“Sprawdzam!” to zawołanie, które mogłoby być mottem relacji świata mediów opiniotwórczych wobec polityków i polityczek. Nie dotyczy ono wyłącznie dziennikarstwa śledczego, lecz również codziennego opisywania działań politycznych. Problem pojawia się, gdy “sprawdzanie” nabiera charakteru selektywnego.
REKLAMA
Renata Grochal - dziennikarka, którą cenię zwłaszcza za jej poparcie dla s/praw kobiet - pisze w weekendowej “Gazecie Wyborczej” o klubie poselskim Ruchu Palikota. “Ustawy ich nudzą, najważniejsze są happeningi i internet” - krzyczy duża czcionka leadu (Renata Grochal, “Palikociaki”, Gazeta Wyborcza nr 47, 25-26 lutego 2012, str. 22-23). W podobnym duchu utrzymany był wyemitowany kilka dni temu program Tomasza Sekielskiego, “Czarno na białym”. Jeden z materiałów relacjonował wyniki przepytywania posłów Ruchu Palikota przez reporterkę TVN 24.
Rezultaty? Część posłów Ruchu Palikota wykazała się skandalicznym brakiem wiedzy. Problem w tym, że niewiedza to choroba dużej części polskiej klasy politycznej i to niezależnie od przynależności partyjnej.
Kilkanaście miesięcy temu miałam okazję regularnie odwiedzać parlament, by monitorować procedowanie obywatelskiego projektu ustawy parytetowej. Każdego dnia wracałam do domu z bólem głowy i (zapewne) śladem dłoni odciśniętej na czole, od ciągłego wykonywania gestu o wdzięcznej, anglojęzycznej nazwie facepalm. Z taką ilością absurdalnych twierdzeń i niedorzeczności wypowiedzianych w tak krótkim czasie, nigdy dotąd się nie spotkałam. Przypomnę - Ruchu Palikota nie było wtedy w parlamencie. Wszystkie te wypowiedzi, dowodzące braku wiedzy i kompetencji, były autorstwa panów posłów i panów senatorów Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej.
Na posiedzeniu senackiej komisji zajmującej się prawami człowieka jeden z senatorów utrzymywał np. że dowodem na wysoką pozycję społeczną kobiet w Polsce jest całowanie ich w rękę. Doświadczanie przemocy domowej przez kobiety? Niższe płace kobiet niż mężczyzn? Brak żłobków i przedszkoli? Śmiesznie niskie alimenty mężczyzn na ich dzieci? To się nie liczy, przecież Polka jest cmokana w rękę, więc dyskryminacja kobiet zdaniem pana senatora nie istnieje.
Z kolei obecny minister, Jarosław Gowin (PO) i kilku innych zaprzysięgłych przeciwników parytetów płci na listach wyborczych z Platformy Obywatelskiej oraz posłowie PiS zagłosowali za parytetami - nieświadomie. Po prostu nie wiedzieli nad czym głosują. Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin poparł więc zmiany w kodeksie wyborczym, choć nie wiedział co to za zmiany, do czego z rozbrajającą szczerością się później przyznał.
Przypominam sobie także, że w 2010 roku odbyła się konferencja prasowa kandydata na prezydenta, Bronisława Komorowskiego (PO), który przybył na nią uzbrojony w wydruk z Wikipedii dotyczący Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Najwidoczniej wiedza kandydata na prezydenta - a jest to przecież najważniejszy urząd w państwie - była znikoma i potrzebował ściągawki. Nie mieli jej posłowie Ruchu Palikota złapani przez kamerę TVN 24.
Ostatnio brakiem kompetencji wykazało się Ministerstwo Zdrowia, gdyż tygodniami ignorowano pytania dziennikarza TOK FM dotyczące ustawy refundacyjnej. To nie jest pierwsza kadencja ministra Bartosza Arłukowicza w Sejmie, ale nikt na podstawie tej sytuacji nie mówi o niekompetencji całej Platformy Obywatelskiej i nie pyta - jak Renata Grochal wobec Ruchu Palikota - po co Platformie Sejm. Nie będę już rozwodzić się nad całą kwestią związaną z procedowaniem ACTA (rządowe “tak naprawdę nie wiedzieliśmy co podpisujemy”).
Zauważyłam również, że Renata Grochal pomija milczeniem takie inicjatywy Ruchu Palikota jak choćby złożenie przez posła Roberta Biedronia interpelacji ws. procedur postępowania z ofiarami gwałtów (sprawa od dawna nie może znaleźć finalizacji przyczyniając się do cierpienia ofiar, w lwiej części kobiet) czy projekt wicemarszałkini Wandy Nowickiej “Sejm przyjazny kobietom”.
Jako obywatelka nie czuję się dobrze z tym, że część polityków i polityczek nie ma (wystarczających) kompetencji w dziedzinach, którymi się zajmują. Jako odbiorczyni mediów nie czuję się jednak dobrze z tym, że dziennikarki i dziennikarze krzyczą “Sprawdzam!” tylko w stronę jednej partii.
