
„Nie mów nikomu co się dzieje w domu”, to „światłe” przysłowie, nam urodzonym w latach 70 i 80 wpajały nasze matki i babki. Lepiej brudy prać w domu, bo przecież co ludzie powiedzą i będzie wstyd. Dziś, w dobie pandemii (Boże jak ja nie znoszę tego wyrażenia!), kryzys dotyka każdej dziedziny naszego życia.
REKLAMA
Mamy kryzys w pracy, bo pandemia i nie wiadomo co to będzie, albo już straciliśmy pracę. Mamy kryzys w domu, bo izolacja co prawda umocniła to co silne, ale i obnażyła słabe strony naszych relacji. Pół biedy jeżeli jest jak w tym pandemicznym dowcipie: nagle okazuje się, że ten najnudniejszy kolega z biura jest Twoim mężem. Gorzej, gdy np. z kryzysem próbujemy sobie radzić za pomocą alkoholu, popadamy w apatię, nie radzimy sobie z wychowywaniem dzieci lub miewamy napady agresji, stosujemy przemoc lub jesteśmy jej ofiarą. W takich wypadkach koniecznie należy zwrócić się o pomoc. Od marca wiele organizacji pozarządowych, w tym moja, uruchomiło telefony, adresy mailowe i infolinie, wspierające ludzi w kryzysie. Po wpisaniu w Google hasła: „pomoc psychologiczna w dobie pandemii” wyskakuje ponad 12 milionów wyników. Jest z czego wybierać.
Tymczasem jak wskazują jeszcze przed-covidowe badania (z 2017 roku, nowszych nie ma),z tego typu pomocy korzysta około 15% Polaków. Pandemia sporo zmieniła, ale jak wynika z obserwacji ekspertów jest nadal duża grupa ludzi, która mimo, że potrzebuje pomocy nigdy o nią nie poprosi. Dlaczego? Dlaczego nie chcemy powiedzieć innej, profesjonalnej osobie, o której wiemy, że może nam pomóc, o swoich kłopotach?
Odpowiem Wam. Bo będzie wstyd. Bo jak mówiła wciąż mieszkająca w nas Pani Dulska „po to mamy cztery ściany i dach by brudy swoje w nich prać”. Bo w idealnym świecie rodem z Instagrama czy śniadaniówki, pełnym idealnych ciał, ludzi sukcesu i słodkich rodzinnych obrazków bardzo trudno przyznać się do rysy na naszym własnym portrecie. Wstydzimy się, że z nami w przeciwieństwie do innych jest coś nie tak. A tymczasem, wierzcie mi na słowo, jako osobie pracującej w organizacji wspierającej rodziny w kryzysie- kryzys może się zdarzyć w każdej rodzinie.
Odpowiem Wam. Bo będzie wstyd. Bo jak mówiła wciąż mieszkająca w nas Pani Dulska „po to mamy cztery ściany i dach by brudy swoje w nich prać”. Bo w idealnym świecie rodem z Instagrama czy śniadaniówki, pełnym idealnych ciał, ludzi sukcesu i słodkich rodzinnych obrazków bardzo trudno przyznać się do rysy na naszym własnym portrecie. Wstydzimy się, że z nami w przeciwieństwie do innych jest coś nie tak. A tymczasem, wierzcie mi na słowo, jako osobie pracującej w organizacji wspierającej rodziny w kryzysie- kryzys może się zdarzyć w każdej rodzinie.
A lekarstwem na wstyd związany z proszeniem o pomoc jest… empatia. SOS Wioski Dziecięce już od 16 lat prowadzą programy „SOS Rodzinie”, gdzie umacniamy rodziny w trudnych sytuacjach życiowych. Tak pełnych empatii, zrozumienia, akceptacji i wiary w drugiego człowieka ludzi nie spotkałam nigdzie. Sami zobaczcie:
Więc jeżeli potrzebujecie pomocy- dajcie znać: pomoc.wioskisos.org., a jeżeli chcecie nam pomóc umacniać rodziny to zapraszamy tu Pomóż nam chronić dzieci
