Minęło wiele lat od czasu, gdy tak często tańczyłam jak w 2020 roku. Przez wiele lat, a może nawet nigdy w życiu, nie czerpałam z tego takiej przyjemności jak dziś. W zasadzie mogę powiedzieć, że kiedyś obraziłam się na taniec. Po kontuzji kolana w wieku lat 15 i po zakończeniu jeszcze nawet nierozpoczętej kariery profesjonalnej tancerki moją relację z tańcem można skwitować słowami LOVE-HATE RELATIONSHIP. Zostałam aktorką, a taniec stał się boczną odnogą mojego życia, gdzie głównie uczyłam tańczyć innych. To zabawne, że choć zawsze było dla mnie najważniejsze, aby uczniowie wynieśli z moich zajęć miłość do tańca i nauczyli się czerpać z niego radość, sama tak rzadko tę radość czułam.

REKLAMA
W końcu obejrzałam dokument Mr. Gaga. Dowodem na to, jak daleko byłam od tańca, był fakt, że obejrzałam go cztery lata po premierze, a wcześniej nie miałam pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak GAGA. Po godzinie i czterdziestu minutach, choć jeszcze tego nie wiedziałam, moje życie zmieniło się na zawsze. Zastanawiałam się, czy i jak opisać wam ten film. Zdecydowałam, że jedyne, co mogę, to was gorąco namawiać do jego obejrzenia. Dziś macie także szansę zobaczyć na Netflixie dokument Move, gdzie jeden z odcinków jest poświęcony Ohadowi Naharinowi. Naprawdę warto zobaczyć chociaż jeden z tych dokumentów.
Natomiast kilka słów o samym Ohadzie jest niezbędne. Był wybitnym tancerzem, zrobił karierę w Izraelu, wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie również rozwalił system, aż w końcu zaproszono go, aby wrócił do Izraela i został dyrektorem i choreografem Batsheva Dance Company (w którym kiedyś sam tańczył). Aktualnie pełni funkcję domowego choreografa zespołu i rozwija stworzony przez siebie język ruchowy zwany właśnie GAGA.
Po obejrzeniu filmu Mr. Gaga zdałam sobie sprawę, że w tańcu szukałam właśnie TEGO; słuchając, jak Ohad opowiada o ruchu, miałam gęsią skórę, czułam każdą cząstką siebie, że zgadzam się w 100% z tym, co mówi, i że najbardziej na świecie chciałabym mieć okazję potańczyć z Ohadem.
Damn you Girl! Nie minęło kilka miesięcy, a mój narzeczony w ramach prezentu – podziękowania za moją choreograficzną opiekę nad jego zespołem akrobatycznym GravityArt ‒ wysłał mnie na warsztaty do kolebki GAGI. W ten oto sposób ja 30-letnia, w gruncie rzeczy ekstancerka, trafiłam na całe święta i sylwestra 2019 roku na intensywne 10-dniowe warsztaty dla profesjonalnych tancerzy w Tel Awiwie w Batsheva Dance Company.
I w tych niesamowitych okolicznościach, u samego źródła, zetknęłam się pierwszy raz z językiem ruchowym GAGA.
To było dziesięć bardzo intensywnych dni. Zaczynaliśmy od zajęć gaga dancers, potem uczyliśmy się choreografii ze spektakli Ohada, a na koniec na zajęciach z metodyki mogliśmy spojrzeć głębiej i lepiej zrozumieć ten niesamowity język ruchowy. Jednak dla mnie nie było to tylko zmaganie ze swoim ciałem. Byłam otoczona o 5-10 lat młodszymi i o wiele lepszymi ode mnie tancerzami. I oczywiście cały czas się do nich porównywałam i oceniałam siebie, patrząc na nich. Przez pierwsze trzy dni chciałam wrócić do domu. Jaki to poroniony pomysł! – myślałam. – Co ty tu w ogóle robisz? Choreografii nie umiałam zapamiętać, nóg już tak wysoko podnieść... aż w końcu coś zaskoczyło. Poczułam tę „pleasure”, o której cały czas mówili nauczyciele, przyjemność w zmęczeniu, w pocie i w tym, jak moje mięśnie niemal odmawiają mi posłuszeństwa, a wtedy nagle oczyszcza się głowa i nic poza tańcem już się nie liczy.
