Jacek Żalek, poseł PO z Białegostoku, wiceprzewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Ochrony Życia i Rodziny, chce by katoliccy farmaceuci mogli odprawiać z kwitkiem kobiety z receptami na antykoncepcję. Pomysłowi od razu prywatnie przyklasnął w mediach minister Gowin (PO). Co ciekawe, w zeszłym roku poseł Żalek głosował za pracami nad ustawą całkowicie zakazującą kobietom przerywania ciąży. Chęć utrudnienia dostępu do antykoncepcji przy jednoczesnym opowiadaniu się za totalnym zakazem aborcji. Sprzeczność? Z pewnością nie dla tych, którzy posługują się logiką katolickiego fundamentalizmu.
REKLAMA
Na początku ważne zastrzeżenie. Bycie katoliczką lub katolikiem nie jest równoznaczne z byciem fundamentalist/k/ą. Fundamentalizm może mieć charakter zarówno katolicki, protestancki jak i muzułmański. Fundamentalistami jest względnie mała część wyznawców danej religii.
Jak zauważa badacz zjawiska, prof. Steve Bruce, fundamentalizm to odpowiedź religijnego tradycjonalizmu na zmiany społeczne, polityczne i ekonomiczne. Ta odpowiedź polega na radykalnym powrocie do konserwatywnych korzeni jedynie słusznej religii i narzuceniu tego innym. Poważny problem dla umiarkowanego społeczeństwa zaczyna się wtedy, gdy radykałowie religijni dochodzą do władzy.
Fundamentaliści religijni chcą wtłoczyć kobiety i mężczyzn w tradycyjne role społeczne. Kobieta ma zajmować się rodzeniem (najlepiej by rodziła dużo i często), wychowywaniem dzieci i prowadzeniem domu, a mężczyzna ma zarabiać i być głową dużej rodziny. Liczna, jak najliczniejsza rodzina ma regularnie uczestniczyć w płatnych praktykach religijnych i wychowywać dziewczynki do rodzenia i zajmowania się domem, a chłopców do zarabianie i bycia głowami rodziny. I tak dalej przez kolejne pokolenia.
Konserwowanie tradycyjnych ról płciowych to dla fundamentalistów skuteczne narzędzie podtrzymywania ciągłości istnienia ich wspólnoty religijnej. Dlatego, jak mówi prof. Bruce, sednem nauki społecznej wszystkich religii jest zainteresowanie seksualnością i problematyką rodziny, a fundamentaliści energicznie protestują przeciwko odchodzeniu od stereotypów, uprzedzeń i dyskryminacji ze względu na płeć. Uwolnienie ludzi od stereotypów oznacza umożliwienie im dokonania wolnego wyboru.
Kobiety i mężczyźni którzy nie są dyskryminowani mogą bowiem wybrać coś innego niż to, co ma im do zaoferowania jedynie słuszna wiara w jedynie słusznym konserwatywnym ujęciu. Dla fundamentalistów wolna wola jest cenną wartością tylko pod warunkiem, że wybory człowieka są zgodne z nakazami i zakazami religijnej doktryny. Dlatego jej strategiczne elementy chcą umocować w prawie, a przynajmniej zapobiec wprowadzaniu do ustawodawstwa praw człowieka, nie odnoszących się do tzw. praw boskich.
Nie powinno więc nikogo dziwić, że minister Gowin nie chce podpisać europejskiej konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet powołując się na “chrześcijański personalizm” i swoją niechęć do walki ze stereotypami. Nie jest też niezwykłe, że Gowin z jednej strony głosi, że trzeba walczyć z przemocą wobec kobiet (w Europie nie wypada mówić inaczej), a z drugiej chce, by aptekarz mógł odmówić zgwałconej kobiecie sprzedaży antykoncepcji doraźnej, która zapobiegnie ciąży. Jednocześnie pan minister sprzeciwiałby się, by ta kobieta, jeśli nie otrzyma antykoncepcji awaryjnej i zajdzie jednak w ciążę, zdecydowała się na aborcję. W ramach katolickiego fundamentalizmu jest to jak najbardziej logiczne stanowisko.
