Znów na portalach same dramy. Właściwie schemat jest ciągle ten sam, zmieniają się tylko twarze. Ogłaszanie wielkiej miłości, zdrady, rozstania- morze ludzkich tragedii podane w formie medialnej papki okraszonej obrzydliwymi memami.

REKLAMA
Drama goni dramę. Na kanapie można poczytać, zająć stanowisko, polubić, dać komentarz (najlepiej anonimowo), opowiedzieć się po którejś ze stron i to co lubimy najbardziej: ocenić. Czyli poczuć się lepiej, bo przecież my na pewno, rozstawalibyśmy się z większą klasą. Otóż nie. Rozstawalibyśmy się tak samo, tylko… troszkę ciszej. Wśród komentarzy pod celebryckimi dramami raz na jakiś czas przebija się głos rozsądku: halo,
przestańcie! W tym medialnym kotle funkcjonuje dziecko! Ja też, czytając te plotkarskie teksty, widzę tylko te dzieci.
Można powiedzieć: skrzywienie zawodowe. Od razu staje mi też przed oczami jedna z technik używana podczas procesów mediacyjnych rozstających się ludzi. W dużym skrócie: rysuje się rodzinę: kobietę mężczyznę i dziecko. Ich relacje przedstawiają linie. Tę po między dorosłymi mediator przekreśla, ta pomiędzy dorosłymi, a dziećmi nadal pozostaje nieprzerwana. Podczas całego procesu mediacji, ten rysunek przydaje się bardzo
wiele razy. Kiedy ludzie znów skaczą sobie do gardeł, próbując się obwiniać, oskarżać o wszelkie możliwe kataklizmy, koklusz i głód na świecie, trzeba im po prostu przypomnieć: partnerami już nie jesteście, rodzicami, będziecie zawsze.

Zajmijmy się tym.
Proces mediacyjny bowiem ma chronić dziecko i pozwolić rodzicom skupić się na jego potrzebach. Co w sytuacji emocjonalnego rozstania dwojga ludzi jest trudne ale nie niemożliwe. Przecież wszyscy kochamy swoje dzieci i chcemy dla nich jak najlepiej, prawda? Tylko czasem w silnych emocjach, mocno poranieni i skupieni na własnym cierpieniu na chwilę o tym zapominamy… I odgrażamy się partnerowi: „spotkamy się w sądzie, wtedy dopiero zobaczysz”! Jednak jak pokazują badania Roberta Emery’ego, który na przestrzeni 12 lat badał dzieci par, które przeszły proces mediacyjny, i te których rodzice postawili na drogę sądową, dowodzą, że po 12 latach od rozstania, dzieci, których
rodzice próbowali się dogadać przy wsparciu mediatora dużo częściej mają kontakt z obojgiem rodziców (52% do 9 %). Płynących z tego korzyści dla przyszłości dziecka chyba wyjaśniać nie trzeba.

Podczas mediacji dzieją się prawdziwe cuda. To proces dochodzenia do wspólnych rozwiązań, który ma na celu, jak pisze Agata Jarzyna, psycholożka i mediatorka: uświadomienie sobie własnych nadziei i obaw, zyskanie dystansu do rozczarowania, zranienia i złości, spostrzeżenia drugiej strony i zauważenia swojego udziału w toczącym się konflikcie, a także wartości drugiego człowieka. Ma umożliwić otwartą i szczerą komunikację między rodzicami, służy przedstawieniu własnych potrzeb i oczekiwań i
i uznania ich po drugiej stronie konfliktu. A w dużym skrócie ma na celu zakończenie
umowy małżeńskiej czy partnerskiej i ponowne zawarcie umowy rodzicielskiej. Co ważne mediator zawsze jest osobą bezstronną i neutralną, proces mediacji jest dobrowolny i akceptowany przez obie trony konfliktu, a także co istotne z punktu widzenia wspomnianych na wstępie celebrytów: POUFNY.

Ostatnio, jak widać czytam i oglądam różne dziwne rzeczy. Dlatego mignął mi gdzieś (bo przecież nie oglądałam), fragment którejś z doku-soapów, nie pamiętam już czy to był „Ukryty Szpital” czy „Dlaczego Sekrety”, ale natknęłam się, na dialog dwóch panów, z których jeden skarżył się, że żona go zdradza i stwierdzał, że musi się rozwieść, a drugi, na to: „stary, co Ty, załatwię Ci mediacje i się nie rozwiedziecie”. Podobne pomysły mają nasi rządzący raz na jakiś czas wychodząc z pomysłem obowiązkowej mediacji przy rozwodach, dowodząc, że dzięki temu będzie ich mniej. Nic bardziej mylnego. Mediacja jest dla osób, które podjęły decyzję o rozstaniu. Od ratowania małżeństwa czy związku jest terapia. Chciałabym napisać, że mediacja jest fajnym rozwiązaniem dla wszystkich
rozstających się par, ale to nie prawda. Nie mediuje się, gdy, w związku występuje przemoc, uzależnienie lub duża nierównowaga sił, a także choroba psychiczna. Nie wiem więc, czy któraś z par, o których grzeją się dziś Instagramy i Pudelki będzie chciała i mogła z tej drogi skorzystać. Ja polecam.