Nie milkną echa audycji radiowej, w której Kuba Wojewódzki i Michał Figurski wcieliwszy się w rolę “prawdziwych Polaków” zażartowali z gwałcenia ukraińskich pomocy domowych. Komentarze dotyczące tej sprawy są ciekawsze niż incydent, który zaczął całe to zamieszanie. Dziennikarze, którzy zdążyli już wystosować sprostowanie (?), niechcący przyczynili się do nagłośnienia ważnej debaty i ukazania interesujących zjawisk.
REKLAMA
Na początek kilka słów o samej audycji. Gwałt - podobnie jak lincz czy pogrom - nigdy nie jest dobrym tematem do żartów, zwłaszcza jeśli żartuje się w sferze publicznej. W Polsce ofiarami gwałtu jest 3% kobiet, natomiast 30% kobiet doświadczyło molestowania seksualnego. Raczej trudno liczyć na to, że żarty z gwałtu wywołają u nich uśmiech, bardziej prawdopodobne jest przypomnienie negatywnych uczuć towarzyszących traumie. Poza tym żart wymagający wyjaśnień dłuższych niż on sam nie jest dobrym żartem. Zaprezentowany w audycji styl kojarzy mi się z lepkimi dowcipasami, a nie ciętym poczuciem humoru, wywołuje zażenowanie pomimo świadomości konwencji, w jakiej został użyty. Nie przypisuję dziennikarzom poglądów których posiadanie odegrali, ale czuję niesmak.
Sprzeciw wobec programu Wojewódzkiego i Figurskiego wystosowało ukraińskie MSZ, które zaprotestowało przeciw takiemu traktowaniu “Ukraińców” jako “dyskryminacji na tle narodowościowym”. W podobnym duchu, w obronie “osób narodowości ukraińskiej” wypowiedział się Związek Ukraińców w Polsce. Tymczasem nie chodzi o Ukraińców, tylko Ukrainki. Płeć jest tu równie ważnym czynnikiem co narodowość, jednak ukraiński MSZ zdaje się tego nie dostrzegać. Nikt nie żartowałby z gwałcenia mężczyzn - Ukraińców.
Wojewódzki i Figurski niechcący przyczynili się do nagłośnienia debaty o statusie ukraińskich kobiet - pomocy domowych - w Polsce. Ta debata trwa już do jakiegoś czasu - zwraca się uwagę na to, że Ukrainki doświadczają przemocy ze względu na płeć, narodowość i status ekonomiczny. Padają ofiarami przemocy seksualnej, są traktowane z góry jako osoby pochodzące z Europy Wschodniej (Polska w tej optyce jest “cywilizowanym Zachodem”), płaci im się głodowe stawki lub wręcz oszukuje i nie płaci się za ich usługi. Dla niektórych między Ukrainką a sprzątaczką można postawić znak równości, a sama praca sprzątaczki jest ośmieszana. Ukrainki pracujące w Polsce w charakterze pomocy domowych mają to nieszczęście, że dotyka ich dyskryminacja krzyżowa.
Co ciekawe, w obronie Ukrainek słychać głosy, które ujawniają kolejne pokłady stereotypów na temat innych grup. Na przykład Marek Siwiec (zapewne z pełnią dobrych intencji) zwraca się do Wojewódzkiego i Figurskiego: “potraktowaliście wszystkie Ukrainki jak ku*wy”. Jego na serio wypowiedziane słowa są znacznie gorsze niż początkowy incydent z udziałem dziennikarzy. Co właściwie polityk SLD chce przez to powiedzieć?
Że można gwałcić ku*wy? Że tylko część Ukrainek to ku*wy? Że gwałcone są wyłącznie prostytutki? Dlaczego kobiety, które świadczą usługi seksualne nazywa wulgarnie "ku*wami", zamiast użyć słowa “prostytutki”?
Lepperowski rechot z "abstrakcyjnej" sytuacji zgwałcenia prostytutki niesie się szerokim echem. Ręce opadają, gdy z taką “obroną” występuje polityk, którego partia lubi mówić o prawach kobiet. Być może jednak dobrze, że takie głosy się pojawiają. Pokazują, jak bardzo debata na temat przemocy seksualnej, praw kobiet i praw imigrantek / imigrantów jest w Polsce potrzebna.