Jest też całkowicie zrozumiałe, że w polskim parlamencie funkcjonuje 91-osobowy Parlamentarny Zespół na rzecz Ochrony Życia i Rodziny, którego najnowszą inicjatywą jest klauzula sumienia dla farmaceutów, utrudniająca Polkom dostęp do antykoncepcji. 18% polskich posłów (82) i 9% senatorów (9) oficjalnie podpisuje się pod dalszym ograniczaniem praw reprodukcyjnych kobiet w Polsce (co pośrednio ogranicza również prawa mężczyzn).
Choć niemal 97% członków Zespołu należy do PiS, to mają oni wysoko postawionych sojuszników w rządzie Platformy Obywatelskiej. Jest to wspomniany już minister Gowin, słyszący głosy zamrażanych blastocyst i równie przeciwny in vitro, choć chyba nie przyznający się do słyszenia głosów, minister Rostowski. Przy bożym dziele ograniczania praw reprodukcyjnych Polek i Polaków POPiS działa bez zarzutu.
Równie solidarnie Platforma i PiS zagłosowały w zeszłym roku za pracami nad całkowitym zakazem aborcji. Zgodnie z nieludzką ustawą przymusowo rodziłyby kobiety zgwałcone i kobiety, których życie i zdrowie byłyby zagrożone ciążą. Kobiety byłyby zmuszone do rodzenia dzieci z bezmózgowiem i innymi ciężkimi wadami, choć od wczesnego etapu ciąży wiedziałyby o tym, że płód jest nieodwracalnie uszkodzony. Jak widać nawet po Smoleńsku parlamentarzyści PO i PiS-u potrafią zgodnie współpracować w imię Wyższych Wartości.
Wbrew temu, co ustami posła Hofmana głosi PiS, Rada Europy nie popiera klauzuli sumienia dla farmacutów. Ogłosiła ona rezolucję (która nie ma mocy wiążącej prawnie), by prawo do klauzuli sumienia przysługiwało osobom, które nie chcą uczestniczyć w zabiegu przerwania ciąży lub eutanazji.
W przypadku aborcji taka klauzula już w Polsce obowiązuje. Efekty? Wbrew polskiemu prawu, oficjalnym katolickim sumieniem odznaczają się nie tylko jednostki, lecz całe szpitale, powiaty, czy nawet województwa. Dzięki ustawie antyaborcyjnej i bezkarnemu nadużywaniu klauzuli sumienia czarny rynek ginekologiczny kwitnie. Bywa że Polki są bardziej humanitarnie traktowane przez weterynarzy, niż przez lekarzy.
Wprowadzenie klauzuli sumienia dla aptekarzy poszerzyłoby czarny rynek farmaceutyczny i poważnie utrudniłoby lub uniemożliwiłoby dostęp do antykoncepcji kobietom uboższym i mieszkającym w mniejszych miejscowościach. Są miejsca w których głos katolickiego księdza kształtowałby asortyment w jedynej aptece.
W tej samej rezolucji (nie dotyczącej antykoncepcji) Rada Europy podkreśla, że tak jak lekarzowi powinna przysługiwać klauzula sumienia, tak pacjentkom powinno zapewnić się bezzwłoczną pomoc medyczną, zgodną ze sztuką lekarską i wolną od religijnych wpływów. Światopogląd lekarza nie może bowiem stać wyżej od praw kobiet, a potrzeby i przekonania każdej ze stron powinny zostać uszanowane. Rada Europy akcentuje, że zderegulowane używanie klauzuli sumienia, odbije się negatywnie na zdrowiu kobiet, zwłaszcza tych uboższych i żyjących w mniejszych miejscowościach. Brzmi znajomo?
