I zabrakło samolotów… Gdyby stosować metody stanowienia prawa w Polsce do lotnictwa, taki byłby efekt. W projektowaniu samolotów mamy fazę, która nazywa się demonstratorem technologii. Jest to model w mniejszej skali albo prototyp uproszczony – który buduje się w celu sprawdzenia, czy owe żelazko w ogóle będzie latać. W stanowieniu prawa od razu do tego demonstratora wsiada cały naród.

REKLAMA
W lotnictwie, następnie jest prototyp – czyli bliski końcowego modelu samolot, który jest dogłębnie testowany – często przez lata.
W efekcie powstają samoloty, które latają przez kilkadziesiąt lat w służbie linii lotniczych lub wojska i spadają rzadko.
Tworzenie prawa w Polsce przebiega zupełnie inaczej. Grupa posłów lub urzędników ma wspaniały pomysł. Konsultuje ten pomysł z paroma ludźmi z branży, czasami z innymi partiami po czym przepycha przez ministerstwo i Sejm. Następnie wykonują eksperyment na narodzie – jego 34 milionach ludzi – na żywca.
To tak jakby następny samolot Boeinga stworzyli dziennikarze, literaci i politycy, narysowali, wykuli w metalu i wprowadzili masowo do linii lotniczych – bez testów, bez prototypu, na zdrowy rozsądek…
Myślę, że szybko nie byłoby lotnictwa.
Politycy w Sejmie dumni są z „obrotu” – liczby uchwalonych ustaw i poprawek. Ciężko pracują i walczą. A skutki ich pracy znamy na co dzień.
Pan Minister Kwiatkowski powiedział, że „ważniejsze są tzw. dobre praktyki, czyli prezentowanie projektów ustaw, co do których wartości nikt nie ma wątpliwości” . Ja się obawiam, że to grubo za mało. To, że szacowne (sic) grono nie ma wątpliwości, nie oznacza, że robi rzeczy z sensem.
Prawo jest testem na żywym organizmie społeczeństwa. Na konkretnych ludziach w konkretnych sytuacjach z konkretnymi marzeniami, kulturą, wiedzą i chęcią. Można te rzeczy sobie wyobrażać, można może symulować, ale w rzeczywistości sprawdzamy to „bojem” jak Armia Czerwona.
Zmiany w sposobie legislacji powinny wymagać, by dane prawo było wprowadzane stopniowo. By, jeśli to możliwe, początkowe skutki ograniczyć do niewielkiego terytorium – na przykład gminy, później województwa. W wielu przypadkach taka konstrukcja prawna nie może funkcjonować, ale może funkcjonować choć demonstrator technologii – ustawa lokalna zawierająca kilka węzłowych zapisów, które wymagają przetestowania.
Prawdopodobnie nie można różnicować terytorialnie kary za morderstwo, ale można procedury więzienne, profilaktykę, organizację pracy Policji. Znacznie łatwiej jest z ustawami gospodarczymi – ostatecznie są precedensy jak strefy ekonomiczne czy system rejestracji pacjentów w województwie śląskim. Co przeszkadzało, by ustawę o lekach wprowadzić najpierw w skali powiatu?
Nasi posłowie i urzędnicy są przekonani, że są w stanie objąć rozumem skomplikowane systemy. A przecież nie jest to elita intelektualna narodu – biznes płaci więcej i wysysa mądrych. Mniej wrażliwi na pieniądze pracują w nauce. Więc więcej pokory by się przydało. W lotnictwie brak pokory oznacza trupy. Wbrew pozorom w stanowieniu prawa też – tylko katastrofy są mniej spektakularne, ale bolesne dla znacznie większej liczby ludzi.