Gdy 2 lata temu amerykański koncern medialny Viacom oskarżył YouTube o piractwo, zażądał odszkodowania w wysokości 1 miliarda dolarów. Wtedy sędzia pierwszej instancji oddalił sprawę. Powołał się na zasadę braku odpowiedzialności firmy za działania użytkowników. Pod warunkiem przestrzegania zasad zawartych w ustawie z czasów Clintona zwanej Aktem Millenijnym albo DMCA. I tak YouTube musiał udowadniać, że przestrzegał wszystkich procedur – zamiast to Viacom udowadniać, że YouTube popełnił jakieś wykroczenie. DMCA z wielu powodów to złe prawo. O czym dalej.
REKLAMA
Teraz sprawa wróciła. Sąd apelacyjny nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy Viacom kontra YouTube.
Co by się stało, gdyby Viacom wygrał? W kolejce po miliardowe odszkodowania ustawiły by się kolejne potęgi medialne oraz tysiące mniejszych firm – by zdążyć uszczknąć trupa.
Trupa, bo wypłacenie przez YouTube, a w zasadzie Google (właściciel YT) kilkunastu miliardów dolarów odszkodowania spowodowałby zamknięcie największego serwisu wspierającego masową twórczość na świecie oraz zadałoby śmiertelny cios jednej z najbardziej innowacyjnych firm technologicznych świata.
Wszystko pod sztandarami wspierania twórczości i innowacyjności.
Psucie prawa autorskiego i patentowego to już stuletnia tradycja. Albo jeszcze dłuższa. Szczegóły teraz zostawmy, ale to ostatnie stulecie doprowadziło ten fragment regulacji cywilizacyjnej do takiego poziomu degeneracji i szkodliwości społecznej, że zaczyna to być zauważane teraz przez masy.
A nie było zauważane, bo prawo autorskie obchodziło zawsze wąskie grupy społeczne. Czytanie ze zrozumieniem nie jest powszechną umiejętnością, a poza tym w ostatnim stuleciu lud miał ważniejsze zajęcia – rewolucje komunistyczne, faszyzm, wojny światowe, holokaust, Zimną Wojnę, masową turystykę, telewizję etc…
Prawo autorskie przemykało się pod społecznym radarem i dopiero rozpowszechnienie Internetu spowodowało, że zwykły człowiek na własnej skórze poczuł jego fatalne skutki.
Historia ACTA w Polsce jest tu dobrym przykładem. Rząd PO-PSL traktował ACTA jako sprawę techniczną – kolejny międzynarodowy traktat dotyczący kąta ugięcia bananów. Stąd w czasie słynnej konferencji ludowej ministrowie Boni, Zdrojewski i Premier Tusk wykazywali się rozbrajającą niewiedzą o traktacie – jego skutkach, historii powstania i treści. Jestem przekonany, że do dziś nie wiedzą, o co tam chodzi.
Również dziennikarze i opinia publiczna zareagowała przede wszystkim na brak konsultacji, rażące naruszenia praw obywatelskich i sposobów stanowienia prawa w państwie europejskim. Istocie traktatu – prawom autorskim – nie poświęcono wiele słów. Czyli znowu lobby medialnemu udało się odwrócić uwagę od rzeczy zasadniczej. Trzeba też pamiętać, że zwykle czujna IV władza (dziennikarze) pracują dla firm, które są stroną w sporze. Stąd i brak nagłośniania przez ostatnie kilkadziesiąt lat oraz rozpowszechnianie jednostronnej propagandy. Udział Kościoła katolickiego w zwalczaniu piractwa należy uznać za objaw pełnej już atrofii intelektualnej i moralnej książąt tej instytucji – widocznej nie tylko w tej sprawie.
Co z tą Cywilizacją Zachodu?
Co z tą Cywilizacją Zachodu?
Europa zaludniona była przez setkę narodów, osiadłych przez chwilę w swoich księstwach, królestwach, landach, województwach… Narodów i innych tworów politycznych, które bez przerwy prowadziły z sobą wojny – czy to stalą, czy pieniądzem. A wojny i handel bazują na wymianie informacji, idei, pomysłów, implementacji i sztuki.
Sztuka znakomicie zyskuje na tej wymianie idei – co można łatwo stwierdzić porównując różnorodność, liczbę i klasę artystów działających w ciągu 2000 lat historii Japonii i 120 lat historii Florencji w czasach około Leonarda. Podobnie było z przemysłem, techniką, organizacją i wojskowością.
Nawet chrześcijaństwo nie zdołało zahamować, a uległo aktywności Europejczyków – rozpadło się na wiele różnych kościołów o konkurencyjnych drogach do zbawienia, innowacyjnych rytuałach i różnorodnych sposobach pozyskiwania środków na działalność.
Europa ani nie była ludna, ani bogata w zasoby. Jej wielkość nie polegała też początkowo na czystej innowacyjności – jeszcze do 1600 roku prawie wszystkie najważniejsze wynalazki człowieka powstały w Chinach lub Indiach.
Przewaga Europy polegała na umiejętności maksymalnego wykorzystania zasobów, szybkości podejmowania decyzji, akceptowania ryzyka. Podstawą był przede wszystkim sprawny transfer informacji i idei. Każdy wynalazek był natychmiast rozpowszechniany, udoskonalany i zastosowany praktycznie na różne sposoby. W historii Europy prawie nigdy nie zetkniemy się z sytuacją, gdzie mija 500-1000 lat od wynalazku do jego rozpowszechnienia (co było nagminne w Chinach).
Po 500 latach grozi nam zlikwidowanie tej cywilizacyjnej przewagi. Europa wróci na swoje miejsce biednego zaścianka wielkich cywilizacji Azji.
A obecne prawo autorskie i patentowe (nieprzestrzegane w Azji) stworzone jest tylko dla korzyści wąskiej grupy beneficjentów, którzy dla swojego małego zysku gotowi są spalić Rzym, by zarobić na wiaderkach.