logo
Nagle zdałam sobie sprawę, jak jestem silna – hej, nie tańczę na co dzień, a jednak się tu dostałam (proces aplikacji wymagał wypełnienia ankiety i wysłania filmiku ze swoją improwizacją), zobaczyłam, że inni na warsztatach patrzą na mnie nie tylko ze zdziwieniem, ale i z uznaniem, gdy mówię „w gruncie rzeczy to ja jestem aktorką, kiedyś tańczyłam, ale poczułam, że to jest dla mnie i nigdy nie próbując gagi, po prostu tu przyjechałam”. Poczułam, że pewnie jako jedyna nie mam oczekiwań wobec tych warsztatów, nie walczę o przyszłość w żadnym zespole tanecznym, nie musze się porównywać z innymi tancerzami, bo nie są dla mnie rywalami. Jestem poza tym. Jestem tu po to, co starałam się całe życie przekazać dzieciom – aby czerpać przyjemność z tańca. A ta świadomość była jak katharsis.
Gaga powstała po to, aby Ohad mógł łatwiej porozumiewać się z tancerzami w swoim zespole. Jednak chyba już po tym fragmencie czujecie, że jest czymś o wiele więcej. Od lat Ohad rozwija gagę w rożnych kierunkach. Istnieją zajęcia gaga/dancers dla zawodowych tancerzy, pomagające im nauczyć się lepiej wykorzystywać swoje ciało. Istnieją zajęcia gaga/people, na które może przyjść każdy. Ohad rozwija również gagę dla seniorów, a także opracowuje ją do pracy z ludźmi z różnego rodzaju traumami.
logo
Pewnego dnia zapytałam go, jak po tym niesamowitym przeżyciu wrócić do świata, w którym mam uczyć jazzu, tańca współczesnego czy tworzyć musicalowe choreografie. Przecież pomiędzy tym, co tu przeżyłam, a „krok, dostaw, uśmiech” jest przepaść. To co powiedział, było kluczowe dla mnie jako nauczycielki czy choreografki: „Gaga to pudełko z narzędziami. Grawitacja zawsze jest grawitacją. Możesz wziąć dowolne narzędzie i użyć go w każdej technice”. Potem w jakimś wywiadzie czytałam jeszcze, jak mówił, że najciekawiej jest być poza techniką. Tak naprawdę zasady tego języka ruchowego można wykorzystać wszędzie. Nawet podczas zwykłego spaceru czy po prostu stojąc.
Do Polski wróciłam szczęśliwa, ugruntowana w sobie i z ogromnymi pokładami miłości do tańca. Mój narzeczony niedługo potem powiedział, że nigdy nie widział mnie tańczącej tak po prostu, a od powrotu nie ma dnia, abym sobie tak nie tańczyła. Podobno zaczęłam też inaczej chodzić. To nie żart. Tak jak napisałam wyżej, z gagi można korzystać wszędzie i zawsze, a po tak intensywnych dziesięciu dniach nic dziwnego, że nawet chodziłam inaczej.
To chyba odpowiedni moment, aby opowiedzieć o zasadach tego języka. I o samych zajęciach. Zajęcia polegają na ciągłym poruszaniu się i improwizacji. Nauczyciel przez całą lekcję prowadzi nas, pobudzając naszą wyobraźnię, opisuje pewne wyobrażenia, jakie mamy spróbować poczuć. W trakcie zajęć dodawane są kolejne warstwy i kolejne zadania do wykonania. Każde zajęcia mają pewien schemat, jednak nigdy nie są związane ze standardem, o jakim myślimy w odniesieniu do zajęć tanecznych: rozgrzewka, przekątna, choreografia, cool down. Tutaj nauczyciel stoi w centrum sali, a uczniowie koncentrycznie wokół niego. Wszyscy cały czas się ruszamy. Obserwujemy siebie i innych uczestników zajęć. Jednak nigdy z perspektywy lustra. W studiu nie ma luster.
