Barbara Mikulski, senatorka demokratyczna polskiego pochodzenia, zachęca Amerykanki do walki o zrównanie płac kobiet i mężczyzn. Pomimo tego, że we wtorek jej ustawa o równym wynagrodzeniu została na razie zablokowana przez Republikanów, polityczka jest pewna sukcesu i wzywa do zakończenia dyskryminacji płacowej. Kobietom w USA płaci się 23% mniej niż mężczyznom.
REKLAMA
Tylko 8 głosów zabrakło, by Paycheck Fairness Act (PFA) wszedł na dalszą ścieżkę legislacyjną. Ustawa umożliwiłaby pracownicom i pracownikom wymianę informacji o wysokości zarobków bez konsekwencji ze strony pracodawcy, a także zobowiązałaby tych ostatnich do udowodnienia, że różnice w płacach kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach wynikają z obiektywnych czynników. PFA byłby także narzędziem, które ułatwiłoby kobietom dochodzenie równej płacy przed sądem. 47 Republikanów jak jeden mąż zagłosowało jednak przeciw.
Oczywiście wszyscy Republikanie deklarują, że są przeciwko dyskryminacji płacowej kobiet, ale wątpią, czy PFA pomógłby w rozwiązaniu problemu (przypomina to łudząco argumentację polskich przeciwników podpisania Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej).
Poza tym politycy GOP wskazują, że ustawa o równym wynagrodzeniu, ułatwiająca dochodzenie praw pracowniczych kobiet, mogłaby być poważnym ciosem dla małego biznesu. Mitt Romney, prawdopodobnie kandydat GOP w nadchodzących wyborach prezydenckich, nabrał wody w usta i powtarza, że popiera równą płacę dla kobiet i mężczyzn, jednak unika odpowiedzi na temat poparcia dla PFA. Czy i jak Republikanie chcieliby walczyć z dyskryminacją płacową kobiet, którym płaci się tylko 77% tego co mężczyznom? Nie wiadomo.
Znana amerykańska dziennikarka telewizyjna, Mika Brzezinski, nazwała Republikanów idiotami za zagłosowanie przeciw PFA. Brzezinski zna temat od podszewki: zarabiała 14 razy mniej, niż współprowadzący z nią program mężczyzna, a zjawisku dyskryminacji płacowej kobiet poświęciła wydaną niedawno książkę “Znaj swoją wartość”.
Dyskryminacja płacowa kobiet nie jest rzecz jasna amerykańskim fenomenem. W państwach Unii Europejskiej różnica płac na niekorzyść kobiet wynosi od 4,4 do 27,6% (i w niektórych różnica się powiększa). Wobec braku zadowalających postępów w wyrównywaniu luki płacowej płci (gender pay gap) Parlament Europejski przyjął niedawno rezolucję, w której zaleca bardziej zdecydowane działania na rzecz sprawiedliwych płac dla kobiet i mężczyzn.
Wśród przyczyn dyskryminacji płacowej kobiet znajduje się (nawet podświadome) przekonanie pracodawców, że głową i głównym żywicielem rodziny jest mężczyzna (więc trzeba mu godnie płacić), a pensja kobiety jest dodatkiem do jego zarobków i niższa wycena identycznej pracy kobiet niż pracy mężczyzn. Z kolei kobiety nadal wychowywane zgodnie ze stereotypem na grzeczne dziewczynki, oczekują lub zgadzają się na mniej i znacznie rzadziej niż mężczyźni proszą o podwyżkę. To kilka powodów występowania dyskryminacji płacowej, w której czynniki kulturowe przeplatają się z ekonomicznymi. Oczywiście pracodawcy opłaca się zatrudniać kobietę za 23% mniej, a tym bardziej za 14 razy mniej niż mężczyznę. Na szczęście kobiety coraz częściej głośno mówią o tym, że zasługują na 100%.
