
W pierwszym, debiutanckim wpisie, podobno należałoby się przedstawić. Postaram się by nie było banalnie, ale ostrzegam, może być trochę sentymentalnie. Otóż w skrócie: jestem dziennikarką, której zapisana w genach niezgoda na to, że najsłabszym dzieje się źle, nakazała rezygnację z zawodu i przejście do trzeciego sektora. Ktoś może się uśmiechnąć czytając o altruizmie zapisanym w genach, ale jeżeli chodzi o mnie, jest to szczera prawda. I jest to zaangażowanie społeczne dokładnie i ściśle określone.Określone przez moją babkę w Warszawie, w lutym 1945 roku.
REKLAMA
Babcia Apolonia zawsze chciała mieć dużo dzieci, przez wojenną zawieruchę ciągnęła za sobą troje. Zawsze powtarzała, że po wojnie otworzy ochronkę dla wojennych sierot. Nie zdążyła. Te szczytne plany przerwała seria w brzuch od pijanego czerwonoarmisty, którego próbowała uciszyć, żeby nie obudził dzieci…
Kiedy na drzwiach zdjętych z pokoiku mojej półtorarocznej matki wieźli ją wozem do szpitala, powtarzała dziadkowi: „Dzieci, Kochany, pamiętaj o dzieciach”. I oto jestem ja, wnuczka Apolonii, dziennikarka telewizyjna z długim stażem, której przestaje wystarczać „pomaganie na ekranie” i która rzuca wszystko, by pracować dla organizacji, która powstała po wojnie po to by zając się wojennymi sierotami. Taka karma.
Jako organizacja SOS Wioski Dziecięce są kojarzone właśnie z opieką zastępczą, z domem dla porzuconych i osieroconych dzieci, których rodzice biologiczni z różnych powodów nie mogą wychowywać. Ale SOS ma także inną działalność, to umacnianie rodzin, odpowiedź na sygnał SOS od dzieci, które żyją w rodzinach, które sobie nie radzą. Takich rodzin dziś w dobie pandemii koronawirusa, jest cała masa. Chyba najlepiej będzie wytłumaczyć to na przykładzie:
Wyobraź sobie małą dziewczynkę, ma na imię Kasia i tylko 7 lat. Jest małą jak na swój wiek, drobną blondynką z cienkim warkoczykiem. Kasia teraz siedzi w swoim pokoju wciśnięta w kąt między regałem, a kartonowym pudłem z zabawkami, mocno przyciskając do siebie swojego trzyletniego brata Julka i zastanawia się co zrobiła nie tak, czy znów była niegrzeczna, czym zawiniła, że jej świat znów rozpada się na kawałki, tak jak kubek, którym tata właśnie z wielkim hukiem rzucił o ścianę…
Przez pandemię i kryzys tata stracił pracę, przerwał terapię i znów zaczął pić. Mama na początku tylko płakała, ale teraz jest ciągle zła, nie tylko na tatę ale i na Kasię i Julka.
Kasia, siedząc cichutko w kącie, może tylko czekać aż krzyki zza ściany przerodzą się w coś znacznie gorszego. To tylko mała dziewczynka, nie może zrobić nic więcej, może tylko przyciskać do siebie braciszka by mniej się bał.
Przez pandemię i kryzys tata stracił pracę, przerwał terapię i znów zaczął pić. Mama na początku tylko płakała, ale teraz jest ciągle zła, nie tylko na tatę ale i na Kasię i Julka.
Kasia, siedząc cichutko w kącie, może tylko czekać aż krzyki zza ściany przerodzą się w coś znacznie gorszego. To tylko mała dziewczynka, nie może zrobić nic więcej, może tylko przyciskać do siebie braciszka by mniej się bał.
To takim dzieciom jak Kasia opiekujemy się w naszym „SOS Rodzinie”, dzieci mają u nas pomoc psychologiczną, ciepły posiłek, pomoc w odrabianiu lekcji. Rodzice pomoc i wsparcie w znalezieniu motywacji do tego żeby zmienili swoje życie. W czasie pandemii nasze kontakty z rodzinami, choć zdalne są jeszcze częstsze i intensywniejsze niż zanim to szaleństwo się zaczęło.
Podczas odrabiania lekcji zawsze chcemy zobaczyć dziecko, choćby przez internetową kamerkę, często z nimi rozmawiamy wyczuleni na każdy smutek w głosie, na każde odbiegające od normy zachowanie. Z rodzicami, gadamy, gadamy i jeszcze raz gadamy. By wesprzeć, odciążyć, pomóc. Stres wywołany utratą pracy, zamknięcie wielu osób na małej przestrzeni, gdzie nikt nie ma szansy choć na chwile pobyć sam, frustracja związana ze zdalną edukacją i tym, że nie umiemy pomóc własnemu dziecku, to tzw. wyzwalacze, od których niedaleka droga do alkoholu, agresji czy przemocy.
Rodzin w „SOS Rodzinie” mamy 482 w różnych częściach Polski, mieszka w nich ponad 1200, dzieci. A ile jest rodzin w kryzysie w całym kraju? „W kryzysie” nie oznacza, że są to rodziny biedne, korzystające z pomocy społecznej. Bo 500 plus to uproszczenie skutecznie zlikwidowało. Ile ich jest? Ile żyje w nich dzieci? Tego niestety nie wiemy. Wiemy za to, że 40% dzieci w wielu szkolnym doświadczyło przemocy ze strony osoby bliskiej, a milion żyje w rodzinach z problemem alkoholowym.
I nagle przychodzi pandemia i okazuje się, że te dzieci potrafią znikać. Dyrektorzy szkół alarmują, że od początku izolacji z wieloma dziećmi kontakt się urwał. Nie biorą udziału w zajęciach, nie odbierają telefonów, nie realizują zadań, nie ma też kontaktu z ich rodzicami. Ile jest tych dzieci, gdzie mieszkają i czy ktoś robi coś by przestały być niewidzialne? Na te pytania mimo zapytań Rzecznika Praw Obywatelskich i organizacji pozarządowych nadal nie ma odpowiedzi…
Kryzys zawsze najmocniej uderza w najsłabszych.
Dzieci, kochani, pamiętajmy o dzieciach!
Jeżeli chcecie pomóc nam uczynić je widzialnymi, możecie to zrobić tu: https://zagrozenie.wioskisos.org/
Kryzys zawsze najmocniej uderza w najsłabszych.
Dzieci, kochani, pamiętajmy o dzieciach!
Jeżeli chcecie pomóc nam uczynić je widzialnymi, możecie to zrobić tu: https://zagrozenie.wioskisos.org/