logo
To jedna z najważniejszych zasad gagi – lustra psują tancerzy, zamiast w kierunku świata i innych są wtedy zapatrzeni w siebie, zamiast czuć, muszą „kontrolować się w lustrze”. Ohad mówi wprost, lustra zabijają duszę. Wiem, co myślicie... to jak nauczyć się choreografii bez lustra? A no, okazuje się, że się da. A nawet działa to dużo lepiej niż z lustrem. Po powrocie do Polski wielokrotnie odwracałam uczniów od lustra, zamiast nazwami kroków, zaczęłam posługiwać się wyobrażeniami. Różnica w jakości ruchu była niesamowita.
Wracając do języka gagi, pierwsze i najważniejsze pojęcie to „floating”. Tak, dobrze wam się kojarzy z kabiną floatingową. Nie bez znaczenia, myślę, jest fakt, że naturalnego stanu floatingu w środowisku naturalnym możemy zaznać właśnie w Izraelu. Każdy, kto był nad Morzem Martwym, wie, o czym mówię. Ten niesamowity stan, gdy unosisz się w wodzie bez szansy, żeby zatonąć. Zasolenie wody przeciwdziała grawitacji. I tę świadomość negowania grawitacji staramy się osiągnąć jako stan/akcje/fizyczne doświadczenie, które jest z Nami cały czas podczas trwania zajęć. Do tego dodajemy kolejne warstwy, ruszamy kośćmi, naszym „mięsem” (w gadze głównie było w użyciu słowo „flesh” – mięso, choć czasem mówi się o mięśniach, kiedy zależy na zwróceniu uwagi na prace danego mięśnia), trzęsiemy się lub coś trzęsie nami, tworzymy linę z naszych rąk, nasz kręgosłup przypomina węża bądź glona. Uczymy się odpuszczać, aby wpaść w ruch, aby odnaleźć przyjemność i móc jeszcze więcej. Odnajdujemy w sobie dziecko i uczymy się nie być tak strasznie serio w tańcu – ale traktować poważnie nasze poszukiwania. Poznajemy nowe jakości ruchu. Zobrazowałabym to w ten sposób, że kiedyś tańczyłam w trzech wymiarach, a w gadze... cztery wymiary to minimum, w jakim się znajduję w trakcie zajęć.
logo
Jednak tak całkiem serio to wcale nie jestem pewna, czy da się to wszystko opisać. Pisząc ten fragment, w głowie mam tylko platońską jaskinię... literki i słowo pisane są jak te cienie w jaskini. Już łatwiej byłoby wam to pokazać, a najłatwiej ‒ to po prostu przeżyć. Nie bez powodu kurs na instruktora gagi trwa rok. Czasem i dłużej dla osób spoza Izraela. Już same wizy wymuszają pobyty trzymiesięczne; jeśli jesteś aktywnym zawodowo tancerzem, możesz mieć przerwę także ze względu np. na kontrakt w jakimś zespole, więc ten proces może się mocno wydłużyć, w zależności od obywatelstwa, etapu kariery artystycznej itd. Odbywa się tylko w Tel Awiwie pod czujnym okiem samego Ohada, a po jego skończeniu wcale się nie kończy. Raz na jakiś czas nauczyciele muszą wracać na „aktualizacje”, poznają nowe systemy (bo gaga ciągle ewoluuje) i są sprawdzani, czy nadal TO mają. TO, co sprawia, że gaga to język ruchowy, a nie technika, że to narzędzie, którego możesz użyć w każdym momencie życia, że gaga to nie tylko zajęcia fitness, ale coś, co pomogło wielu ludziom na całym świecie w czasie pandemii.

Gaga w pandemii
Po powrocie do Polski 1 stycznia 2020 roku miałam ambitne plany. Teraz macie chwilę, żeby się pośmiać ze słów „ambitne plany” i „2020”. Już? No to jedziemy dalej!
