskach w Europie, w tym w Polsce) ulegnie anihilacji. I okaże się, że empatia najbardziej empatycznych też jest ograniczona.
