To się musiało tak skończyć. Media konstruujące “debaty” na zasadzie ustawki długo przygotowywały podatny grunt. Było jasne, że same krzyki i zagłuszanie się zawodników, bo przecież nie dyskutantów, to tylko faza przejściowa. Kolejnym etapem rozwoju mediów w kisielu stała się dehumanizacja zmieszana z wodą mineralną. Niestety wygląda na to, że rękoczyny są już tylko kwestią czasu.
REKLAMA
Niedobrze się stało, że Rafalala oblała Zawiszę wodą. Lepiej by było, gdyby wyszła ze studia. Poniosły ją jednak nerwy, gdyż po raz kolejny została potraktowana jak przedmiot.
Komentując to wydarzenie nie należy jednak zapominać, dlaczego to się stało. To nie był “splash” na dzień dobry, tylko emocjonalna odpowiedź na pełną pogardy dehumanizację zastosowaną przez Zawiszę. Pan poseł nazwał człowieka “tym czymś”, co nie jest godne nawet jego spojrzenia. Czy po n-tym takim incydencie można się dziwić, że ofiara dehumanizacji nie prezentuje siły spokoju?
Niedobrze, że media poniżają osoby nieheteronormatywne i ich bliskich zapraszając do studia zoologicznych homofobów. Czy w ramach “obiektywizmu” dziennikarze naprzeciw osoby czarnoskórej lub Żydówki posadziliby zaciekłego rasistę lub antysemitę, który przedstawiciela znienawidzonej grupy z pełnym samozadowolenia uśmieszkiem nazywałby “tym czymś”? Wątpię. Niestety geje, lesbijki, osoby biseksualne i transpłciowe w imię "prawdopośrodkizmu" są przez dziennikarzy wystawiane na dehumanizację w świetle jupiterów.
Co gorsza nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji. Ani bojkot medialnego kisielu, ani stawanie do każdej walki nie są idealnymi strategiami. Dlatego wiele uczestniczek i uczestników życia publicznego manewruje między nimi.
Po incydencie w “Tak czy Nie” nie będę - jak już robią to niektórzy komentatorzy - płakała nad Zawiszą. Pragnę przypomnieć, że jest to polityk, który chwalił akty nacjonalistycznej przemocy (pobicia, wandalizm) słowami “wpierdol wszędzie dobrze”, a zdjęcie w obronie praw kobiet skomentował “jebać szmateksa”. Obawiam się, że skoro "wpierdol wszędzie dobrze", to sama woda mineralna mogła go rozczarować.
Jedyną dobrą rzeczą, która wynikła z wczorajszej awantury jest to, że wszyscy mieli okazję zobaczyć, jak dzielny był nacjonalista, gdy doszło do konfrontacji jeden na jeden z kimś, kto nie jest od niego słabszy. Pan Zawisza, przemykający się chyłkiem za swoim fotelem, okazał się mocny tylko na fejsie.