Niesiona przez informacje, jakie zdobyło moje ciało, poczucie, że dokładnie takich zajęć mi brakuje, aby czuć się dobrze w swoim ciele, a także, jak wiele nowej wiedzy i narzędzi mogę przekazać innym. Nie tylko tancerzom, ale i aktorom czy wspinaczom... nie oszukujmy się, w tamtym momencie byłam gotowa przekazać szczęśliwą nowinę nawet przypadkowemu przechodniowi na ulicy. Postanowiłam, że chce chodzić na zajęcia gagi także w Warszawie. Aby dalej się uczyć i nie zgubić tego wspaniałego uczucia, jakie dało mi dziesięć dni w Tel Awiwie.
W Polsce były wtedy trzy instruktorki prowadzące gagę stacjonarnie. W Warszawie była jedna z nich. Zajęcia odbywały się raz w tygodniu wieczorem i jeden raz rano. Pech chciał, że wieczorne trwały się w godzinach mojej terapii. A żadnego równie dobrego dnia na przełożenie terapii nie znalazłam, więc zostawała godzina 9 rano w centrum Warszawy. Dziewiąta... rano... w centrum... Jak się domyśla każdy, kto mnie zna, nie dotarłam na nie ani razu. Tak już mam, że jeśli czegoś nie muszę, a jedynie mogę, to jeśli wiąże się to z wstaniem RANO, raczej muszę odłożyć to w sferę marzeń (zmiana tego schematu to jeden z moich planów na 2021). Tak też minęły mi trzy pierwsze miesiące.
Aż nastał LOCKDOWN na całym świecie, a zajęcia online zaczęli prowadzić nie tylko ludzie od fitnessu.
W tym miejscu warto zaznaczyć, że poza zajęciami gaga people prowadzonymi przez nauczycieli na całym świecie, odbywało się tylko kilka warsztatów w trakcie roku, na których można było spotkać Ohada lub jego najbliższych współpracowników. Warsztaty były skierowane (tak jak te, na których byłam) do tancerzy, ale były także takie dla wszystkich zainteresowanych formułą gaga people. Jednak wszystkie odbywały się w wyselekcjonowanych miejscach, otoczone były aurą ekskluzywności. Takie odnosiłam wówczas wrażenie.
logo
Dlatego też tak duże poruszenie wywołało to, co zaproponowało GAgApeople.dancers. (używane jako nazwa instytucji prowadzącej zajęcia i warsztaty) – zajęcia online w formule „pay what you can, if you can” (zapłać, ile możesz, jeśli możesz). Zajęcia trwają krócej niż te na żywo w sali – zamiast godziny jest pół godziny na gaga people, a zamiast godziny i piętnastu minut na gaga dancers jest czterdzieści pięć minut.
Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Zajęcia prowadzili nauczyciele z wielu miejsc na świecie, m.in. tancerze ze starego składu Batshevy, którzy teraz robią już solowe kariery jako nauczyciele, tancerze czy choreografowie, a także aktualnie związani z GAgApeople.dancers. nauczyciele i tancerze Batshevy.
Jako aktorka od marca do niemal czerwca wylądowałam na całkowitym lockdownie, wszystkie spektakle, seriale, filmy zostały wstrzymane. Brak pracy i perspektywy wyjścia z domu na dłużej niż spacer z psem... nie robi najlepiej ciału czy głowie. Dlatego zaczęłam niemal codziennie zjawiać się na zajęciach gagi w swoim własnym mieszkaniu. A na tych samych zajęciach byli ludzie z całego świata – po kilkadziesiąt do kilkuset osób. Po jakimś czasie zaczęłam wybierać nie tylko pasującą mi godzinę (miałam cały dzień wolny), ale też instruktorów. Raz chodziłam na gaga people, raz na gaga dancers. Jeden z instruktorów wkleił na swoim instagramie zabawnego screena, że z nauczycielami gagi jest jak z pokemonami: „chcesz mieć ich wszystkich”. Tak to chyba rzeczywiście działało przez kilka pierwszych miesięcy. Ludzie mieli niesamowitą szansę zobaczyć, jak uczą różni ludzie, a każde zajęcia były inne, zależnie od doświadczeń nauczyciela. No i wiadomo, czasem nam po prostu ktoś pasuje bardziej niż ktoś inny. W tamtym czasie zaczęłam się też interesować nauczycielami z Polski. Przecież oni też mogą prowadzić zajęcia online, choć nie są ujęci w grafikach na stronie GAgApeople.dancers.
A w związku z tym, że zawsze starałam się wspomagać nasze rodzime produkty i po prostu kreatywnych ludzi, zaczęłam szukać także w świecie gagi ludzi wartych wparcia i poznania.
Tutaj niesamowitą robotę zrobił instagram – od lajka do komentarza poznałam Gosię Mielech. Instruktorkę gagi, a także wspaniałą tancerkę, choreografkę i twórczynię własnego programu ćwiczeń GoPiYoga (Gosia, Pilates, Yoga), w której korzysta również z narzędzi gagi. To u Gosi pierwszy raz byłam na zajęciach z gagi prowadzonych po polsku! To było mega dziwne przeżycie :-) bo cały język, nazwy i pojęcia do tej pory znałam po angielsku i aż mi coś momentami zgrzytało, gdy słyszałam to wszystko po polsku. Z czasem bardzo polubiłam zajęcia Gosi z gagi, ale też właśnie GoPiYoge (Gosia zasługuje na swój własny artykuł i mam nadzieję, że taki powstanie, więc nie rozpisuję się tu za bardzo). Tak więc czas lockdownu upłynął mi na godzinach tańca. Żonglowałam sobie zajęciami tak, aby bywać na wybranych zajęciach ulubionych nauczycieli z zagranicy, ale też odwiedzać polską nauczycielkę Gagi.
logo
Idąc za ciosem i w związku z przedłużającymi się obostrzeniami na świecie, GAgApeople.dancers. zrobiło kolejny krok i zorganizowało warsztaty online. Taki mikroodpowiednik warsztatów, na jakich byłam w Tel Awiwie. Od tej pory odbyło się już kilka edycji takich warsztatów online i w formule gaga dancers, i w formule gaga people.
Najważniejszą różnicą było to, że za warsztaty trzeba już było zapłacić określoną kwotę – a nie „co łaska”. Jednak kartą przetargową był sam Ohad – na warsztatach on także prowadził zajęcia (z metodyki), a na warsztatach dla profesjonalnych tancerzy – tak jak wcześniej na stacjonarnych można było nauczyć się fragmentów choreografii ze spektakli Ohada.
W odcinku serialu dokumentalnego Move o Ohadzie jedna z jego tancerek i nauczycielek gagi Adi Zlatin powiedziała bardzo dla mnie ważne zdanie – gaga sprawia, że jest coraz lepszą tancerką; czuje, że będzie miała siłę tańczyć do śmierci”, i myślę, że to nie są puste słowa. Po kilku miesiącach domowej gagi online czułam, że jestem w formie życia. No dobra, trzeba odróżnić formę, jaką miałam jako nastolatka w szkole baletowej, od tej po kontuzji kolana. Całe życie zawodowe tańczyłam już ze zoperowanym kolanem. Zawsze je czuje, raz mocniej, raz słabiej, ale nie było momentu, w którym nie czułabym, że ktoś w nim gmerał.
To, o czym mówi Adi, usłyszałam już w trakcie warsztatów w Tel Awiwie od poznanej tam polskiej tancerki Magdy Kowali. Kiedy w końcu ogarnęłyśmy, że obie jesteśmy z Polski, i gadałyśmy o motywacji do przyjechania tu, Magda powiedziała, że jest po intensywnych próbach do spektaklu i ma nadzieję, że tutaj jej ciało odpocznie. Odpocznie? Sześć godzin tańca dziennie? Byłam w takim szoku, że nawet nie zwróciłam za bardzo uwagi na to zdanie. Jednak w trakcie warsztatów w Tel Awiwie ani razu nie poczułam kolana..., a bywało ono w takich pozycjach, jakich nie odwiedzało od wielu lat, przekonane, że grożą one co najmniej wypadnięciem rzepki. Był to przełom w moim myśleniu na temat kolana i kontuzji, jakich doznałam w życiu W OGÓLE. Jednak po powrocie do Polski i absolutnej niemocy dojechania na zajęcia stacjonarne (ta przeklęta 9 rano w centrum!) wszystko zaczęło wracać, a ja znowu poczułam się jak emerytowana pani tancerka :-)
Gaga online była wybawieniem i tak jak napisałam wyżej, sprawiła, że doszłam do życiowej formy. Nie chodzi tu jednak o wysokość machania nogami czy liczbę zakręconych piruetów, ale o umiejętność obserwacji swojego ciała i wzmacniania go i siebie jako tancerza od środka. To słynne „ability to”, możliwość osiągnięcia... tego, co tylko będziesz chciała zrobić ze swoim ciałem. I paradoksalnie ta świadomość sprawiała, że ludzie zaczęli odczuwać tę możliwość również w swoim umyśle. Tak jak pisałam wyżej, znane i opracowywane są wpływy gagi na zdrowie psychiczne. Wśród komentarzy na zoomie po zajęciach czy w social mediach GAgApeople.dancers. było to jedno z najczęściej powtarzających się podziękowań. Za pomoc w przejściu tego trudnego czasu lockdownu. Za wymagającą praktykę zajęć, ale i za, jak ja to mówię, „naoliwienie” i „ugruntowanie” trybików naszego organizmu aż do kolejnych zajęć.
logo
Cała ta online’owa gaga dość mocno zmieniła moje, ale także, jak sądzę, organizatorów podejście do zajęć. Zwrot ku internetowi ożywił ich social media i instagram. Ludzie zaczęli wrzucać screeny czy filmiki z zajęć. Jak tańczą, jak się czują po zajęciach, podziękowania dla GAgApeople.dancers. i dla instruktorów. Ja w internecie (zwłaszcza na instagramie) czuje się dość dobrze i byłam w stanie zauważyć, jak rozwija się gaga na tej platformie. Jak z kilku kafelków na instastory robi się kilkanaście, bo coraz więcej ludzi oznacza profil GAGApeople.dancers., a oni coraz częściej je przefollowywują (jest takie słowo?). Choć na rynku było już wiele platform zajęć online, gaga radzi sobie świetnie, bo jest jedyna w swoim rodzaju. Tak, jakby od początku była w pewnej mierze stworzona do tego lockdownu... brak luster, improwizacja... do tego nie potrzebujemy nic poza kawałkiem miejsca i... dobrym internetem :-)
logo
Aktualnie tak jak większość platform i osób prowadzących zajęcia online GAgApeople.dancers. pobiera opłaty za udział w zajęciach, jednak nadal ceny zajęć są przyjazne, a dla osób z problemami finansowymi powstał program wsparcia. Można wykupić pakiet zajęć dla siebie i dodatkowo wesprzeć potrzebującą osobę, potrzebujący mogą i korzystać z zajęć w bardzo promocyjnych cenach (bo w części zostały opłacone przez darczyńców wykupujących ten pakiet). Warto też poszukać i wspierać innych nauczycieli gagi, niepojawiających się na zajęciach na tej platformie. Ja znalazłam moją Gosię, ale lista certyfikowanych nauczycieli jest długa (i dostępna na stronie GAgApeople.dancers.) – może akurat wam będzie pasować ktoś z Japonii?
Ja nie wyobrażam już sobie życia bez gagi. No i chociaż uwielbiam jej internetową odsłonę, tęsknie już za warsztatami gdzieś poza moim własnym salonem. Jednak dla każdego, kto chciałby zacząć przygodę z gagą, jest to fenomenalna sprawa. Raz spróbujecie, na pewno nie pożałujecie! Nie wiem, czy też tak macie, ale ja, jak znajdę coś, co odmieniło na lepsze moje życie, to najchętniej wcisnęłabym to innym niemal na siłę :-) Nie każcie mi tego robić i chodźcie na gagę po dobroci!