W najbliższą niedzielę (25 maja) odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Nasi europosłowie i europosłanki słyną z gremialnego głosowania przeciwko prawom kobiet i ochronie ludzi LGBT przed nienawiścią (PiS + przyległości i część PO). Są także znani z ucieczek z głosowań (np. część PO ws. praw ludzi LGBT). Najwyższa pora wyjąć Europarlament z konserwy, a stanie się to tylko wtedy, gdy pójdziesz na wybory i w przemyślany sposób oddasz głos. Nadal wahasz się czy głosować? Chciałabym przekonać Cię, że mimo wszystko warto, dlatego przygotowałam odpowiedzi na najczęściej wyrażane wątpliwości.

REKLAMA
Pyt.: Ale ja nie mam na kogo głosować... / Jestem rozczarowana politykami... / Przecież oni wszyscy są tak samo do niczego... Po co więc iść na wybory?
Odp.: Chyba wszystkie jesteśmy rozczarowane, wszyscy jesteśmy rozczarowani. Nie zmienia to jednak faktu, że dla osób liberalnych światopoglądowo nie jest obojętne, czy w Parlamencie Europejskim reprezentują nas osoby, które otwarcie sprzeciwiają się wartościom europejskim, czy też takie, które faktycznie lub przynajmniej deklaratywnie mają dla nich poszanowanie. Oczywiste jest, że - delikatnie rzecz ujmując - nie wybieramy spośród ideałów. Dla wielu (większości?) z nas wybory polegają na wyborze mniejszego zła. Ale gdy nie pójdziemy na głosowanie, to walkowerem oddamy głosy na większe zło. Czy chcesz, aby naszą reprezentację w PE wybrali za Ciebie Rydzyk, Kempa, Niesiołowski, Gowin, Pawłowicz i Oko? No właśnie.
logo
Wiem Kogo (nie) Wybieram https://www.facebook.com/WiemKogoWybieram
Pyt.: A nie lepiej celowo oddać głos nieważny, by pokazać politykom niezgodę na to, co dzieje się w Polsce?
Odp.: To będzie symboliczny gest, o którym media wspomną jednym zdaniem, a potem zajmą się tym, kogo do PE wybrali Ci, którzy oddali ważne głosy. Nie oszukujmy się, że ktokolwiek się tym przejmie.
Pyt.: No dobrze. W niedzielę 25 maja idę na wybory i oddaję ważny głos na osobę liberalną światopoglądowo. Jaką mam gwarancję, że mnie nie zawiedzie?
Odp.: Nie ma takiej gwarancji. Ale nie idąc na wybory masz gwarancję, że nowy, konserwatywny skład europosłów z pewnością będzie prowadził politykę sprzeczną z tym, co jest Ci bliskie, a Polska na arenie międzynarodowej nadal będzie się prezentować jak skansen fundamentalistów katolickich. Ważne jest, by po wyborach NGO-sy i obywatele/obywatelki kontrolowali i naciskali na europosłów i europosłanki w kwestii realizacji ich europejskiego programu i postępowania zgodnego z deklarowanymi wartościami. Bądźmy realist/k/ami i nie dajmy politykom spocząć na laurach, nawet (albo zwłaszcza wtedy gdy) oddaliśmy na nich swój głos.
Pyt.: Przejdźmy do konkretów. Na kogo mam głosować? Na SLD, które rządziło i nie zmieniło fundamentalistycznej ustawy antyaborcyjnej? Na TR, które jest nową partią, a oprócz fajnych inicjatyw jego posłowie mają na koncie żenujące ekscesy? Zielonych, którzy nigdy nie sprawowali władzy?
Odp.: I znowu wracamy do kwestii pragmatyzmu. Nie jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że wybieramy wśród zastępów ideowych, świetnie wykształconych ludzi z klasą, których cechuje wysoka kultura osobista i zwykła przyzwoitość (i to dotyczy całej polskiej klasy politycznej, niezależnie od jej orientacji światopoglądowej). Ale pomimo świadomości wszelkich wad, błędów i zaniechań poszczególnych partii warto pamiętać, że są w nich także osoby, na które nie trzeba głosować z poczucia obowiązku i z niesmakiem, przezwyciężanym w imię zablokowania większego zła. Są też całkiem porządne kandydatki i kandydaci.
Pyt.: A co z sondażami? Przecież największe szanse mają PO i PiS. Ani SLD, ani TR, ani Zieloni nie są faworytami sondaży. Czy głosowanie na nich nie będzie wzmocnieniem pozycji PiS?
Odp.: Ostateczną decyzję czy i na kogo zagłosować podejmiesz Ty. W tym miejscu warto jednak przypomnieć, że sondażokracja to w polskich warunkach gwarancja wiecznego klinczu między PiS-em, czyli partią który nie ukrywa, że klęczy przed episkopatem, a PO, czyli partią która udaje, że nie leży przed biskupami krzyżem (choć np. daje im 6 milionów złotych na budowę świątyni z budżetu państwa).Nie warto poddawać się gorączce sondażowej. Inaczej do końca świata i o jeden dzień dłużej będziemy się bujać z POPiS-em, głosującym ręka w rękę przeciw prawom kobiet, prawom ludzi LGBT i innym kwestiom. Poza tym zagłosowanie na najlepszą w Twojej ocenie opcję z dostępnych to ważne wzmocnienie liberalnych światopoglądowo sił politycznych przed wyborami do polskiego parlamentu (2015).
Pyt.: Ale przecież jeden głos nic nie zmieni. Nic się nie stanie jak nie zagłosuję, prawda?
Odp.: Błąd. Pomnóż sobie tę wymówkę przez tysiąc, dziesięć tysięcy lub sto tysięcy, to stanie się jasne, do czego prowadzi bierność wyborcza. Frekwencja do PE w Polsce nie przekroczyła dotąd 25%. Nic nie wskazuje na to, by teraz sytuacja miała się diametralnie zmienić. O tym kto będzie nas przez następne 5 lat reprezentować w PE zdecyduje mniejszość, której zechce się ruszyć na wybory. Wybór należy do Ciebie.