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wypowiedział się już w sprawie odmowy sprzedaży kobietom środków antykoncepcyjnych ze względu na przekonania religijne aptekarzy. W 2001 roku Trybunał uznał, że francuscy farmaceuci nie mogą odmawiać sprzedaży środków legalnie dopuszczonych do obrotu, skoro jedynym miejscem gdzie zgodnie z prawem można je kupić jest właśnie apteka.
“Antykoncepcja jest już wyrokowaniem o tym, czy komuś damy szansę zaistnieć”. Ten i podobne głosy można przeczytać na forach fundamentalistycznych katolików. Można tam przeczytać także, że według katolickich fundamentalistów aborcją jest już nie tylko aborcja, ale również antykoncepcja i in vitro, a także celowa abstynencja małżonków, którzy mogliby przecież mieć kolejne dziecko (w końcu z głodu nie umierają).
Nic dziwnego więc, że farmaceuci katoliccy robią co mogą, by bronić dzieci niepoczętych. Jedyne co może zastanawiać to fakt, że przez kilka lat studiów za państwowe pieniądze nie są w stanie zorientować się, że w aptece będą zobowiązani do sprzedaży wszystkich leków wszystkim ludziom, pod warunkiem że ci mają odpowiednie recepty.
Pewną niedogodnością dla katolickego farmaceuty jest brak wiedzy dotyczący stanu zdrowia i życia seksualnego kobiety. Fundamentalista nie wie czy antykoncepcja ma służyć nierządnicy do zabezpieczenia przed niechcianą ciążą, czy też leczy chorobę, np. niezwykle poważne i bolesne schorzenie, jakim jest endometrioza. A może antykoncepcja w przypadku danej kobiety służy zarówno jednemu, jak i drugiemu celowi? Ciężkie jest życie katolickiego farmaceuty, gdyż fundamentalne dylematy mnożą się niczym diabły na główce szpilki.
Niestety dla fundamentalistów kobieta nie ma obowiązku włączania w tajemnicę lekarską subiekta przy aptecznej ladzie. Nawet papież nie zezwolił jeszcze katolickim farmaceutom na poznawanie seksualnych wątków tajemnicy spowiedzi. Co więcej istnieje jeszcze taki drobiazg jak polskie prawo. Na mocy ustawy antyaborcyjnej kobiety i mężczyźni mają mieć dostęp do poradnictwa dotyczącego świadomego rodzicielstwa i środków antykoncepcyjnych.
Przerywanie ciąży ogranicza się zmniejszając liczbę niechcianych ciąż dzięki rozpowszechnianiu wiedzy i stosowaniu antykoncepcji. Historia już wielokrotnie dowiodła, że ludzie - nawet w obliczu straszenia ich ogniem piekielnym - nie przestaną uprawiać seksu. Często łamią się nawet mężczyźni, którzy jako kapłani Kościoła katolickiego zobowiązali się do całkowitej abstynencji.
Jednak katoliccy fundamentaliści nie chcą przecież ograniczyć liczby aborcji. Ich celem jest zwiększenie liczby zakazów obejmujących ludzką seksualność, a kobiecą seksualność w szczególności. A to wszystko w imię jedynie słusznego bóstwa i jedynie słusznej religii.
Być może katolickim farmaceutom, oprócz tego że studia przygotowują ich do sprzedaży leków, umknął jeszcze jeden fakt. Tylko ok. 40% jaj z którymi połączył się plemnik zagnieżdża się w macicy, co jest warunkiem rozwoju ciąży. Reszta jest niezauważalnie wydalana z kobiecego organizmu.
Zanim fundamentaliści wpadną na genialny pomysł, by organizować komisyjne zbiórki i pogrzeby przesiąkniętym Bożymi Dziećmi tamponom i podpaskom, warto by zastanowili się przez chwilę nad tym, czy klauzuli sumienia nie powinni przypadkiem zastosować także wobec Wielkiego Abortera.
******
