Po czarnym tygodniu dla praw człowieka w Polsce wreszcie przyszła dobra wiadomość. Premier Donald Tusk zapowiedział podpisanie i ratyfikację europejskiej Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Słowa premiera to krok w dobrym kierunku, jednak póki co są to tylko słowa. A słowa, zwłaszcza w polityce, często bywają wyłącznie kwestią konwencji.

REKLAMA
Publikacje, rozmowy, listy, pikiety - organizacje pozarządowe od ponad roku intensywnie przekonywały rząd do podpisania Konwencji. Kropkę nad i postawił Gabinet Cieni Kongresu Kobiet, którego członkinie uzyskały od premiera jasną deklarację i konkretny termin podpisania dokumentu (do 25 lipca). Niestety Donald Tusk nie był równie precyzyjny w sprawie ratyfikacji Konwencji. I tu jest właśnie luka, w którą może wślizgnąć się platformiana konwencja przez małe k.
Dokument Rady Europy można szybko podpisać, ale jego ratyfikację można już zawiesić w próżni: rozwlec w czasie, rozłożyć bezradnie ręce wskazując na ministrów własnego rządu lub wręcz uczynić z niej hasło następnej kampanii wyborczej (2015). Byłby to klasyczny kompromis Platformy, gest w stronę ofiar przemocy i organizacji świadczących im pomoc, połączony ze skrzyżowaniem palców za plecami tak, by dobrze widzieli go zwolennicy ministra Gowina.
Bycie za, a nawet przeciw, doprawione szczyptą marketingu politycznego, to strategia którą Platforma Obywatelska opanowała do perfekcji. Jak wszystkie strategie, ta również ma jednak określony termin przydatności do użycia.
Obietnica premiera Tuska, choć napawająca ograniczoną dawką optymizmu, nie unieważnia dokonań nieformalnej koalicji PO i PiS z zeszłego tygodnia: antyobywatelskiej zmiany ustawy o zgromadzeniach i niekonstytucyjnego przepuszczenia projektów o związkach partnerskich i rzeczniku ds. przeciwdziałania dyskryminacji przez niszczarkę sejmową, z/ręcznie uruchamianą przez marszałkinię Ewę Kopacz.
Dlatego oprócz bacznego monitorowania prac Platformy nad podpisaniem i ratyfikacją Konwencji, warto wybrać się w sobotnie popołudnie na warszawską manifestację poparcia dla związków partnerskich i sprzeciwu wobec antyobywatelskiej działalności posłów. Bo prawa człowieka to nasza wspólna sprawa. I tylko okazując solidarność wszystkim ludziom i grupom dyskryminowanym możemy sprawić, by władza miała na uwadze nasze prawa, w tym prawo do skutecznej ochrony przed przemocą. Tylko tak możemy sprawić, by platformiana konwencja bycia za, a nawet przeciw, przestała się opłacać.

******
Więcej: