Ten czwartek miał być spokojnym dniem. Miała być prezentacja podsumowująca 2021 rok, przegląd działań strategicznych, przygotowanie do szkolenia z social-mediowych narzędzi, jakiś wywiad. Rano 24.02.22 wszystko okazało się nieważne. Odtąd była tylko jedna myśl: jak najszybciej zabrać dzieci z tego piekła! Jechać natychmiast i zabrać je w bezpieczne miejsce. Kropka.

REKLAMA
Z tego dnia nie pamiętam wiele, może z wyjątkiem swego rodzaju wewnętrznego jęku, gdy Serhij Lukashov, dyrektor SOS Ukraina, powiedział nam jaka będzie skala potrzeb. 98 tysięcy dzieci w pieczy instytucjonalnej i 64 tysiące w rodzinach zastępczych, pomyślałam tylko: „ O Boże”…
Polska nie jest na to gotowa. Nikt nie jest.
Gdy spotykam się z nowymi współpracownikami naszej organizacji zawsze mówię, że największą siłą SOS jest to, że zawsze podążamy za dzieckiem. W tej ekstremalnej, a nawet granicznej sytuacji jako zespół mocno się tego trzymaliśmy. To właśnie dlatego mamy teraz w SOS Wioskach Dziecięcych „kolejną wioskę” ukraińskich dzieci z rodzin zastępczych, domu dziecka i ich opiekunów, to dlatego szykujemy kolejne miejsca dla dzieci z sierocińców, dlatego tworzymy Centra Specjalistyczne SOS, które będą leczyć dziecięcą traumę i szkolić kadry. Jako zespół zdaliśmy i nadal zdajemy ten egzamin. Na szczęście nie jesteśmy w tym sami.
To niewiarygodne jak wiele osób, kierując się wrażliwością na los dzieci, które nie mają nikogo, pośpieszyło nam z pomocą. Nie potrafię wymienić wszystkich, którzy w ciągu ostatniego miesiąca dzwonili do mnie z pytaniem: jak nam pomóc? Od wolontariuszy, darczyńców, dziennikarzy, sportowców, gwiazd, właścicieli firm i przedsiębiorstw. Wystarczyły wielkie serca i telefon. Naprawdę.
Bardzo szybko zorganizowała się grupa pomocowa która w kilka dni wyposażyła miejsca w wioskach dla uciekających rodzin zastępczych i kolejną która zajmowała się ewakuacją. To były niezwykłe rozmowy: „Jacku, potrzebujemy 30 łóżek. OK. Już do Ciebie jadą”, „Darku, potrzebny autokar i nocleg dla 80 osób na jutro. OK. daj mi chwilę. Mam”! Nigdzie i nigdy nie widziałam takiej energii i zaangażowania. No chyba, że wśród dziennikarzy.
Zawsze podkreślam, że mimo pracy w organizacji pozarządowej w głębi duszy pozostałam dziennikarką. Tak jak nigdy nie czułam się tak dumna z tego, że jestem Polką, tak nigdy jeszcze nie byłam tak dumna z przedstawicieli naszego zawodu. Nagle zniknęły wszelkie podziały, zniknął wyścig o słupki, nagle wszyscy byliśmy po prostu ludźmi otwartymi na potrzeby małego bezbronnego człowieka. O naszych działaniach i zbiórkach mówiły i pisały media od prawa do lewa od TVP po TVN, od „Gościa Niedzielnego” przez „Krytykę Polityczną”. Duma.
Jako rzecznik pracuję od dziesięciu lat. Brałam udział w różnych rozmowach. Jedne były trudniejsze, inne łatwiejsze, ale 25 lutego po raz pierwszy popłakałam się udzielając wywiadu na żywo. Bardzo trudno było mi też zachować zimną krew, gdy udzielając wypowiedzi reporterowi, widziałam łzy płynące po policzkach… W pewnym momencie przestałam się o to starać. Dałam sobie prawo do przeżywania i pokazywania emocji. To dało mi więcej siły. Pewnie będzie to kiedyś dla mnie dobry case szkoleniowy, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie teraz.
W ciągu tego miesiąca działy się także zupełnie surrealistyczne rzeczy. Bo czy jako studentka dziennikarstwa myślałam, że kiedyś zadzwoni do mnie z prośbą o wypowiedź: CNN, BBC, CNBC, The Independent, The Wall Street Journal , czy Al Jazeera? Czy mogłam przypuszczać, że kiedyś odbiorę telefon, w którym miła Pani powie: „dzień dobry, mamy dla Was milion euro”, czy kiedykolwiek mogłam spodziewać się telefonu od kogoś z największego portalu społecznościowego?
Ale to już tematy na inną opowieść. Może kiedyś powstanie z tego coś dłuższego. Teraz nadal jesteśmy na wojnie. Nie tylko ewakuowaliśmy dzieci, nie tylko przyjmujemy następne, teraz musimy im zapewnić stałą profesjonalną pomoc, pamiętając o 1815 polskich dzieciach, które mamy pod opieką.
I choć nadal jesteśmy na froncie, to wiem, że wygramy, bo jest tyle osób, które są tam razem z nami.
Pomóc polskim dzieciom możecie przekazując swój 1%, nr KRS: 0000056901.