
Niedawno odebrałam dyplom mediatora rodzinnego. To nic, że większości ludzi (i są na to badania), a nawet większość prawników myli mediację z medytacją. Ta podyplomówka wiele mnie kosztowała. I nie mówię tu o cenie studiów, które na SWPS, jak wiadomo nie są tanie, ale o poświęconym jej czasie i wysiłkom w szalenie absorbującym zawodowo, wojennym czasie.
REKLAMA
Niedawno odebrałam dyplom mediatora rodzinnego. To nic, że większości ludzi (i są na to badania), a nawet większość prawników myli mediację z medytacją. Ta podyplomówka wiele mnie kosztowała. I nie mówię tu o cenie studiów, które na SWPS, jak wiadomo nie są tanie, ale o poświęconym jej czasie i wysiłkom w szalenie absorbującym zawodowo, wojennym czasie.
Ostatnio opowiadałam młodemu człowiekowi o tym jaki widzę w tym ogromny osobisty sukces, o tym ile mnie to kosztowało wyrzeczeń, jak bardzo bywałam zmęczona, że (tak było nie ściemniam) zdarzyło mi się przysnąć na zajęciach, o tym, że nie miałam czasu zupełnie na nic. I oczywiście także o tym, jak ważna jest pomoc psychologiczna, którą po tych studiach w jakimś zakresie będę mogła świadczyć i o wnioskach płynących z wywiadów j akie przeprowadziłam z rodzicami dzieci w kryzysie.
Ale generalnie mówiłam o tym, jak było mi straaaaasznie ciężko i to, że dopchałam ten kamień do końca to był mój wielki sukces. A wiecie co on usłyszał? Że to super, że jestem taka zaangażowana i chcę pomagać ludziom. I wtedy pomyślałam: tak! Właśnie taka jestem! Z resztą nie tylko ja! Tacy jesteśmy wszyscy w tym naszym SOS. Choćbyśmy się podpierali nosami, zrobimy wszystko by pomagać ludziom. Czego piękne świadectwo daliśmy i nadal dajemy w tych wojennych miesiącach. Oczywiście bardzo się staramy pamiętać o sobie, odpoczywać, spać i angażować się tylko w to w co wierzymy, bo inaczej szybko zostałby po nas zawodowy popiół, ale jednak.
Nie odkryję Ameryki pisząc, że czasy mamy niełatwe. Dwa lata pandemii, wojna za wschodnią granicą, kryzys zdrowia psychicznego, szalejąca inflacja. Tak jest ciężko. Widzimy to codziennie w naszych Programach „SOS Rodzinie”. Rodziny już nie mogą pozwolić sobie na wyjazd do rodziny na wieś, bo za droga benzyna. Lody w niedzielę to już jest luksus, nawet te ze sklepu za rogiem. O wspólnym wyjściu do cukierni nie ma co marzyć. Dzieciaki, którym jeszcze niedawno zdarzało się grymasić w czasie posiłku w świetlicy, teraz zjadają wszystko do ostatniego okruszka.
Coraz bardziej kruche jest zdrowie psychiczne ich rodziców, przytłoczonych codziennymi zmaganiami. Opowiadamy coraz więcej takich historii jak ta 10-letniej Oli, która po śmierci rodziców trafiła pod opiekę dziadka.Odkąd zachorował i stracił możliwość pracy, oboje żyją
w skrajnym ubóstwie. Skromna renta nie starcza na leki, opał, podstawowe potrzeby:
w skrajnym ubóstwie. Skromna renta nie starcza na leki, opał, podstawowe potrzeby:
Jak podaje GUS w Polsce Rodziny z co najmniej trójką dzieci należą do najbardziej zagrożonych ubóstwem skrajnym, a co dwudziesta piąta osoba w Polsce wydaje na swoje utrzymanie mniej niż zakłada minimum egzystencji. Najwyższa stopa ubóstwa skrajnego występuje wśród dzieci i młodzieży poniżej 18 roku życia (ok. 5%). Jeżeli Wasza sytuacja pozwala Wam na to, żeby pomóc Oli, możecie wysłać SMS na numer 4777, a moi dzielni koledzy oddzwonią do Was i opowiedzą jak to zrobić. Z Waszą pomocą, zrobimy wszystko co w naszej mocy, by pomóc rodzinom w kryzysie. Tacy już jesteśmy.
